środa, 19 lutego 2020


Admirał Jozef Unrug i inni
Joseph Michael Hubert von Unruh. Tak brzmiało w orginale nazwisko rodowe urodzonego pod Berlinem arystokraty niemieckiego , syna pruskiego generała majora gwardii, legendarnego polskiego admirała. Dziś, po latach wstydliwego milczenia znów jest na ustach coraz większej rzeszy polskich patriotów . To przecież jeden z głównych twórców Gdyni, wspaniałego portowego miasta, gdzie swą przystań miały piękne, nowoczesne okręty.
Ukończył niemiecką Szkołę Marynarki Wojennej, z braku wyboru. W 1915 awansowany do stopnia kapitana, od 1917 roku był dowódcą flotylli okrętów podwodnych marynarki niemieckiej, równocześnie piastując funkcję komendanta szkoły podwodnego pływania.
Już w 1920 roku zakupił na swoje nazwisko pierwszy okręt wojenny odrodzonej marynarki II RP, ORP „Pomorzanin,” dbając równocześnie o rozbudowę portu wojennego. 1925 roku powierzono mu dowództwo naszej floty. To dzięki niemu, w chwili wybuchu wojny marynarka wojenna była
najnowocześniejszym rodzajem broni polskiej armii.
Był już Polakiem sercem i duszą. Józefem Unrugiem.
Gdy Niemcy napadły na Polskę, „zapomniał” natychmiast perfekcyjnie znanego mu niemieckiego języka i z Niemcami porozumiewał się wyłącznie przez tłumacza.
Gdynia i Oksywie , mimo szczupłych sił, broniły się zaciekle pod jego komendą trzy tygodnie, a załoga Helu walczyła bohatersko do 2 października.
W niewoli napominał żołnierzy, by ci nie podawali Niemcom ręki.
Po wojnie trafił do Wielkiej Brytanii, gdzie otrzymał awans na wiceadmirała. Po rozwiązaniu Polskich Sił Zbrojnych na zachodzie dowodził kutrami rybackimi w Marokku, wreszcie przeniósł się do Domu Spokojnej Starości Polskiego Funduszu Humanitarnego we Francji, gdzie dorabiał jako kierowca. Zmarł w wieku 88 lat w roku1973.
Równie wspaniały , jak życie, był jego testament. Zastrzegł w nim, że jego szczątki mogą wrócić do ojczyzny tylko w takim wypadku, gdy zostaną godnie pochowani jego podkomendni i współpracownicy, straceni bezprawne przez reżym komunistyczny, wielcy bohaterowie pod pretekstem tzw. spisku komandorów,wielcy bohaterowie ,: kmdr Stanisław Mieszkowski, kmdr Zbigniew Przybyszewski i kmdr Jerzy Staniewicz.
„...Godny pochówek ich trzech odbył się 16 grudnia 2017 roku na tym samym cmentarzu. Dopiero 29 czerwca 2018 roku tamże pochowani zostali z honorami, wraz z żonami: kontradm. Adam Mohuczy, kmdr pil. Kazimierz Kraszewski, kmdr Wacław Krzywiec, kmdr Marian Wojcieszek, kmdr por. Robert Kasperski, kpt. mar. Adam Dedio, kpt. mar. Zdzisław Ficek, bosm. Edmund Sterna, st. mar. Jerzy Sulatyck...” Krzywiec, kmdr Marian Wojcieszek, kmdr por. Robert Kasperski, kpt. mar. Adam Dedio, kpt. mar. Zdzisław Ficek, bosm. Edmund Sterna, st. mar. Jerzy Sulatycki


Ich szczątki zostały zidentyfikowane po dziesięcioleciach w Warszawie i pochowane na Cmentarzu Marynarki Wojennej w Gdyni, wraz z ich legendarnym dowódcą i jego małżonką, którzy powrócili wreszcie do Polski po latach tułaczki.
To tylko jeden z przykładów bohatera, Polaka z wyboru. Było ich znacznie więcej, a ja przytoczę kilka innych, z którymi zetknęłam się pośrednio lub bezpośrednio.
Z Rodziną Burszów wiąże mnie odległe już w czasie, powinowactwo z racji małżeństwa mej ciotecznej babki, Kazimiery Maciejowskiej z Teodorem Bursche, ewangelikiem o bawarskich korzeniach. Rodzina uciekła w XVII wieku przed prześladowaniami religijnymi, zamieszkując w Polsce . Część członków owej rodziny spolszczyła nazwisko i od tej pory brzmiało ono, Bursze. Znani są z tego, że zawód architekta, czy konserwatora sztuki piastowało kilku z nich w trzech pokoleniach. Wybitnie uzdolnieni, zapisali piękne karty w polskiej architekturze a historię rodziny opisano w „Sagach warszawskich” Olgierda Budrewicza, gdzie znalazła się wśród znakomitych, zasłużonych dla Polski warszawskich rodów. Oczywiście nie tylko z powodu roli w architekturze, ale i za przyczyną ewangelickiego biskupa!(1862 – 1942) Juliusza Bursze, brata Teodora, ożenionego z potomkinią zamożnego rodu Krauze. Nazwisko, jak widać, także niemieckie.
Juliusz pełnił początkowo funkcję radcy Konsystorza ewangelicko – augsburskiego, a w 1904 mianowany przez cara Mikołaja II, superintendentem Kościoła ewangelicko – augsburskiego w Królestwie Polskim. Później otrzymał godność biskupa. W 1918 zasiadł w Radzie Stanu, a 1928 stał na czele Rady Kościołów w Polsce, pełniąc równocześnie rolę biskupa swego Kościoła w II RP. W 1936 wydał manifest do ewangelików polskich potępiających ideologię hitlerowską. Występował także jako obrońca Kościoła ewangelickiego w Niemczech.
„..Biskup Bursche pochodził z rodziny o niemieckich korzeniach, jednak całym swoim życiem i pracą stworzył wzór Polaka-ewangelika, wspierającego polską rację stanu – Bursche przeciwstawiał się
Został umieszczony w obozie w Sachsenhausen k. Oranienburga. Jego nieugiętą postawę oraz odrzucenie niemieckich propozycji wyrzeczenia się polskości, podkreślała krajowa prasa konspiracyjna, m.in. Biuletyn Informacyjny nr 9 z 1942 napisał: „Pomimo presji samego Himmlera, pomimo cierpień jakie spadły za jego nieugiętość na całą rodzinę Burschów – ksiądz biskup nie wyparł się swej polskości i nie uległ przed pokusami proponowanymi przez wroga”[10]. Zmarł z wycieńczenia w szpitalu więziennym Moabit, wielokrotnie torturowany w czasie przesłuchań. Dokładna data jego śmierci nie jest znana – 20 lutego 1942 jest datą umowną, najbardziej prawdopodobną. Rodzinie nie ujawniono miejsca pochówku i odmówiono wydania doczesnych szczątków zmarłego. Dopiero w 2017 roku dzięki odnalezieniu dokumentów udało się ustalić miejsce pochówku urny z prochami biskupa na Miejskim Cmentarzu przy Humboldtstrasse w Berlinie Reinickendorf[2].
Represje dotknęły również trzech jego braci (przeżył tylko jeden) oraz syna (inż. Stefan Bursche, rozstrzelany przez hitlerowców 17 lutego 1940 w lasach lućmierskich[6]), aresztowanych przez Niemców w pierwszych dniach okupacji – na ich aktach Himmler napisał: „Diese Familie ist auszurotten” (pol. „tę rodzinę trzeba wytępić”)[10]
11 listopada 2018 roku pośmiertnie odznaczony przez prezydenta RP Andrzeja Dudę Orderem Orła Białego jako wyraz najwyższego szacunku wobec znamienitych zasług poniesionych dla chwały, dobra i pożytku Rzeczypospolitej Polskiej, z okazji Narodowych Obchodów Setnej Rocznicy Odzyskania Niepodległości Rzeczypospolitej Polskiej[12].
Kto nie słyszał historii rodu ostatnich właścicieli zamku w Żywcu”?
W czasie II wojny Światowej Żywiec znalazł się w granicach III Rzeszy. Karol Olbracht Habzburg odmówił podpisania volkslisty. Dobra zostały mu odebrane. Arcyksiążę został przez Niemców internowany i udało mu się wydostać tylko dzięki rodzinnej interwencji . Pozwolono mu w końcu wyjechać do Skandynawii.
W 1944 roku na podstawie dekretu o reformie rolnej Państwo Żywieckie zniknęło po 447 latach istnienia.
Zamek jednak pozostał. Tam też, w 2000 roku powróciła gnana tęsknotą Maria Krystyna Altenburg, córka Karola Olbrachta Habzburga, do przydzielonych przez miasto pomieszczeń w obrębie Nowego Zamku. Pozostała tu do śmierci, otoczona czcią i sympatią mieszkańców.
„..Kiedy pytano Marię Krystynę Habsburg, czy – mieszkając poza ojczyzną – często myślała o Polsce, odpowiadała: „Cały czas. W Polsce jest wszystko – wspaniałe góry, jeziora, morze, piękna roślinność. Za tym wszystkim tęskniłam. Nawet gdy mówię po szwedzku, niemiecku czy francusku, myślę po polsku. Polska jest dla mnie non plus ultra...” Nigdy nie zrzekła się polskiego obywatelstwa. Nigdy nie przyjęła żadnego innego.

Opowiadał mi kilka lat temu dzieje swojej rodziny Adam Sylka, od lat zawiadujący schroniskiem na Łabowskiej Hali . Mówił pięknie, przytaczając dramatyczne i tragiczne losy kilku pokoleń, starej niemieckiej szlachty z polskim samopoczuciem, przez wieki wiernej Polsce. O wspaniałym kaszubskim rodzie walczącym o polskość, płacącym za tę wierność najwyższą cenę, albo ponosząc skutki wieloletnich prześladowań ze strony sąsiadów – okupantów i terroru czasów komunizmu. Wywodził historię Kaszub od czasu Krzyżackich napaści, mówił o rozkwicie tych ziem za panowania Jagiellonów, o świetności Gdańska, i o permanentnych próbach rugowania stąd Polski i Polaków.
Dlaczego Kaszubi przetrwali ?Zapytałam.
„.. miała kapitalne znaczenie postawa rdzennej ludności , głęboka wiara katolicka.
To tu wśród leśnych niewielkich skupisk ludzkich mogli się czuć bezpiecznie emisariusze Powstania Styczniowego, a po jego upadku jego uczestnicy... „ Tak snuł swą opowieść Adam, którego można było słuchać godzinami . Mówił o literaturze i jej bohaterach „... każdy z obszarów zagarniętych przez zaborcę miał swego Staszka z Przygód Remusa, ks. Robaka z Pana Tadeusza, czy Maziarza z Zaklętego Dworu...
Wracał opowieścią nie tylko na Pomorze, ale i do Wielkopolski, której nie ominęły prześladowania, gdzie walczono uparcie o niezawisłość, gdzie sięgały nie tylko jego korzenie, ale i moje.
Podobieństwo części losów rodu Sylków i Morzów, mej rodziny ze strony mamy, której przedstawiciele, przodkowie, pradziadowie i dziadowie opierając się przez pokolenia germanizacji, ostatecznie zostali pozbawieni swych gniazd, miejsc na ukochanych terenach nad Wartą, o powrocie do których, nie mogło być mowy.
Niewielu Sądeczan wie, że kiedyś ,w Gołąbkowicach mieszkał z rodziną przedwojenny „granatowy” Policjant o niemieckim nazwisku Siegel. Naciskany przez Niemców by podpisać volkslistę oburzony odpowiedział „.. Jo?! Tyle lot polski chlyb jod ! Polok jestem!
Zginął w niemieckim obozie koncentracyjnym i nigdy nie zaparł się siebie.
Jego bratanica wyszła za niemieckiego grafa, który na znak protestu przeciw niemieckim zakusom, zmienił nazwisko na Wilczyński.
W ostatnim czasie niejeden z nas słuchał płomiennych wystąpień Stefana Thompsona, młodego, niezwykle sympatycznego Anglika o polskich korzeniach. Jego przemówienia mają ten walor, że są wygłaszane w języku angielskim, a mówi o wielu najistotniejszych dla Polaków i Polski problemach.
O polskich doświadczeniach pełnych cierpienia, o 200 wojnach, które stały się udziałem Polaków, o kilkunastu powstaniach, prześladowaniach , o polskiej tragicznej i bohaterskiej historii, o nieustającej walce niezłomnych o niepodległość ,sprzeciwiających się zdradzie i zaprzaństwu. |To on wyjaśnia i tłumaczy światu przyczyny obecności tłumów na Marszach Niepodległości, które każdego kolejnego roku rosną w siłę. O marszu 250 000 patriotów, nazywanych
kłamliwie i cynicznie faszystami i nacjonalistami, i o ich przywiązaniu do kraju i narodu. On sam jest ich znakomitym emisariuszem i nasza dumą.

Wreszcie, kto nie zna dr Bawer Aondo Akaa, czarnóskorego syna Nigeryjczyka i Polki, niepełnosprawnego doktora teologii?Autora wielu artykułów i książek, prawicowca , uczestnika Marszów Niepodległości, społecznika walczącego z aborcją? To jeden z wybitnych Polaków, którego głos jest coraz bardziej słyszalny i który się liczy.
W końcu przyszła pora by odpowiedzieć sobie na pytanie, dlaczego o nich wszystkich piszę?
Bo Polakiem można być, co oczywiste, bez względu na kolor skóry , wiarę i korzenie.
Ważne jest to, by biło w nas polskie serce, a polska dusza nie pozwalała nigdy ustępować z właściwie obranej drogi.
Przypomniało mi się zdanie Romana Dmowskiego, cytowane niedawno przez Prezydenta RP, A. Dudę:
„ Polakiem jestem, więc obowiązki mam polskie!”

Dlaczego tak ważne są przykłady przytaczanych tu postaw? Te przykłady które, co do tego jestem przekonana, są zaledwie wierzchołkiem góry lodowej.
Dziś coraz głośniej krzyczą ci, których tzw. patriotyzm kojarzy się wyłącznie ze zdradą. To oni, tzw Europejczycy, m.in. chcą oderwać Śląsk od Macierzy. Marzy im się niemiecki Gdańsk i niemiecki Wrocław czy Opole.
A nas, w których bije prawdziwie polskie serce jest więcej! Musimy o tym pamiętać, dając takim zakusom stanowczy odpór.

Nowy Sącz 18.02. 2020 Nowy Sącz.                     M Ponurkiewicz


wtorek, 11 lutego 2020

Zaślubiny z morzem

To kolejna uroczystość w stulecie odzyskania przez Polskę niepodległości i powrotu tych ziem do Rzeczpospolitej.
100 lat temu gen. Haller wrzucał pierścień w fale Bałtyku, dokonując symbolicznego gestu zaślubin Polski, z niewielkim wtedy, odcinkiem odzyskanego wybrzeża.
11. 02. 2020 roku powtórzono tę uroczystość, co wzbudziło falę entuzjazmu mieszkańców Pucka i |Pomorza, którzy stawili się bardzo licznie.
Moją wielką radość budzi fakt pielęgnowania przez nasze państwo, w czasach rządów PIS, historii przez lata pomijanej, jakimi były choćby Powstania Śląskie, czy Powstanie Wielkopolskie. Dzisiejsza uroczystość jest kolejnym krokiem upamiętniającym wszystko to, co powinno tworzyć więź społeczną i przywiązanie do Macierzy. Uroczystości przypominające chwalebne karty naszej historii, dziś, w sytuacji usiłowań dokonania rozbicia dzielnicowego , są szczególne ważne. Wczoraj w trakcie trwania uroczystości przypomniano martyrologię Kaszubów i mieszkańców Pomorza, co po latach ignorowania faktów, zrobiło bardzo dobre wrażenie. Mówił o tym w doskonałym wystąpieniu Andrzej Duda.
Prezydent mówił także o straszliwym ,niestety mniej znanym, obozie koncentracyjnym Stutthof, o Piaśnicy – miejscu okrutnej, zapomnianej na dziesięciolecia martyrologii mieszkańców tych ziem, o wiernych synach Rzeczpospolitej, którzy oddawali życie w imię walki o polskość.
Prezydent nadał także medal 100 lecia Odzyskanej Niepodległości, którym odznaczony został płk. Kazimierz Klimczak, wielki bohater i patriota, kończący właśnie 106 lat. Walczył o Polskę w Bitwie nad Bzurą, walczył jako żołnierz Armii Pomorze. Potem była konspiracja: AK i Powstanie Warszawskie. Jak mówi dziś, nie dla siebie, tylko dla przyszłych pokoleń.
W trakcie wystąpienia Prezydenta majestat rzeczypospolitej był nieustannie obrażany i lżony. Została przekroczona kolejna granica popełnianych zniewag. Najprawdopodobniej opłacane przez Koalicję Obywatelską bojówki KOD poczynają sobie coraz śmielej. Jej przedstawiciele dumni z tego, że ich zagłuszające przemówienie, ordynarne wrzaski i wyzwiska były słyszalne wokół. W finale ekscesów zgromadzili się wokół Małgorzaty Kidawy- Błońskiej, rządni pochwał.
Obecna na uroczystościach kandydatka na Prezydenta Rzeczpospolitej z ramienia Koalicji Obywatelskiej, Kidawa -Błońska, odbierała meldunki od dumnych z siebie wichrzycieli, prowadziła z nimi przyjazny dialog, z uśmiechem pełnym satysfakcji. Ona, fałszywie się kreująca na osobę ugodową i kulturalną wytykająca swym przeciwnikom politycznym szerzenie nienawiści, uważa, że ma szczególne prawo do startu w wyborach, jako prawnuczka Prezydenta RP Wojciechowskiego i równocześnie premiera Władysława Grabskiego. Trudno nie pomyśleć, że jej szacowni pradziadowie, patrioci , dziś przewracają się w grobie, bo to hańba dla przodków. To wydarzenie pogrążyło do reszty nijaką, niezorientowaną należycie, tak w historii, jak przepisach kandydatkę, która w dodatku nie wykazała się odrobiną wstydu i poczucia przyzwoitości gratulując hejterom .

Goście, mieszkańcy północnej Polski, którzy licznie zjechali na uroczystości, byli oburzeni faktem haniebnych zachowań, odżegnując się od nich stanowczo. Zdjęcia wskazują, że to ciągle ci sami ludzie, rozwożeni od kilku lat na różnorakie uroczystości zakłócają ład i porządek,
Polityczne i społeczne komentarze w tej sprawie, są dla Koalicji Obywatelskiej druzgocące. Czy to jednak wystarczy? Czy nasza władza nie powinna natychmiast ukrócić takich postępków, by w przyszłości zniechęcić do podobnych, skandalicznych ekscesów? Jeśli tak się nie stanie dojdziemy do „ściany” i nie będzie odwrotu. Nie chcę być złym prorokiem, ale bezkarność doprowadzi niebawem do niebezpiecznych zajść ulicznych, które, być może, mają sprowokować interwencję zewnętrzną.

11.02 2020rok Nowy Sącz                                                  M Ponurkiewicz

poniedziałek, 10 lutego 2020

Koronawirus: przyczyny, skutki?

Co wiemy my, zwykli zjadacze chleba?
Kolejny wirus, którego powstanie wiąże się z Dalekim Wschodem. Pamiętamy SARS, który budził lęk, z powodu szybkiego rozprzestrzeniania się i wysokiej śmiertelności. Ten wirus jest zdecydowanie groźniejszy.
Pojawił się w Wuhan i sieje popłoch. Tempo rozprzestrzeniania się epidemii znacznie większe, niż w przypadku SARS. Śmiertelność jest znaczna, a bardzo szybkie przenikanie na tereny odległe od miejsca wybuchu epidemii, w związku z niekontrolowanym przemieszczaniem się mieszkańców naszego globu z miejsca na miejsce, nieuniknione. Na szczęście są to pojedyncze jak dotąd przypadki. Wyizolowano już wirus, ale szczepionka pojawi się nie wcześniej niż w lecie.
USA zarzuca Chinom miesięczne opóźnienie w przekazaniu informacji o pojawieniu się zagrożenia, i zbagatelizowanie propozycji pomocy ze strony amerykańskich epidemiologów.
Pojawiły się teorie spiskowe o wydostaniu się wirusa z tajnego ośrodka badawczego w Wuhan. Jeżeli to celowe jego wypuszczenie, to czy powodem ma być zmniejszenie populacji ludności na świecie, a może zapewnienie gigantycznych dochodów firmom farmaceutycznym?
Wątpię byśmy mieli dowiedzieć się prawdy, a tak czy inaczej zagrożenie ma wymiar światowy i grozi nam pandemia.
Fakty są takie, że wirus do dziś pojawił się w 26 krajach świata. Państwa Dalekiego Wschodu odcinają połączenia z Chinami tak lotnicze, jak lądowe. Do Polski ściągnięto kilkudziesięciu Polaków z Wuhan i odbywa się ich kwarantanna. Kolejne osoby przylatują liniami międzynarodowymi i natychmiast podlegają także temu rygorowi. Nikt z powracających do tej pory nie zachorował. Czy ta sytuacja potrwa dłużej? Oby. Natomiast nie widać zwolnienia tempa narastania zachorowań w Chinach i ta sytuacja niepokoi coraz bardziej. Jedno wydaje się pewne. Polski rząd, w tym ministerstwo zdrowia, podchodzą do sprawy bardzo poważnie i dmuchają, póki co, na zimne.
Prezydent podpisał ustawę, która kończy wybieranie sędziów przez nich samych, a także przetrąca kręgosłup pomysłowi podejmowania działalności politycznej i to, w tym przypadku, wrogiej własnemu państwu. Mogłoby się wydawać, że na tym kończy się spór.
A o co teraz chodzi „kaście”? O wzbudzenie kolejnych interwencji ze strony UE i chaos, wprowadzony w wymiarze sprawiedliwości, który rzutowałby na funkcjonowanie całego państwa, łącznie z gospodarką. Jeśli się to uda, wtedy dzisiejszą władzę będą mogli oskarżyć o indolencję. To jest jawne wypowiedzenie posłuszeństwa Państwu i Władzy.
Ponadto Sąd Najwyższy uznał, że obecna KRS nie ma prawa wskazywania sędziów, blokując mianowania setek młodych, dobrze przygotowanych zawodowo prawników, wydłużając w ten sposób przebieg spraw sądowych po to, by móc uzasadnić, po raz kolejny,. domniemaną indolecję aktualnie rządzących.

Dlatego prezydent Andrzej Duda prosi społeczeństwo o wsparcie reform.
Wybór A Dudy na kolejną kadencję, jest jedyną szansą na ukończenie podjętych reform, bo jeśli wygra przedstawiciel totalnej opozycji, a tej jest wszystko jedno co reprezentowałby ich prezydent, poza nienawiścią do PIS, to będzie wetował każdą ustawę, a brak możliwości rządzenia prowadzi krótką drogą do wcześniejszych wyborów.
W dniu 8.II 2020r. zjechali z całej Polski przedstawiciele klubów Gazety Polskiej, wspomaganych przez Solidarność i Solidarność Walczącą.
15 tysięczna rzesza patriotów domagała się sprawiedliwych sądów i ukrócenia wywrotowej działalności „kasty”. Wtórował im tłum pokrzywdzonych przez system.
Trzeba dodać, że znakomity serial dokumentalny „ Kasta,” przedstawiający skandaliczną bezkarność sądownictwa trwającego dziesięciolecia, osiągnął zamierzony cel. Dowodzi tego olbrzymia oglądalność programu. Bezkarność i amoralne postawy sporej liczby sędziów rekrutujących się z poprzedniego systemu, lub ich dzieci, którym ubeckie metody niszczenia niewinnych ludzi sprawiają złośliwą satysfakcję ,doprowadziły do sytuacji której nie wolno nie powiedzieć „basta, kasta.” Próba rewolty w sądzie olsztyńskim, mająca na celu zablokowanie postępowania odsuwającego od obowiązków służbowych sędziego Juszczyszyna, który zasłynął ze skandalicznych wyroków, w sprawach trwających wiele lat, które doprowadziły do ruiny finansowej i śmierci niesłusznie oskarżonego, spaliła na panewce. Ostatnio tenże sędzia podburzał środowisko wygłaszając przemówienia mające dyskredytować wszystko to, co w sprawie zmian ustala sejm większością głosów i zatwierdza TK. Dowodzi to jedynie faktu, że Sąd Najwyższy przekracza swoje kompetencje, prowokując tym samym do działania swych politycznych sympatyków.
Wizyta Jourovej, która zjechała do Polski, by wtrącać się w nasze sprawy wzorem Timmermansa, do czego nie ma także żadnych uprawnień, zawiodła totalną opozycję w tym sensie, że w dość ugodowej formie ujęła problem braku porozumienia między UE i Polską w sprawach niezależności sądów, wyrażając pogląd, że: Polska i UE potrzebują siebie nawzajem. Przeczy temu jednak treść wywiadów jakich udzieliła zachodnim gazetom, gdzie mówiła „ o reformie prowadzonej za pomocą łomu i nalocie dywanowym, który przypominają zmiany ustaw sądowych”
Stanowisko rządu i prezydenta, tym razem jednolite i nieustępliwe, musi doprowadzać urzędników KE do furii, tym bardziej, że odejście Wielkiej Brytanii z UE i przyczyny tego stanu rzeczy, muszą dawać do myślenia. Groźby nałożenia na Polskę gigantycznych kar nie robią na razie na nikim szczególnego wrażenia, może więc pora na zmiany w stosunku UE względem Polski, Węgier i innych krajów postkomunistycznych.
Musimy budować silne państwo, bo tylko ono może nas ustrzec przed konsekwencjami nieustającego nawoływania „totalnych” do obcej interwencji. Taki przedłużający się stan musiałby doprowadzić do kolejnego rozbioru, co znamy aż nadto dobrze, z historii.
Osobiście pokładam duże nadzieje w narybku MSZ, który pojawił się w ostatnim czasie. Wiceminister Szymański, któremu przydzielono sprawy kontaktów z UE, to mądry, znakomicie przygotowany fachowiec, z twardym kręgosłupem, na nim właśnie opiera swe nadzieje premier Morawiecki. Paweł Jabłoński, który zajmuje się w MSZ kwestią prawa obowiązującego w UE, doskonale rozumie i precyzuje wolę rządu. Mojego ulubionego ministra Czaputowicza zdjęto z oczu rzeszy wyborców, którym trudno było go strawić, ale pytanie, co majstruje w kąciku? Młodzi Sekretarze Stanu w resorcie sprawiedliwości: Michał Wójcik, Marcin Warchoł, Sebastian Kaleta, to „młode wilki”. Waleczny i sprawiedliwy Patryk Jaki, godnie nas reprezentuje w UE. Marcin Romanowski i Anna Dałkowska najnowszy nabytek, sprawdzą się,mam nadzieję, w przyszłości. Rację ma zapewne prezes Kaczyński, że wychowano młodą kadrę obrońców Polski, prawdziwych patriotów, znakomicie przygotowanych do pełnionych funkcji, którzy poradzą sobie w trudnych czasach.
Trwa kampania prezydencka. Andrzej Duda, który ogłosił swój start w wyborach majowych, w zeszłym tygodniu, walczy o reelekcję. Pytanie czy zwycięży w 1 czy 2 turze? Ma argumenty i dorobek, jest doskonałym mówcą, umie nawiązać kontakt z wyborcami m.in. dzięki błyskotliwej argumentacji i ripoście.
Kilku kontrkandydatów nie jawi się jako właściwe osoby na prezydencki fotel i może szkoda zaprzątać sobie nimi głowę, gdy stojąca na świeczniku tej „konkurencyjnej” dla A. Dudy grupy, zwalczających się wzajemnie, M.Kidawa Błońska, chcąc pogrążyć PIS, powiedziała o prezesie Kaczyńskim z politowaniem „ Jemu tylko zależy na Polsce”. Wpadki, pomyłki ,sztywność, brak odwagi prezentowania własnych poglądów, jeśli w ogóle takie ma. Nic ująć, nic dodać!
Intelektualista – Hołownia, wmawiający wyborcom i hierarchom swe katolickie poglądy, zarżnął przysłowiowego koguta spotem wyśmiewającym Katastrofę Smoleńską, licząc na aplauz fanów, po czym wykręcał się jak piskorz niewiedzą, na temat szczegółów powstawania owego „dzieła”. No cóż. Świętoszkowata poza katolickiego myśliciela miesza się z głupią złośliwością totalnej opozycji. Tego nie strawi nikt, z opozycją włącznie.
Kosiniak- Kamysz w samozachwycie prezentuje swe plany na przyszłość, jawiąc się w swych własnych oczach jako wybawca Polski. Liczy na bardzo krótką pamięć wyborców , przecząc swym wcześniejszym decyzjom, lub wdrażaniu w życie cudzych, jakimi było choćby podwyższenie wieku emerytalnego i kilka innych grzechów.
A w USA impeachment Prezydenta dobiegł końca. Demokraci przegrali z kretesem, a Donald Trump wyszedł z wielomiesięcznej opresji wzmocniony. Kilku twórców tego pomysłu straciło pracę i wszystko wróciło do normy.
Trudno oprzeć się wrażeniu, że Polska stała się poligonem doświadczalnym przed wyborami prezydenckimi w USA. A tam będzie się działo! Ale Trump jest politykiem skutecznym, dotrzymującym słowa, jego polityka gospodarcza budzi szacunek. Jest z całą pewnością w polskim interesie, by Trump te wybory wygrał i można dziś mieć nadzieję, że tak właśnie się stanie. Do jesieni jednak szmat czasu, a przed nami, już na horyzoncie, 10 maja. Oby ta data rozpoczęła i zakończyła głosowanie.
Te wybory zadecydują o tym, czyja będzie Polska! Nie liczmy więc wyłącznie na własne siły i polećmy sprawy Ojczyzny Bogu i naszym wielkim Orędownikom:św. Janowi Pawłowi II i śp. Kardynałowi Stefanowi Wyszyńskiemu, który 7.06. 2020 roku zostanie ogłoszony błogosławionym.
10.02.2020 rok Nowy Sącz                                   M. Ponurkiewicz