Był rok 1956. Przyszedł czas na spłatę polskich długów wobec węgierskich przyjaciół.
– Panie Antoni – Lucyna zwróciła się
teraz do swego towarzysza – może pan opowie tę niezwykłą historię, a potem
obejrzymy zdjęcia. – Jesienią pięćdziesiątego szóstego, o ile się nie mylę
w listopadzie, na stacji kolejowej w Muszynie zatrzymano dwa bydlęce
wagony i odstawiono na bocznicę. W wagonach siedemdziesięcioro dwoje
brudnych, głodnych i zmarzniętych dzieci czekało na pomoc. To były dzieci
w wieku od kilku do kilkunastu lat. Wtedy to naczelnik stacji Władysław
Krupa, który za okupacji był uchodźcą
w Keszthely, ruszył na ratunek. Najprawdopodobniej nielegalnie z jego polecenia przetoczono oba wagony do jego rodzinnej miejscowości, czyli do Marcinkowic koło Nowego Sącza, gdzie proboszcz Jan Góra i mój ojciec, Jan Mróz, natychmiast wezwali mieszkańców do pomocy nieszczęsnym dzieciom. Małych przybyszów zakwaterowano ostatecznie na jakiś czas w internacie szkoły rolniczej. Marcinkowiczanie nie szczędzili sił, aby im pomóc jak tylko się dało.
w Keszthely, ruszył na ratunek. Najprawdopodobniej nielegalnie z jego polecenia przetoczono oba wagony do jego rodzinnej miejscowości, czyli do Marcinkowic koło Nowego Sącza, gdzie proboszcz Jan Góra i mój ojciec, Jan Mróz, natychmiast wezwali mieszkańców do pomocy nieszczęsnym dzieciom. Małych przybyszów zakwaterowano ostatecznie na jakiś czas w internacie szkoły rolniczej. Marcinkowiczanie nie szczędzili sił, aby im pomóc jak tylko się dało.
– Przepraszam, że wejdę w słowo –
przerwała opowieść Marta. Czy u was odbyły się jakieś uroczystości
rocznicowe?
– Tak. W lipcu 2006 roku, ale zaraz
do tego dojdziemy.
– Czy nie było chętnych do adopcji? –
zainteresowała się Joanna.
– Nie było o tym mowy! Dzieci
zatrzymano w Polsce do czasu, kiedy na Węgrzech sytuacja wróciła do normy
i wtedy powróciły do ojczyzny. Nasze dzieci po pobycie
w Marcinkowicach pojechały do Krynicy, gdzie zakwaterowano je na jakiś
czas w „Hajduczku”. Poza grupą, o której mówię, były inne np.:
w Nowym Sączu, Szczawnicy, Zakopanem.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz