czwartek, 13 października 2016

Pieniny

Wycieczka Magdy i Janusza  wraz z młodymi przyjaciółmi do Szczawnicy przywołała wspomnienia czasu młodości.

Pamiętacie Czarnobyl?
- Oczywiście! - wykrzyknęli chórem.
- Ile mieliście wtedy lat?
- Kasia – sześć, a ja prawie osiem – wyjaśniał Paweł.
- Przyjechałam tu na rekonwalescencję, ledwie wydźwignąwszy się z pooperacyjnych komplikacji.
Dlatego wtedy  każda godzina była dla mnie czymś nadzwyczajnym. Smażyłam się w słońcu na tarasie „Dzwonkówki”, chociaż skórę miałam już w kolorze czekolady. 
     Sprawa  wybuchu trzymana była w ścisłej tajemnicy. Podobno radioaktywny opad cichaczem ześlizgnął się z mgłą ze zboczy Pienin w doliny, a owce padały na halach. Woleliśmy oboje nie sprawdzać tych informacji.  Janusz przyjeżdżał na każdy weekend i gnaliśmy w góry. Wiosna w końcu kwietnia była w swoim najpiękniejszym okresie. Pod szczytem Trzech Koron kwitły kolorowo hale. W ciągu dwóch tygodni liście buków i grabów przybrały bajeczny kolor jasnej zieleni z  lekkim, aksamitnym połyskiem, kontrastując  z ciemnozieloną barwą jodeł o srebrystych pniach. W rozpadlinach białych skał, żółte kwiaty  smagliczki.Niebo było  tak intensywnie błękitne   jak dziś.  Bajka!
         Z wycieczką dziesiątej klasy  wchodziliśmy po schodach wyrąbanych misternie w drewnianych kłodach. Nigdy przełom Dunajca nie wydawał mi się aż tak szmaragdowy. Zbocza Pienin z tą jasną i ciemną zielenią, poprzetykane gdzieniegdzie bielą kwitnących trześni, pamiętam w szczegółach do dziś. Możecie sobie wyobrazić jak trudny był mój powrót na niziny.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz