Ponury los prześladował Tropa nieustannie.
– A może ty pójdziesz ze mną?
Chodź, nie bój się.
Trop wstał i ruszył powoli za
dzieckiem. Nie miał innego wyjścia. Był niczyj, a ten głos dawał nadzieję
na lepsze jutro. W tym momencie rozległo się gwałtowne szczekanie
i na podwórze wypadły dwa jamniki, które pełne energii po poobiedniej
drzemce, postanowiły przywrócić ład i porządek w obejściu.
– Co tu się dzieje?! Co to za harmider?
Przy furtce pojawił się mężczyzna. – Marysiu, co to za pies?
– Biedny piesek, leżał w trawie
koło domu i był głodny. Dałam mu wodę i chleb. Tatusiu zostawimy go –
dobrze?
– A Reksio i Kundzia, może je
sprzedamy – co?
– Proooszę tatusiu! Zobacz, jaki on
biedny!
– To pies do polowania, może zgubił się
myśliwemu, wygląda naprawdę okropnie.
Reksio i Kundzia przez ten czas wrzeszczały wniebogłosy na
znak protestu. Ich jamnicza duma nie znosiła konkurencji. Nie dopuszczały
myśli, że jakiś przybłęda brudny i śmierdzący może pochłonąć uwagę niemal
całej rodziny. Przecież do tej pory jedynie one – jamniki – były oczkiem
w głowie i tresowały swych państwa na wymyślne sposoby, tak jak to
tylko jamnikom przydarzyć się może.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz