czwartek, 13 października 2016

Cyrla

Zachwyt Adama dla urody Sądecczyzny nie miał granic.

Adam ruszył przed siebie. Nagle jego oczom ukazała się piękna panorama. Prehybę i Radziejową miał po lewej, po prawej w dole majaczyło Rytro. Tuż przed nim, na polanie sta­ło kilka drewnianych domków, z maleńkimi zabudowaniami gospodarczy­mi. Nie bogato tu było, ale za to jak malowniczo. Także ta łąka wokół do­mostw, kwitła jak opętana. Bzykanie pszczół i granie pasikoników działały usypiająco. Położył się w miejscu, gdzie trawa była już wykoszona. Niemal narkotyczny zapach siana, przyprawił go o lekki ból głowy. Usnął znienacka.

Obudził go dzwonek wiszący u krowiej szyi. Ta stała nad nim międląc w mordzie trawę. Ogon i uszy zwierzęcia były w nieustannym ruchu, pró­bując odpędzić natrętne muchy, pchające się stadami do krowich oczu i no­zdrzy. Wydała z siebie pomruk, którego Adam nie był w stanie zakwalifiko­wać. Drąg między nogami świadczyć mógł o tym, że albo jest to krasula wędrowniczka, albo, co gorsza nie lubi obcych. Poderwał się gwałtownie. „Mam czerwoną kurtkę! Jak się krówsko wścieknie, będę miał się z pysz­na!” Na szczęście zwierzę było nastawione ugodowo.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz