Zachwyt Adama dla urody Sądecczyzny nie miał granic.
Adam ruszył przed siebie. Nagle jego
oczom ukazała się piękna panorama. Prehybę i Radziejową miał po lewej, po
prawej w dole majaczyło Rytro. Tuż przed nim, na polanie stało kilka
drewnianych domków, z maleńkimi zabudowaniami gospodarczymi. Nie bogato
tu było, ale za to jak malowniczo. Także ta łąka wokół domostw, kwitła jak
opętana. Bzykanie pszczół i granie pasikoników działały usypiająco.
Położył się w miejscu, gdzie trawa była już wykoszona. Niemal narkotyczny
zapach siana, przyprawił go o lekki ból głowy. Usnął znienacka.
Obudził go dzwonek wiszący u krowiej szyi. Ta
stała nad nim międląc w mordzie trawę. Ogon i uszy zwierzęcia były
w nieustannym ruchu, próbując odpędzić natrętne muchy, pchające się
stadami do krowich oczu i nozdrzy. Wydała z siebie pomruk, którego
Adam nie był w stanie zakwalifikować. Drąg między nogami świadczyć mógł
o tym, że albo jest to krasula wędrowniczka, albo, co gorsza nie lubi
obcych. Poderwał się gwałtownie. „Mam czerwoną kurtkę! Jak się krówsko
wścieknie, będę miał się z pyszna!” Na szczęście zwierzę było nastawione
ugodowo.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz