Druga część "Okruchów pamięci" pojawiła się po latach. Czy uznacie ją Państwo za równie interesującą?
- Czas pokaże.
- Czas pokaże.
Dzieciństwo Magdy u boku niańki było pełne ekscytujących przypadków.
Dzieciństwo i młodość Magda dawno ma za sobą. Wiele lat minęło także od śmierci Kaśki, która przeniosła się do lepszego ze światów cichutko i tak szybko, jakby ta, która za życia robiła wiele szumu, na koniec nie chciała zrobić nikomu kłopotu. Wspomnienia o niańce i gosposi zarazem , która w sercu Magdy ma swój, niezwykle ciepły kącik,wracają równie często jak pamięć o miejscu urodzenia.
Okres wakacji w Barcicach był zazwyczaj okazją do spotkań i zjazdów. Ogromny, przytulny dom, świetnie prowadzone gospodarstwo i mili gospodarze, wszystko to było przynętą dla licznej rodziny i przyjaciół. Jedzenie podawano tu znakomite. Dziutka szkoliła swe gosposie z doskonałym skutkiem. Jednak kiedy upał dawał się we znaki, kasza gryczana lub ziemniaki z kwaśnym mlekiem i mizerią miały pierwsze miejsce na liście potraw.
Tego dnia Kaśka – gosposia „ze dworu” (tak nazywano tu leśniczówkę, będącą kiedyś dworkiem Stadnickich) zeszła do piwnicy znajdującej się pod kuchnią, po wielki kamienny garnek ze zsiadłym mlekiem. Garnek był drutowany, jak wiele glinianych lub kamiennych naczyń, a mleko w nim kwaszone, nie miało sobie równych. Klapa do piwnicy była otwarta, a Magda znana z wścibstwa poczłapała za niańką i stanęła na brzegu otworu.
- A idzies ty z tela! - Kaśka wrzasnęła na całe gardło. - Kces se kark skryńcić cy jacy?!
Dziecko odskoczyło posłusznie na środek kuchni. Złośliwi mówili, że to co się stało spowodował właśnie wrzask gosposi. Rozległ się donośny huk tłuczonej kamionki i odgłos spływającej po schodach cieczy.
- Fras!!! Huknęła wyczołgując się z czarnej czeluści. Trzymała teraz coś, co przed chwilą było naczyniem jak się patrzy. Gęste mleko z dużą ilością śmietany ciekło po jej fartuchu i spódnicy, a buty „od parady” wypełnione były po brzegi.
Okres wakacji w Barcicach był zazwyczaj okazją do spotkań i zjazdów. Ogromny, przytulny dom, świetnie prowadzone gospodarstwo i mili gospodarze, wszystko to było przynętą dla licznej rodziny i przyjaciół. Jedzenie podawano tu znakomite. Dziutka szkoliła swe gosposie z doskonałym skutkiem. Jednak kiedy upał dawał się we znaki, kasza gryczana lub ziemniaki z kwaśnym mlekiem i mizerią miały pierwsze miejsce na liście potraw.
Tego dnia Kaśka – gosposia „ze dworu” (tak nazywano tu leśniczówkę, będącą kiedyś dworkiem Stadnickich) zeszła do piwnicy znajdującej się pod kuchnią, po wielki kamienny garnek ze zsiadłym mlekiem. Garnek był drutowany, jak wiele glinianych lub kamiennych naczyń, a mleko w nim kwaszone, nie miało sobie równych. Klapa do piwnicy była otwarta, a Magda znana z wścibstwa poczłapała za niańką i stanęła na brzegu otworu.
- A idzies ty z tela! - Kaśka wrzasnęła na całe gardło. - Kces se kark skryńcić cy jacy?!
Dziecko odskoczyło posłusznie na środek kuchni. Złośliwi mówili, że to co się stało spowodował właśnie wrzask gosposi. Rozległ się donośny huk tłuczonej kamionki i odgłos spływającej po schodach cieczy.
- Fras!!! Huknęła wyczołgując się z czarnej czeluści. Trzymała teraz coś, co przed chwilą było naczyniem jak się patrzy. Gęste mleko z dużą ilością śmietany ciekło po jej fartuchu i spódnicy, a buty „od parady” wypełnione były po brzegi.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz