Admirał
Jozef Unrug i inni
Joseph
Michael Hubert von Unruh. Tak brzmiało w orginale nazwisko rodowe
urodzonego pod Berlinem arystokraty niemieckiego , syna pruskiego
generała majora gwardii, legendarnego polskiego admirała. Dziś,
po latach wstydliwego milczenia znów jest na ustach coraz większej
rzeszy polskich patriotów . To przecież jeden z głównych
twórców Gdyni, wspaniałego portowego miasta, gdzie swą przystań
miały piękne, nowoczesne okręty.
Ukończył
niemiecką Szkołę Marynarki Wojennej, z braku wyboru. W 1915
awansowany do stopnia kapitana, od 1917 roku był dowódcą flotylli
okrętów podwodnych marynarki niemieckiej, równocześnie piastując
funkcję komendanta szkoły podwodnego pływania.
Już
w 1920 roku zakupił na swoje nazwisko pierwszy okręt wojenny
odrodzonej marynarki II RP, ORP „Pomorzanin,” dbając
równocześnie o rozbudowę portu wojennego. 1925 roku powierzono mu
dowództwo naszej floty. To dzięki niemu, w chwili wybuchu wojny
marynarka wojenna była
najnowocześniejszym
rodzajem broni polskiej armii.
Był
już Polakiem sercem i duszą. Józefem Unrugiem.
Gdy
Niemcy napadły na Polskę, „zapomniał” natychmiast
perfekcyjnie znanego mu niemieckiego języka i z Niemcami
porozumiewał się wyłącznie przez tłumacza.
Gdynia
i Oksywie , mimo szczupłych sił, broniły się zaciekle pod jego
komendą trzy tygodnie, a załoga Helu walczyła bohatersko do 2
października.
W
niewoli napominał żołnierzy, by ci nie podawali Niemcom ręki.
Po
wojnie trafił do Wielkiej Brytanii, gdzie otrzymał awans na
wiceadmirała. Po rozwiązaniu Polskich Sił Zbrojnych na zachodzie
dowodził kutrami rybackimi w Marokku, wreszcie przeniósł się do
Domu Spokojnej Starości Polskiego Funduszu Humanitarnego we
Francji, gdzie dorabiał jako kierowca. Zmarł w wieku 88 lat w
roku1973.
Równie
wspaniały , jak życie, był jego testament. Zastrzegł w nim, że
jego szczątki mogą wrócić do ojczyzny tylko w takim wypadku, gdy
zostaną godnie pochowani jego podkomendni i współpracownicy,
straceni bezprawne przez reżym komunistyczny, wielcy bohaterowie
pod pretekstem tzw. spisku komandorów,wielcy bohaterowie ,: kmdr
Stanisław Mieszkowski, kmdr Zbigniew Przybyszewski i kmdr Jerzy
Staniewicz.
„...Godny
pochówek ich trzech odbył się 16 grudnia 2017 roku na tym samym
cmentarzu. Dopiero 29 czerwca 2018 roku tamże pochowani zostali z
honorami, wraz z żonami: kontradm. Adam
Mohuczy,
kmdr pil. Kazimierz
Kraszewski,
kmdr Wacław
Krzywiec,
kmdr Marian Wojcieszek, kmdr por. Robert
Kasperski,
kpt. mar. Adam Dedio, kpt. mar. Zdzisław Ficek, bosm. Edmund
Sterna,
st. mar. Jerzy Sulatyck...”
Krzywiec,
kmdr Marian Wojcieszek, kmdr por. Robert
Kasperski,
kpt. mar. Adam Dedio, kpt. mar. Zdzisław Ficek, bosm. Edmund
Sterna,
st. mar. Jerzy Sulatycki
Ich
szczątki zostały zidentyfikowane po dziesięcioleciach w Warszawie
i pochowane na Cmentarzu Marynarki Wojennej w Gdyni, wraz z ich
legendarnym dowódcą i jego małżonką, którzy powrócili wreszcie
do Polski po latach tułaczki.
To
tylko jeden z przykładów bohatera, Polaka z wyboru. Było ich
znacznie więcej, a ja przytoczę kilka innych, z którymi
zetknęłam się pośrednio lub bezpośrednio.
Z
Rodziną Burszów wiąże mnie odległe już w czasie,
powinowactwo z racji małżeństwa mej ciotecznej babki, Kazimiery
Maciejowskiej z Teodorem Bursche, ewangelikiem o bawarskich
korzeniach. Rodzina uciekła w XVII wieku przed prześladowaniami
religijnymi, zamieszkując w Polsce . Część członków owej
rodziny spolszczyła nazwisko i od tej pory brzmiało ono, Bursze.
Znani są z tego, że zawód architekta, czy konserwatora sztuki
piastowało kilku z nich w trzech pokoleniach. Wybitnie uzdolnieni,
zapisali piękne karty w polskiej architekturze a historię rodziny
opisano w „Sagach warszawskich” Olgierda Budrewicza, gdzie
znalazła się wśród znakomitych, zasłużonych dla Polski
warszawskich rodów. Oczywiście nie tylko z powodu roli w
architekturze, ale i za przyczyną ewangelickiego biskupa!(1862 –
1942) Juliusza Bursze, brata Teodora, ożenionego z potomkinią
zamożnego rodu Krauze. Nazwisko, jak widać, także niemieckie.
Juliusz
pełnił początkowo funkcję radcy Konsystorza ewangelicko –
augsburskiego, a w 1904 mianowany przez cara Mikołaja II,
superintendentem Kościoła ewangelicko – augsburskiego w
Królestwie Polskim. Później otrzymał godność biskupa. W 1918
zasiadł w Radzie Stanu, a 1928 stał na czele Rady Kościołów w
Polsce, pełniąc równocześnie rolę biskupa swego Kościoła w II
RP. W 1936 wydał manifest do ewangelików polskich potępiających
ideologię hitlerowską. Występował także jako obrońca Kościoła
ewangelickiego w Niemczech.
„..Biskup
Bursche pochodził z rodziny o niemieckich korzeniach, jednak całym
swoim życiem i pracą stworzył wzór Polaka-ewangelika,
wspierającego polską rację stanu – Bursche przeciwstawiał się
Został
umieszczony w obozie w Sachsenhausen k. Oranienburga.
Jego nieugiętą postawę oraz odrzucenie niemieckich propozycji
wyrzeczenia się polskości, podkreślała krajowa prasa
konspiracyjna, m.in. Biuletyn
Informacyjny nr
9 z 1942 napisał: „Pomimo presji samego Himmlera, pomimo cierpień
jakie spadły za jego nieugiętość na całą rodzinę Burschów –
ksiądz biskup nie wyparł się swej polskości i nie uległ przed
pokusami proponowanymi przez wroga”[10].
Zmarł z wycieńczenia w szpitalu więziennym Moabit,
wielokrotnie torturowany w
czasie przesłuchań. Dokładna data jego śmierci nie jest znana –
20 lutego 1942 jest datą umowną, najbardziej prawdopodobną.
Rodzinie nie ujawniono miejsca pochówku i odmówiono wydania
doczesnych szczątków zmarłego. Dopiero w 2017 roku dzięki
odnalezieniu dokumentów udało się ustalić miejsce pochówku urny
z prochami biskupa na Miejskim Cmentarzu przy Humboldtstrasse w
Berlinie Reinickendorf[2].
Represje
dotknęły również trzech jego braci (przeżył tylko jeden) oraz
syna (inż. Stefan Bursche, rozstrzelany przez hitlerowców 17 lutego
1940 w lasach
lućmierskich[6]),
aresztowanych przez Niemców w pierwszych dniach okupacji –
na ich aktach Himmler napisał:
„Diese Familie ist auszurotten” (pol. „tę
rodzinę trzeba wytępić”)[10]
11
listopada 2018 roku pośmiertnie odznaczony przez prezydenta
RP Andrzeja
Dudę Orderem
Orła Białego jako
wyraz najwyższego szacunku wobec znamienitych zasług poniesionych
dla chwały, dobra i pożytku Rzeczypospolitej Polskiej, z okazji
Narodowych Obchodów Setnej Rocznicy Odzyskania Niepodległości
Rzeczypospolitej Polskiej[12].
Kto nie
słyszał historii rodu ostatnich właścicieli zamku w Żywcu”?
W czasie
II wojny Światowej Żywiec znalazł się w granicach III Rzeszy.
Karol Olbracht Habzburg odmówił podpisania volkslisty. Dobra
zostały mu odebrane. Arcyksiążę został przez Niemców
internowany i udało mu się wydostać tylko dzięki rodzinnej
interwencji . Pozwolono mu w końcu wyjechać do Skandynawii.
W 1944
roku na podstawie dekretu o reformie rolnej Państwo Żywieckie
zniknęło po 447 latach istnienia.
Zamek
jednak pozostał. Tam też, w 2000 roku powróciła gnana tęsknotą
Maria Krystyna Altenburg, córka Karola Olbrachta Habzburga, do
przydzielonych przez miasto pomieszczeń w obrębie Nowego Zamku.
Pozostała tu do śmierci, otoczona czcią i sympatią mieszkańców.
„..Kiedy
pytano Marię Krystynę Habsburg, czy – mieszkając poza ojczyzną
– często myślała o Polsce, odpowiadała: „Cały czas. W Polsce
jest wszystko – wspaniałe góry, jeziora, morze, piękna
roślinność. Za tym wszystkim tęskniłam. Nawet gdy mówię po
szwedzku, niemiecku czy francusku, myślę po polsku. Polska jest dla
mnie non plus ultra...” Nigdy nie
zrzekła się polskiego obywatelstwa. Nigdy nie przyjęła żadnego
innego.
Opowiadał
mi kilka lat temu dzieje swojej rodziny Adam Sylka, od lat
zawiadujący schroniskiem na Łabowskiej Hali . Mówił pięknie,
przytaczając dramatyczne i tragiczne losy kilku pokoleń, starej
niemieckiej szlachty z polskim samopoczuciem, przez wieki wiernej
Polsce. O wspaniałym kaszubskim rodzie walczącym o polskość,
płacącym za tę wierność najwyższą cenę, albo ponosząc
skutki wieloletnich prześladowań ze strony sąsiadów –
okupantów i terroru czasów komunizmu. Wywodził historię Kaszub
od czasu Krzyżackich napaści, mówił o rozkwicie tych ziem za
panowania Jagiellonów, o świetności Gdańska, i o permanentnych
próbach rugowania stąd Polski i Polaków.
Dlaczego
Kaszubi przetrwali ?Zapytałam.
„..
miała kapitalne znaczenie postawa rdzennej ludności , głęboka
wiara katolicka.
To
tu wśród leśnych niewielkich skupisk ludzkich mogli się czuć
bezpiecznie emisariusze Powstania Styczniowego, a po jego upadku jego
uczestnicy... „ Tak snuł swą opowieść Adam, którego
można było słuchać godzinami . Mówił o literaturze i jej
bohaterach „... każdy z obszarów zagarniętych przez zaborcę
miał swego Staszka z Przygód Remusa, ks. Robaka z Pana Tadeusza,
czy Maziarza z Zaklętego Dworu...
Wracał
opowieścią nie tylko na Pomorze, ale i do Wielkopolski, której
nie ominęły prześladowania, gdzie walczono uparcie o
niezawisłość, gdzie sięgały nie tylko jego korzenie, ale i
moje.
Podobieństwo
części losów rodu Sylków i Morzów, mej rodziny ze strony
mamy, której przedstawiciele, przodkowie, pradziadowie i
dziadowie opierając się przez pokolenia germanizacji, ostatecznie
zostali pozbawieni swych gniazd, miejsc na ukochanych terenach nad
Wartą, o powrocie do których, nie mogło być mowy.
Niewielu
Sądeczan wie, że kiedyś ,w Gołąbkowicach mieszkał z rodziną
przedwojenny „granatowy” Policjant o niemieckim nazwisku Siegel.
Naciskany przez Niemców by podpisać volkslistę oburzony
odpowiedział „.. Jo?! Tyle lot polski chlyb jod ! Polok jestem!
Zginął
w niemieckim obozie koncentracyjnym i nigdy nie zaparł się
siebie.
Jego
bratanica wyszła za niemieckiego grafa, który na znak protestu
przeciw niemieckim zakusom, zmienił nazwisko na Wilczyński.
W
ostatnim czasie niejeden z nas słuchał płomiennych wystąpień
Stefana Thompsona, młodego, niezwykle sympatycznego Anglika o
polskich korzeniach. Jego przemówienia mają ten walor, że są
wygłaszane w języku angielskim, a mówi o wielu najistotniejszych
dla Polaków i Polski problemach.
O
polskich doświadczeniach pełnych cierpienia, o 200 wojnach, które
stały się udziałem Polaków, o kilkunastu powstaniach,
prześladowaniach , o polskiej tragicznej i bohaterskiej historii, o
nieustającej walce niezłomnych o niepodległość ,sprzeciwiających
się zdradzie i zaprzaństwu. |To on wyjaśnia i tłumaczy światu
przyczyny obecności tłumów na Marszach Niepodległości,
które każdego kolejnego roku rosną w siłę. O marszu 250 000
patriotów, nazywanych
kłamliwie
i cynicznie faszystami i nacjonalistami, i o ich przywiązaniu do
kraju i narodu. On sam jest ich znakomitym emisariuszem i nasza
dumą.
Wreszcie,
kto nie zna dr Bawer Aondo Akaa, czarnóskorego syna Nigeryjczyka
i Polki, niepełnosprawnego doktora teologii?Autora wielu artykułów
i książek, prawicowca , uczestnika Marszów Niepodległości,
społecznika walczącego z aborcją? To jeden z wybitnych Polaków,
którego głos jest coraz bardziej słyszalny i który się liczy.
W
końcu przyszła pora by odpowiedzieć sobie na pytanie, dlaczego o
nich wszystkich piszę?
Bo
Polakiem można być, co oczywiste, bez względu na kolor skóry ,
wiarę i korzenie.
Ważne
jest to, by biło w nas polskie serce, a polska dusza nie
pozwalała nigdy ustępować z właściwie obranej drogi.
Przypomniało
mi się zdanie Romana Dmowskiego, cytowane niedawno przez
Prezydenta RP, A. Dudę:
„ Polakiem
jestem, więc obowiązki mam polskie!”
Dlaczego
tak ważne są przykłady przytaczanych tu postaw? Te przykłady
które, co do tego jestem przekonana, są zaledwie wierzchołkiem
góry lodowej.
Dziś
coraz głośniej krzyczą ci, których tzw. patriotyzm kojarzy się
wyłącznie ze zdradą. To oni, tzw Europejczycy, m.in. chcą oderwać
Śląsk od Macierzy. Marzy im się niemiecki Gdańsk i niemiecki
Wrocław czy Opole.
A
nas, w których bije prawdziwie polskie serce jest więcej! Musimy o
tym pamiętać, dając takim zakusom stanowczy odpór.
Nowy Sącz 18.02. 2020 Nowy Sącz. M
Ponurkiewicz