czwartek, 13 października 2016

Nasza chałupa

Jak można uwolnić się od wspomnień o dzieciństwie w zaczarowanym barcickim domu i ogrodzie, kiedy przychodzi żyć w blokowisku?
Janusz funduje Magdzie nowe miejsce na ziemi.

Nie brakuje nam w Łęgu  ani ptasiego widoku, ani wizyt. Nad urwiskiem mieszkają jastrzębie, których młode, ubrane w białe  długie barchanowe portki,  siedzą całymi dniami na gałęzi jodły i zawodzą jękliwymi głosami, dopominając się o jedzenie.
Nad lasem krążą trzy czarne bociany, z których jeden-inwalida ruchu, może, jak się okazało, liczyć na litościwe ludzkie serce. Ptak nie odlatuje z pobratymcami  i zapewne przymarza do gniazda w jodłowym lesie, kiedy chwyta mróz, a myszy ani śladu. Wtedy z odsieczą pojawia się człowiek. Znów kolejną zimę przetrwa ptaszysko w jego kurniku, by wiosną pojawić się po raz kolejny nad naszymi głowami i zataczać kręgi swym chybotliwym niepewnym lotem.
Jednak wyjątkową przygodę przeżyli Januszowie wczesną wiosną. Zjawili się, by przygotować dom do sezonu . Było naprawdę zimno, więc postanowili napalić w kominku. Janusz otworzył tzw. wyczystkę,  pochylił się i zajrzał do środka komina. Zobaczył kurze łapy. Zastanawiali się oboje jak kura  mogła wpaść do komina? Kilka prób chwycenia nieszczęsnego ptaka kończyło się niepowodzeniem. Wreszcie udało się wydobyć delikwenta na światło dzienne. Kiedy spojrzały na nich  przepiękne  bursztynowe oczy o długich  rzęsach,  nie było wątpliwości. To był puszczyk! Słyszeli wielokrotnie w nocy jego nawoływanie.
 Pomysł zapalenia w kominku, ale przede wszystkim wcześniejsze  otwarcie wyczystki, uratowało  nieproszonemu gościowi życie.
Wyślizgnąwszy się z trzymających go delikatnie dłoni, podfrunął w stronę tapczanu, gdzie na kocu zostawił list dziękczynny, czyli rzadką kupkę , po czym  wyleciał pośpiesznie przez otwarte  okno  bezszelestnie, bez   pośpiechu. Bywaj ślicznoto!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz