hr Adama Stadnickiego, była nie do przecenienia.
Kolejna historia dotyczy Juliana Zubka. Kiedy ten rozbrajał w Zawadzie niemieckiego oficera, robiąc to
w pojedynkę, zjawił się patrol żandarmerii. Dostał postrzał w obie ręce, a kula utkwiła w nadgarstku. Ranny wskoczył w wysokie zboża i szedł polami przez Myślec. Przeprawił się na drugą stronę Popradu i wreszcie dotarł do Sumary, na Kanarkówkę, gdzie także ukrywał się syn hrabiego Stadnickiego, Andrzej. Było to bezpieczne miejsce, bo obok rósł młodnik. W dodatku Sumara miał cztery psy, w różnych miejscach gospodarstwa. Te wszczynały alarm, gdy ktoś pojawiał się w pobliżu. Zubek po-trzebował lekarza. Gospodarz dał znać ojcu, który pojechał po dr Bruniewską. Bał się powiedzieć lekarce, o co chodzi i kręcił, że dziecko gajowego choruje. Rezultat był taki, że musieli wrócić do Rytra po narzędzia, które w końcu nie zdały się na nic, bo pocisk udało się usunąć dopiero przy pomocy zwykłego, odkażonego wiertła.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz