czwartek, 13 października 2016

Pożar

Ucieczka Tropa była jedynie początkiem tego, co czekało go w najbliższych miesiącach.

Na dole słychać już było tupot nóg i nawoływania. Zdenerwowany ruszył truchtem do kuchni. Tam nie zastał nikogo. Wybiegł na zewnątrz przez otwarte drzwi. Rodzina leśniczego wraz z suczką stała bezradnie na po­dwórzu. Leśniczy pobiegł właśnie na poddasze skąd coraz gwałtowniej wydobywał się gęsty dym. Z dala słychać już było przeraźliwy głos syreny, to z pobli­skiej Łabowej nadjeżdżał wóz Ochotniczej Straży Pożarnej. W niedługim czasie dołączyły głosy kilku syren nadjeżdżających wozów bojowych. Stra­szliwe wycie rozsadzało psu czaszkę. Tumult i strumienie lodowatej wody tłoczonej wężami do środka budynku, okropny harmider i zamieszanie, a także poczucie ogromnego osamotnienia sprawiły, że nagle rzucił się do panicznej ucieczki. Gnał przed siebie na oślep w las, byle dalej od tego miejsca, które nagle z przytulnej przystani zamieniło się w piekło. Zziajany początkowo pędził drogą pod górę, potem skręcił na przełaj jakąś ścieżyną wydeptaną przez leśną zwierzynę. Usłyszał nagle przeciągłe wycie. Najpierw był to jeden głos, później dwa, a wreszcie było ich kilka. Zło­wrogi dźwięk niósł się z oddali, ale wywołał u Tropa jeszcze większą pani­kę. Czuł instynktownie kolejne zagrożenie. Był teraz zupełnie sam, zdany na łaskę i niełaskę skutego mrozem lasu i jego dzikich mieszkańców. Nie uświadamiał sobie bólu poranionych zmrożonym śniegiem łap, ani zimna, bo wciąż biegł, biegł bez wytchnienia. Świtało, kiedy poczuł gwałtowne szarpnięcie i ból. Jakaś pętla zacisnęła się na przedniej łapie i zatrzymała go gwałtownie. Trop nie wiedział, że to wnyk zastawiony na lisa. Biegł zwie­rzęcym traktem, gdzie czyhały sidła zastawione przez człowieka i wpadł w nie sam. Skowyt przerażenia i rozpaczy wydarł się mu z gardła. Szarpnął kilkakrotnie usiłując wydostać się z pułapki. Niestety im mocniej się wyry­wał tym mocniej zaciskał się wnyk. Ogarnęło go uczucie straszliwego zimna a wraz z nim rezygnacja. Tkwił te­raz nieruchomo z łapą uwięzioną w drucianym wnyku. Miał pustkę w głowie, dygotał. Nagle usłyszał trzask łamanych suchych gałązek i energiczne kroki. Doleciała go woń człowieka, ale nie był to znany i miły zapach jego pana. Zobaczył zwalistego mężczyznę ubranego w kożuch i baranicę na głowie, w ręku trzymał siekierę.
– O! Tu cie mom! Złapał Tropa za obrożę i uniósł w górę metalowy przedmiot. Ostrze sie­kiery błysnęło w górze i zanim spadło w dół, przerażony pies instynktow­nie przypadł do ziemi.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz