czwartek, 20 października 2016

Kilka słów o moich książkach

Przekroczywszy 70-tkę zadałam sobie któregoś dnia pytanie:
czy moje życie było ciekawe?
Odpowiedź brzmi : było i jest fascynujące, chociaż nie zdobyłam Mont Everestu i nie poleciałam na Wyspy Polinezji.
Ciekawe przede wszystkim z powodu spotkań z ludźmi, o których opowiadam w książkach z nadzieją, że te opowieści zainteresują moich czytelników, choć nie jestem profesjonalistką w tej branży, ale psycho- logiem -logopedą i tej drugiej specjalności, która stała się pasją, poświęci-
łam większą część życia zawodowego.
Pierwszą  książkę napisałam „do szuflady”. Jej treść miała dać efekt
terapeutyczny, a więc pozwolić zrzucić z siebie ciężar niekoniecznie mi-
łych wspomnień, ale z czasem nabrawszy do nich dystansu doszłam do
wniosku, że spotkało mnie za „wielką wodą” tyle złego, co dobrego a wy-jazd do przysłowiowego „Eldorado” był dla mnie wielką nauką życia.
Wydałam więc moje wspomnienia w 2002 roku, już po ukazaniu się „Okruchów pamięci”, bo niezwykle życzliwe przyjęcie tej książki zachęciło mnie do napisania na nowo tej drugiej, o wymownym tytule
„Byłam niewolnicą, czyli na czarno w Nowym Jorku”.
Wspomnienia składają się jednak z dwóch części. Tę drugą poświęciłam
podróżom po Europie, które jako osoba „wolna” odbyłam wraz z mężem
po powrocie z Nowego Jorku. Co spaja obie te części   zaopatrzone
w 22 kolorowe zdjęcia?
Spotkania z ludźmi, ich reakcje, postawy, stosunek
do drugiego człowieka, 
czyli to, co psychologa interesuje najbardziej.

Kiedy dzisiaj proponuję wspomnienia moim Rodakom za „wielką wodą”,
jestem niemal pewna, że przeżycia, przynajmniej te w początkowej fazie Ich pobytu w „Eldorado” przypominają  moje własne i będą ciekawi, jak
zakończą się moje zmagania ze starszą panią dotkniętą psychozą, jaki będzie finał kilkutygodniowego sam na sam z upiornym włoskim dziaduniem, kiedy z „niewolnicy” zamieniłam się w „princessę” i kim była Anna – osoba opatrznościowa, która stanęła na mojej drodze, gdy straszliwy głód skręcał mi kiszki, a ziąb przenikał do kości.
Potem był byk, upał i flamenco w Hiszpanii, poruszająca wizyta
u generała Andersa i jego żołnierzy u stóp Monte Cassino i spotkanie na końcu świata 
z naszym wybawcą, bezimiennym Kalabryjczykiem.
To oczywiście nie koniec atrakcji.
Oddaję więc do rąk moich czytelników „niewolnicę” wznowioną po trzynastu latach.

                                          fot. S Kalinowski
                                                               fot. S Kalinowski
                                          fot. J Ponurkiewicz
fot. A Bryłka
Zaczęłam od doświadczeń osoby po 70-tce, pora teraz powrócić do czasów dzieciństwa, cudownych pięciu lat spędzonych w barcickiej leśniczówce, w ogromnym ogrodzie nad Popradem. Leśniczówka była modrzewiowym dworkiem pamiętającym pierwszy rozbiór Polski, a ogród pełen był bzów, jaśminów, głogów i cukrowej róży. Kwitły floksy, a po filarkach ganku pięły się w górę płomienne nasturcje i fioletowy powój. Dom zawsze pełen ludzi nie był pozbawiony obecności zwierząt, tych tzw. dzikich  i domowych. Wystarczyło rzucić okiem na drugą stronę Popradu, by zobaczyć kawał wiekowej jodłowej puszczy zwanej Korzeczkowem.
Nie ma już tamtej leśniczówki, ogród zmalał znacznie, a stare jodły powalił huragan. Stało się to w czasie, kiedy rodzice karnie usunięci z owego magicznego miejsca za nieprawomyślność i działalność tzw. wywrotową, musieli opuścić wraz ze mną ukochaną Sądecczyznę na długie lata.
Tak więc „Okruchy pamięci,” wydane w 2001 roku a wznowione i poszerzone w 2015, to książka o bajkowej krainie dzieciństwa, do której wieloletnia tęsknota wzmacniała jeszcze poczucie przywiązania, ale i odczucie braku, bo dziecko w leśniczówce żyło przecież beztroskie i nieświadome zagrożeń strasznego okresu stalinowskiego i tego wszystkiego, co wiązało się z oporem przeciw ówczesnej władzy.
Czym są  „Okruchy pamięci?”
To zbeletryzowana proza, wzbogacona prawdziwymi wydarzeniami, rysunkami postaci z krwi i kości, osób, które przeszły już do historii, cichych bohaterów tamtych lat, ale i tych żyjących do dziś.
W książce nie brak opowiadań o zwierzętach, opisów wspaniałych krajobrazów  nie tylko Sądecczyzny, ale i Pienin,  gdzie moi dziadkowie spędzili wiele lat po ucieczce z Krymu, przed rewolucją 1917 -go roku.   Są tu opisy pięknych okolic, ale i dramatycznych historii, które przytrafiają się bohaterom książki.
To dlatego  moje  głębokie pragnienie  podzielenia  się z  Pobaratymcami, tak w Polsce, jak  i na obczyźnie,  miłością do Sądecczyzny, jest do dziś aktualne. Może w moich książkach znajdą potwierdzenie własnej oceny  urody jednego z najpiękniejszych  regionów naszej wspólnej Ojczyzny,  a inni, którzy jeszcze tych stron nie znają, zechcą pojawić się tutaj niebawem? Zapraszam, bo warto! ( W książce znajdziecie Państwo 14 zdjęć czarno- białych i 14 zdjęć kolorowych)

                                           zdj z arch rodzinnego
                                          fot. J Ponurkiewicz
                               fot.  J Szim
Książki o Sądecczyźnie  : „Okruchy pamięci”, „Okruchy życia” – ich druga część  i „Tajemnica węgierskiego manuskryptu” wraz z dużą ilością  pięknych, kolorowych zdjęć  ofiarowanych nieodpłatnie przez moich znajomych i przyjaciół artystów fotografików, mają, być może, szanse stać się jej wizytówką także po drugiej stronie globu -za „wielką wodą.”    Dopiero u schyłku życia trafiła się bowiem  okazja promocji książek tam właśnie, nie tylko przy pomocy mojego bloga i strony internetowej. Oto nasz Przyjaciel Przemysław Gilowski, który  nawiązał z nami kontakt po 50 latach  właśnie dzięki internetowym informacjom o moich książkach,   ofiarował mi między innymi miejsce na swej stronie internetowej. Dziękuję Ci Przemku!

Na koniec przytoczę opinię znanej poetki Sądecczyzny, Wandy Łomnickiej Dulak,  która  tak recenzuje „Okruchy pamięci” : oto fragment
[... my zwykli zjadacze chleba, wędrujący beskidzkimi ścieżkami , zostawiający cząstkę swego zachwytu w leśnych ostępach pod Makowicą ,na płowych halach Niemcowej, w zielono – wilgotnej ciszy pod Prehybą, nagle na kartach książki odnajdujemy echa własnych fascynacji...].

Cóż jeszcze dodać, by zachęcić Państwa do przeczytania  moich książek?
Zarówno„Okruchy pamięci,”'jak i „Tajemnica węgierskiego manuskryptu”
uzyskały pierwsze miejsca w plebiscytach czytelników zorganizowanych przez miesięcznik „Sądeczanin” w ramach dwóch konkursów literackich w latach 2013 i 2014. Wybory te napawają mnie wdzięcznością i dumą, bo książka bez czytelników nie istnieje.

„Okruchy życia” - druga część „Okruchów pamięci” to moja ostatnia książka poświęcona przede wszystkim tym, którzy odeszli.
Ukazała się drukiem  w 2015 roku stanowiąc zamknięcie cyklu wspomnieniowego. Nawiązuje do historii wcześniej podjętych, które teraz udało się rozbudować po uzyskaniu dostępu do nowych materiałów.   
To także dramatyczne i tragiczne losy  innych niż w „Okruchach pamięci” osób – bohaterów czasu okupacji i okresu powojennego.
Żyjący współcześnie, których przygody mrożą krew w żyłach lub bawią, prowadzą nas częstokroć do enklaw Sądecczyzny, Pienin, czy Bieszczadów pominiętych w „Okruchach pamięci”.
Wspomnienia przyjaciół pochodzących z Kresów stanowią kolejne wątki
obu książek. Książka  zaopatrzona jest w 17 zdjęć czarno -białych, archiwalnych i 27 kolorowych.
Na koniec przytoczę urywek opinii o „Okruchach życia”.Tym razem cytuję Marię Lebdowiczową - pisarkę i dokumentalistkę:

Książka Magdaleny Ponurkiewicz wyprowadza czytelnika w plenery Sądecczyzny...Sądecczyzna spaja w całość różnorodne zdarzenia i czasy. Łączy w jakiś metafizyczny sposób różnych ludzi – bohaterów i narratorów jednocześnie. Wydaje się,że niejedna z tych postaci mogłaby być materiałem na bogatą wielowątkową fabułę,opowiadanie,czy powieść..

                                          fot.  M Motyka
                                           fot. K Tomasiak
                                           fot. A Kotarba
                                        fot. A Rams
Wreszcie przyszedł czas na „Tajemnicę węgierskiego manuskryptu”.
Akcja toczy się w czasach współczesnych, w latach 2005 – 200,                
z odniesieniami do przeszłości bardziej, lub mniej odległej.
Co skłoniło mnie do jej napisania?
Po pierwsze- niezwykle przyjazne współistnienie dwóch narodów
w  czasach próby.
Po drugie – moje węgierskie korzenie sprzed wieków.
Po trzecie  - moje nieustające zauroczenie Sądecczyzną.
Bohaterowieto trzypokoleniowa rodzina polsko - węgierska, której dramatyczne losy sięgają wieku XVI.
Stąd opowieść o ukrytym skarbie, o którym mowa w tytule książki.
Ale oczywiście losy tej rodziny to nie tylko wiek XVI. To także II wojna światowa i okres powojenny. Przyjazne więzy Węgrów i Polaków w tym czasie, wraz z dramatycznym rokiem 1956 i jego konsekwencjami łącznie.
W „Tajemnicy węgierskiego manuskryptu” fikcja miesza się  z prawdą historyczną. Znów pojawiają się postaci kolejnych,  ważnych dla Sądecczyzny osób, ale najważniejszą   jest Istvan Elek ,Węgier
z pochodzenia, który uratował w trakcie Powstania Warszawskiego ok. 1300 osób cywilnych. To on, tłumacz języka polskiego na węgierski
i odwrotnie, napisał do mojej książki aneks, który tę książkę nobilituje.

Przytoczę urywek jego opinii o książce:
[...z wielkim zainteresowaniem  i przyjemnością czytałem przysłany  tekst
Pani książki. Z uzasadnionym zainteresowaniem, bo jestem rodowitym Węgrem, który żyje dzięki fenomenowi polsko–węgierskiej przyjaźni,która ratowała mnie wielokrotnie, a losy opisanych przez Panią bohaterów książki często  krzyżowały się z moim losem.
Na koniec chcę dać wyraz swemu uznaniu dla wspaniałego, bogatego języka, którym Pani obdarowuje swych czytelników. Dzisiaj to prawdziwa rzadkość.
                                                                              
                                                                                Istvan Elek
                  
Czy udało mi się  rozbudzić   nieco Państwa ciekawość?
Jeśli tak, to czytając książkę dowiecie się Państwo,  czy Adam Szamodi  odnajdzie XVI- wieczny skarb.
Czy natrafi na ślad dziadka  zaginionego na Sądecczyźnie, w czasie okupacji?
Jak potoczą się dalsze losy Adama i pięknej dziewczyny spotkanej pod Makowicą ?
Czy zagubiony  w czasie pożaru pies, którego ścieżki krzyżują się
z drogami wędrującego szlakami Sądecczyzny  młodego bohatera znajdzie wreszcie dom?
W książce znajdzie Czytelnik  24 zdjęcia  kolorowe i 7 czarno- białych.

             Życzę miłej lektury.

Jeśli chcielibyście Państwo wiedzieć więcej -zapraszam na odnowioną
i poszerzoną pod względem treści stronę,
  internetową.
http://magdaponurkiewicz.wixsite.com/oficjalna-strona

                                         
                                                    Magdalena Ponurkiewicz


                                          fot.  S Zachwieja
                                          zdj z arch parafii  Marcinkowice
                                fot.  Latała-Zięba
                                          

Niebawem będę miała dla Państwa miłą niespodziankę 
                                                                                  Cdn..

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz