Przekroczywszy 70-tkę zadałam
sobie któregoś dnia pytanie:
czy moje życie było ciekawe?
Odpowiedź brzmi : było i jest
fascynujące, chociaż nie zdobyłam Mont Everestu i nie poleciałam na Wyspy
Polinezji.
Ciekawe przede wszystkim z
powodu spotkań z ludźmi, o których opowiadam w książkach z nadzieją, że te
opowieści zainteresują moich czytelników, choć nie jestem profesjonalistką w
tej branży, ale psycho- logiem -logopedą i tej drugiej specjalności, która
stała się pasją, poświęci-
łam większą część życia
zawodowego.
Pierwszą książkę napisałam „do szuflady”. Jej treść
miała dać efekt
terapeutyczny, a więc pozwolić
zrzucić z siebie ciężar niekoniecznie mi-
łych wspomnień, ale z czasem
nabrawszy do nich dystansu doszłam do
wniosku, że spotkało mnie za
„wielką wodą” tyle złego, co dobrego a wy-jazd do przysłowiowego „Eldorado” był
dla mnie wielką nauką życia.
Wydałam więc moje wspomnienia w 2002 roku, już po
ukazaniu się „Okruchów pamięci”, bo niezwykle życzliwe przyjęcie tej książki
zachęciło mnie do napisania na nowo tej drugiej, o wymownym tytule
„Byłam niewolnicą, czyli na czarno w Nowym Jorku”.
Wspomnienia składają się jednak z dwóch części. Tę
drugą poświęciłam
podróżom po Europie, które jako osoba „wolna” odbyłam
wraz z mężem
po powrocie z Nowego Jorku. Co spaja obie te części zaopatrzone
w 22
kolorowe zdjęcia?
Spotkania z
ludźmi, ich reakcje, postawy, stosunek
do drugiego człowieka, czyli to, co psychologa interesuje najbardziej.
Kiedy dzisiaj proponuję wspomnienia moim Rodakom za
„wielką wodą”,
jestem niemal pewna, że przeżycia, przynajmniej te w
początkowej fazie Ich pobytu w „Eldorado” przypominają moje własne i będą ciekawi, jak
zakończą się moje zmagania ze starszą panią dotkniętą
psychozą, jaki będzie finał kilkutygodniowego sam na sam z upiornym włoskim
dziaduniem, kiedy z „niewolnicy” zamieniłam się w „princessę” i kim była Anna –
osoba opatrznościowa, która stanęła na mojej drodze, gdy straszliwy głód skręcał
mi kiszki, a ziąb przenikał do kości.
Potem był byk, upał i flamenco w Hiszpanii, poruszająca
wizyta
u generała Andersa i jego żołnierzy u stóp Monte Cassino i spotkanie na
końcu świata z naszym wybawcą, bezimiennym Kalabryjczykiem.
To oczywiście nie koniec atrakcji.
Oddaję więc do rąk moich czytelników „niewolnicę”
wznowioną po trzynastu latach.
fot. S
Kalinowski
fot.
S Kalinowski
fot.
J Ponurkiewicz
fot. A Bryłka
Zaczęłam od doświadczeń osoby po 70-tce, pora teraz
powrócić do czasów dzieciństwa, cudownych pięciu lat spędzonych w barcickiej
leśniczówce, w ogromnym ogrodzie nad Popradem. Leśniczówka była
modrzewiowym dworkiem pamiętającym pierwszy rozbiór Polski, a ogród pełen był
bzów, jaśminów, głogów i cukrowej róży. Kwitły floksy, a po
filarkach ganku pięły się w górę płomienne nasturcje i fioletowy powój. Dom
zawsze pełen ludzi nie był pozbawiony obecności zwierząt, tych tzw.
dzikich i domowych. Wystarczyło rzucić
okiem na drugą stronę Popradu, by zobaczyć kawał wiekowej jodłowej puszczy zwanej
Korzeczkowem.
Nie ma już tamtej leśniczówki, ogród zmalał znacznie, a
stare jodły powalił huragan. Stało się to w czasie, kiedy rodzice karnie
usunięci z owego magicznego miejsca za nieprawomyślność i działalność tzw.
wywrotową, musieli opuścić wraz ze mną ukochaną Sądecczyznę na
długie lata.
Tak więc „Okruchy pamięci,” wydane w 2001 roku a
wznowione i poszerzone w 2015, to książka o bajkowej krainie dzieciństwa, do
której wieloletnia tęsknota wzmacniała jeszcze poczucie przywiązania, ale i
odczucie braku, bo dziecko w leśniczówce żyło przecież beztroskie i nieświadome
zagrożeń strasznego okresu stalinowskiego i tego wszystkiego, co wiązało się z
oporem przeciw ówczesnej władzy.
Czym są
„Okruchy pamięci?”
To zbeletryzowana proza, wzbogacona prawdziwymi wydarzeniami,
rysunkami postaci z krwi i kości, osób, które przeszły już do historii, cichych
bohaterów tamtych lat, ale i tych żyjących do dziś.
W książce nie brak opowiadań o zwierzętach, opisów
wspaniałych krajobrazów nie tylko
Sądecczyzny, ale i Pienin, gdzie moi
dziadkowie spędzili wiele lat po ucieczce z Krymu, przed rewolucją 1917 -go
roku. Są tu opisy pięknych okolic, ale
i dramatycznych historii, które przytrafiają się bohaterom książki.
To dlatego
moje głębokie pragnienie podzielenia
się z Pobaratymcami, tak w
Polsce, jak i na obczyźnie, miłością do Sądecczyzny, jest do dziś
aktualne. Może w moich książkach znajdą potwierdzenie własnej oceny urody jednego z najpiękniejszych regionów naszej wspólnej Ojczyzny, a inni, którzy jeszcze tych stron nie znają,
zechcą pojawić się tutaj niebawem? Zapraszam, bo warto! ( W książce znajdziecie
Państwo 14 zdjęć czarno- białych i 14 zdjęć kolorowych)
zdj z arch rodzinnego
fot.
J Ponurkiewicz
fot. J Szim
Książki o Sądecczyźnie
: „Okruchy pamięci”, „Okruchy życia” – ich druga część i „Tajemnica węgierskiego manuskryptu” wraz z dużą ilością
pięknych, kolorowych zdjęć
ofiarowanych nieodpłatnie przez moich
znajomych i przyjaciół artystów fotografików,
mają, być może, szanse stać się jej wizytówką także po drugiej stronie globu
-za „wielką wodą.” Dopiero u schyłku
życia trafiła się bowiem okazja promocji
książek tam właśnie, nie tylko przy pomocy mojego bloga i strony internetowej.
Oto nasz Przyjaciel Przemysław Gilowski, który
nawiązał z nami kontakt po 50 latach
właśnie dzięki internetowym informacjom o moich książkach, ofiarował mi między innymi miejsce na swej
stronie internetowej. Dziękuję Ci Przemku!
Na koniec przytoczę opinię znanej poetki Sądecczyzny,
Wandy Łomnickiej Dulak, która tak recenzuje „Okruchy pamięci” : oto
fragment
[... my zwykli zjadacze chleba, wędrujący
beskidzkimi ścieżkami , zostawiający cząstkę swego zachwytu w leśnych ostępach
pod Makowicą ,na płowych halach Niemcowej, w zielono – wilgotnej
ciszy pod Prehybą, nagle na kartach książki odnajdujemy echa własnych
fascynacji...].
Cóż jeszcze dodać, by zachęcić Państwa do
przeczytania moich książek?
Zarówno„Okruchy pamięci,”'jak i „Tajemnica
węgierskiego manuskryptu”
uzyskały pierwsze miejsca w plebiscytach czytelników
zorganizowanych przez miesięcznik „Sądeczanin” w ramach dwóch konkursów
literackich w latach 2013 i 2014. Wybory te napawają mnie wdzięcznością i dumą,
bo książka bez czytelników nie istnieje.
„Okruchy życia” - druga część „Okruchów pamięci” to
moja ostatnia książka poświęcona przede wszystkim tym, którzy odeszli.
Ukazała się drukiem
w 2015 roku stanowiąc zamknięcie cyklu wspomnieniowego. Nawiązuje do
historii wcześniej podjętych, które teraz udało się rozbudować po uzyskaniu
dostępu do nowych materiałów.
To także
dramatyczne i tragiczne losy innych niż
w „Okruchach pamięci” osób – bohaterów czasu okupacji i okresu powojennego.
Żyjący współcześnie, których przygody mrożą krew w
żyłach lub bawią, prowadzą nas częstokroć do enklaw Sądecczyzny, Pienin, czy
Bieszczadów pominiętych w „Okruchach pamięci”.
Wspomnienia przyjaciół pochodzących z Kresów stanowią
kolejne wątki
obu książek. Książka
zaopatrzona jest w 17 zdjęć czarno -białych, archiwalnych i 27 kolorowych.
Na koniec przytoczę urywek opinii o „Okruchach
życia”.Tym razem cytuję Marię Lebdowiczową - pisarkę i dokumentalistkę:
Książka Magdaleny Ponurkiewicz wyprowadza czytelnika w
plenery Sądecczyzny...Sądecczyzna spaja w całość różnorodne zdarzenia i czasy.
Łączy w jakiś metafizyczny sposób różnych ludzi – bohaterów i narratorów
jednocześnie. Wydaje się,że niejedna z tych postaci mogłaby być materiałem na
bogatą wielowątkową fabułę,opowiadanie,czy powieść..
fot.
M Motyka
fot.
K Tomasiak
fot.
A Kotarba
fot. A Rams
Wreszcie przyszedł czas na „Tajemnicę węgierskiego
manuskryptu”.
Akcja toczy się w czasach współczesnych, w latach 2005
– 200,
z odniesieniami do
przeszłości bardziej, lub mniej odległej.
Co skłoniło mnie do jej napisania?
Po pierwsze- niezwykle przyjazne współistnienie dwóch
narodów
w czasach
próby.
Po drugie – moje węgierskie korzenie sprzed wieków.
Po trzecie -
moje nieustające zauroczenie Sądecczyzną.
Bohaterowieto trzypokoleniowa rodzina polsko -
węgierska, której dramatyczne losy sięgają wieku XVI.
Stąd opowieść o ukrytym skarbie, o którym mowa w
tytule książki.
Ale oczywiście losy tej rodziny to nie tylko wiek XVI.
To także II wojna światowa i okres powojenny. Przyjazne więzy Węgrów i Polaków
w tym czasie, wraz z dramatycznym rokiem 1956 i jego konsekwencjami łącznie.
W „Tajemnicy węgierskiego manuskryptu” fikcja miesza
się z prawdą historyczną. Znów pojawiają
się postaci kolejnych, ważnych dla
Sądecczyzny osób, ale najważniejszą
jest Istvan Elek ,Węgier
z pochodzenia, który uratował w trakcie
Powstania Warszawskiego ok. 1300 osób cywilnych. To on, tłumacz języka
polskiego na węgierski
i odwrotnie, napisał do mojej książki aneks, który tę
książkę nobilituje.
Przytoczę urywek jego opinii o książce:
[...z wielkim zainteresowaniem i przyjemnością czytałem przysłany tekst
Pani książki. Z uzasadnionym zainteresowaniem, bo
jestem rodowitym Węgrem, który żyje dzięki fenomenowi polsko–węgierskiej
przyjaźni,która ratowała mnie
wielokrotnie, a losy opisanych przez Panią bohaterów książki często krzyżowały się z moim losem.
Na koniec chcę dać wyraz swemu uznaniu dla
wspaniałego, bogatego języka, którym Pani obdarowuje swych czytelników. Dzisiaj
to prawdziwa rzadkość.
Istvan Elek
Czy udało mi się
rozbudzić nieco Państwa
ciekawość?
Jeśli tak, to
czytając książkę dowiecie się Państwo,
czy Adam Szamodi odnajdzie XVI-
wieczny skarb.
Czy natrafi na ślad dziadka zaginionego na Sądecczyźnie, w czasie
okupacji?
Jak potoczą się
dalsze losy Adama i pięknej dziewczyny spotkanej pod Makowicą ?
Czy zagubiony w
czasie pożaru pies, którego ścieżki krzyżują się
z drogami wędrującego szlakami
Sądecczyzny młodego bohatera znajdzie
wreszcie dom?
W książce znajdzie Czytelnik 24 zdjęcia
kolorowe i 7 czarno- białych.
Życzę miłej lektury.
Magdalena Ponurkiewicz
fot.
S Zachwieja
zdj z arch parafii Marcinkowice
Niebawem będę miała dla Państwa miłą niespodziankę
Cdn..