niedziela, 30 czerwca 2019


Ludzie dobrej woli potrzebni od zaraz!
Poświęcając, w 2018 roku, dwa artykuły tematyce kresowej, wyraziłam w obu wiele uwag krytycznych pod adresem rządzących Polską na przestrzeni dziesięcioleci, którzy po macoszemu potraktowali i traktują w dalszym ciągu sprawę powrotu do macierzy,wywiezionych na wschód, .
Największe pretensje mam w tej sprawie do Prezydenta Dudy i Rządu PIS, bo nadzieje w nich pokładane srodze mnie zawiodły, zawiodły nie mnie jedną, ale przede wszystkim Kresowian. Jeśli PIS, któremu z serca życzę wygranej w wyborach, znów będzie omijał ten problem szerokim łukiem, to poza zawstydzeniem i niesmakiem wyborców, będzie autorem kolejnych krzywd i goryczy wywiezionych na stepy Kazachstanu, Syberii, jak i tych którzy zamieszkują tereny Ukrainy, Litwy i Białorusi.
„Wypędzeni prześladowani, a dziś zapomniani”
Tak zaczyna się program Jana Pospieszalskiego, z dnia 17 .06. 2019 roku. Ten wstrząsający materiał dotyczy przede wszystkim wywiezionych do Kazachstanu. Jego treść to m. in. kilkudziesięcioletnia przeszłość i dzień dzisiejszy ambasad na terenie Kazachstanu. Tu nic nie zmienia się od dawna, głównie dni i godziny ich pracy, w trakcie których zbierane są podania o repatriację tych Polaków, którzy wreszcie chcieli by znaleźć się na terenie rodzinnego kraju.
Okazuje się, że palącą od dziesięcioleci sprawą zajmują się także dziś w Kazachstanie 2 osoby, które mają za zadanie przepracowanie 5000 wniosków z dwóch ostatnich lat! Te, można składać 1x w miesiącu, w godz. od 10- 13.30!? Podobnie ma się możliwość dokonywania telefonicznych zgłoszeń. I tak z miesiąca na miesiąc odsuwa się perspektywa uzyskania szansy powrotu do Ojczyzny! Aktualny rząd nie kiwnął palcem, by cokolwiek w tej sprawie zmienić i nic nie zrobił także prezydent .
Kiedyś obliczono, że chcących wrócić jest 100 000, ale tak naprawdę nikt nie wie ilu byłych zesłańców, czy ich potomków skrywają wielkie obszary Rosji i Kazachstanu, a dziś zakłada się, że jest ich jedynie10 000!
Ustawa tzw. repatriacyjna powstała 19 lat temu, była wielokrotnie modyfikowana. Okazuje się, że miała za zadanie nie ułatwienie, ale ograniczenie fali powrotów ludzi, którzy po opuszczeniu łagrów nie mieli nadal swobody poruszania się po ogromnym terytorium. Wypędzeni maltretowani przez lata, umierający z głodu i zimna Polacy, których winą było jedynie to, że brutalnie wyrwani z rodzinnych gniazd i wywiezieni, nie chcieli zrezygnować z polskości i wiary ojców i do dziś mają jedynie teoretyczne możliwości powrotu. Kilka pokoleń złożyło swe kości w miejscach zsyłki, tęskniąc i marząc o powrocie, wspierani przez przedstawicieli Kościoła w liczbie zdecydowanie nie wystarczającej, gdy tymczasem tzw. ojczyzna, czy może bardziej macocha, odpycha ich nadal od siebie wszelkimi sposobami. W tym czasie choćby Niemcy, czy Żydzi zabrali do siebie miliony swych zagarniętych przez ZSRR rodaków. Polacy sami muszą zabiegać o ten przywilej. Robią co mogą ich dzieci i wnukowie, ale mogą niewiele, bo liczba potomków zesłańców, studiujących, czy mieszkających w Polsce jest zdecydowanie zbyt mała. Nieszczęśnicy próbują zbliżyć się do swej ojczyzny, lądując ostatecznie w Niemczech, w Rosji w Obwodzie Kaliningradzkim, na Białorusi czy Ukrainie. Sumy przeznaczone przez Polskę na cele repatriacyjne wg Ustawy AWS zamykały się w kwocie 30 000 000 złotych. Później, po sławetnych nowelizacjach z czasów SLD – PSL, ograniczono je do 9 000 000 zł. Rządy Cimoszewicza mają tu kolejną niebagatelną”zasługę”! To obrzydliwe! Tych wieloletnich zaniedbań, zaniechań, wygodnictwa i bezmyślności, złej woli i braku miłosierdzia nie uda się tak łatwo wymazać, a zainteresowanym – zapomnieć. Jak ruszyć z repatriacją, skoro złożenie wniosku graniczy z cudem?! Trzeba zwiększyć liczbę osób, które przeszkolone, pomogłyby w kompletowaniu i analizowaniu wniosków. Dziś zamiast Polaków ściąga się Ukraińców i pracowników z dalekiego wschodu, wprowadzając tylnymi drzwiami politykę „multikulti”, od której odżegnywaliśmy się tak kategorycznie w dwuletnim okresie rządów Beaty Szydło?! To wszystko po prostu „kłuje w oczy”! Dziś rząd, „Wspólnota Polska”, „Związek Repatriantów” i ”Fundacja dla rodaka” powinny działać wspólnie. Ta ostatnia, reprezentowana jest przez wspaniałą młodą kobietę, Panią Wilk- Janidis, która początkowo samotnie przebijała własną głową mur obojętności i niewiedzy i nakłoniła do współpracy sponsorów( wśród których prym wiodą przedstawiciele Orlenu) i ludzi dobrej woli. Mamy obowiązek działać wspólnie, ale rząd powinien mieć pieczę nad tymi usiłowaniami, nadając ramy czasowe repatriacji, bo jeśli tak dalej pójdzie, jeszcze 30 at minie zanim ściągniemy tych, których będziemy mogli śmiało nazwać niedobitkami niedobitków!!!
W Środzie Wielkopolskiej powstał ośrodek adaptacyjny.
Uczący się języka i aklimatyzujący się tu Polacy, repatriowani ze wschodu, skutecznie wypełniają braki kadrowe na rynku pracy tego terenu, wspierani serdecznie przez Burmistrza, grupę Wolontariuszy i Mieszkańców. Czy w wielu polskich gminach nie mogłyby powstać takie właśnie ośrodki? Powinny rosnąć jak grzyby po deszczu! Dobrych, oddanych sprawom innych, w Polsce nie brakuje.
Chodzi jedynie o pomoc władz, które zechcą nadać całej sprawie właściwy status. I częściowe choćby finansowanie tu, w Polsce i tam, w Rosji czy Kazachstanie, bo ani historia, ani Opatrzność nam tego, co się dzieje dziś i co się działo przez dziesięcioleci, nie wybaczy!!!
Dziękuję za program „Warto rozmawiać” i zawarte w nim przesłanie z 17. 06. 2019, ale to za mało. Tu konieczne jest pospolite ruszenie, które obudziłoby drzemiące w naszym narodzie siły i wymusiłoby na rządzących właściwe poczynania. Program z dn. 17.06. 2019, dotyczący repatriacji, powinien być startem do programu cyklicznego w powyższej sprawie. Dałoby to efekt śniegowej kuli! Ludzie dobrej woli są potrzebni od zaraz!
Proszę, publikujcie Państwo materiały ze spotkania 17.06.2019 r. Nawiązujmy kontakt internetowy z przedstawicielami MSZ, na których trzeba wymuszać wszelkimi sposobami poszerzenie obsady ambasad w okręgach, gdzie mieszkają Polacy, współpracujmy z Kresowianami tu w Polsce i na Zachodzie ! To musi przynieść pożądany skutek! Jesteśmy to winni Zesłańcom i Ich Potomkom, bo to sól ziemi!
Myślę, że nie od rzeczy będzie napisanie listu do red. Jana Pospieszalskiego, co niniejszym czynię:

Szanowny Pan Redaktor
Jan Pospieszalski

Szanowny Panie Redaktorze!
Wstrząsające informacje zawarte w programie „Warto rozmawiać”, z dnia 17.06.2019, dotyczące problemu repatriacji Polaków z byłego ZSRR, w tym z Kazachstanu, poruszyły do głębi niejedno serce.
Ponieważ sprawa jest niebywale dla Polski i Polaków wstydliwa i kompromitująca, proszę bardzo, by Pan, jako Autor programu, Osoba lubiana, szanowana i odgrywająca rolę autorytetu moralnego, zechciał zrobić wyłom w zasadach prowadzenia kolejnych audycji, pozostawiając dla powyższej tematyki 15 minut na początku lub na końcu programu. Byłoby to ważne dla krótkiego omówienia rezultatów kolejnych działań ludzi dobrej woli i deklaracji chętnych do zaangażowania się w prace na rzecz potencjalnych repatriantów. Takich podsumowań i ocen przydatności inicjatyw, udzielając rad i wskazówek opartych na doświadczeniu, mogliby dokonywać cyklicznie konsultanci rekrutujący się z grupy osób najbardziej znających problem, zaangażowanych efektywnie i długofalowo w pomoc dotychczasową. Gdyby jeszcze była możliwość uruchomienia numeru telefonu, czynnego w trakcie programu i po jego zakończeniu, bardzo ułatwiłoby to napływ i wymianę informacji przeznaczonych dla konsultantów i doradców, którzy staliby się koordynatorami ogólnopolskiej akcji, pozwalającej radykalnie zmienić los oczekujących na terenach Rosji i Kazachstanu.
Ludziom wielu zawodów, pełnym energii i woli pomocy potrzebny jest punkt, w którym zbiegałyby się wszelkie działania i pomysły, który nie byłby obciążony inercją administracyjną. Dałoby to w konsekwencji efekt kuli śniegowej, o czym wspominałam już wcześniej.
Wierzę, że by rozniecić ogień, który płonie w Gminie Środa Wielkopolska i w miejscach, gdzie inicjatywy społeczne poprawiają w różnoraki sposób los Polaków – niegdysiejszych zesłańców i ich potomków, wystarczy jedynie nadać działaniom właściwy kierunek, który stanie się wspólny dla całej Polski. Wtedy repatriacja Polaków, której czas trwania zostanie ściśle określony, stanie się wreszcie sprawą narodową. Wszyscy na tym zyskamy. Oni przede wszystkim, ale i my, pomagający, doznamy satysfakcji, która zastąpi wstyd i upokorzenie lat wcześniejszych. Zyska gospodarka, bo zasilą ją stopniowo nasi polscy bracia, których marzenia wreszcie się spełnią.
Z wyrazami szacunku i wielką nadzieją, że Pan nie odmówi prośbie, uznając ją za uzasadnioną.
Pańska wierna fanka – Magdalena Ponurkiewicz
30.06. 2019 Nowy Sącz



czwartek, 13 czerwca 2019


Przełom – między czerwcem a wrześniem.

12 czerwca dostarczył nam niezwykłych wrażeń i bez wątpienia przyprawił niejednego z nas o radosne drżenie serca! To wczoraj ostatecznie Polska wyrwała się z jarzma wschodniego, będącego skutkiem katastrofy jałtańskiej i od tego dnia pozostanie realnie i niezaprzeczalnie w strefie wpływów Zachodu.
Wizyta prezydenckiej pary w Waszyngtonie będąca sama w sobie ogromnym sukcesem Polski, bo to kolejny krok do zacieśnienia doskonałych stosunków między USA i naszym krajem, które nigdy w dziejach nie były tak dobre, jak właśnie dziś, jest niezwykle owocna w skutki. Z tych dobrych stosunków wreszcie, poza pozorami i jałową gadaniną będziemy czerpać garściami. Deklaracje o wzajemnej przyjaźni, na co niewątpliwie wpływa doskonały kontakt prywatny obu par prezydenckich to jedno, a kluczowe dla obu państw interesy, to drugie.
Podpisaliśmy wczoraj deklarację obrony dotyczącą obecności wojsk amerykańskich w Polsce, co zmienia naszą sytuację i sytuację Europy Wschodniej radykalnie. Wypowiedzi naszych sojuszników z Trójmorza świadczą o tym najlepiej, bo nie tylko zwiększy się liczebność wojsk amerykańskich w Polsce, z 4.500 – 5.500 żołnierzy, ale będziemy budować bazę poszerzoną o infrastrukturę przeznaczoną dla wojsk szybkiego reagowania, co wobec wcześniejszych zobowiązań NATO , w tym Ameryki, jest krokiem milowym w sensie wzmocnienia naszego bezpieczeństwa.
Zapłacimy za tę infrastrukturę sami dwa miliardy dolarów, co zmienia naszą pozycję diametralnie. Przestajemy być petentem stajemy się,daj Boże, partnerem, któremu nie będzie można dyktować warunków zaporowych.
W ślad za wielopunktową umową militarnej natury, idzie deklaracja zakupu najnowocześniejszych 32 samolotów F35 i, mam nadzieję, w miarę polskich możliwości technicznych z czasem dołączy offset.
Na tym zyski się nie kończą. Wzrastają wynikające ze współpracy z USA szanse na rozwój technologiczny, powrót naszej myśli technicznej rozproszonej po świecie i wykorzystanie potencjału naszych specjalistów, którzy dostają ogromną szansę rozwinięcia skrzydeł.
Dzisiejsza Polska przeszła na zgoła inny poziom bezpieczeństwa militarnego, ale i energetycznego. To zmiana skokowa. Ogromne dostawy gazu płynnego z USA uwalniają nas od niewolniczego układu z Rosją w przyszłości i dają możliwość rozprowadzania tego surowca w Europie, dzięki infrastrukturze, którą wybudowaliśmy wcześniej, mimo protestów Niemiec, Rosji i rodzimej totalnej opozycji.
Wiele szczegółów umowy dopiero stanie się dla nas dostępnych w najbliższym czasie. Nie sposób ich ogarnąć natychmiast po złożeniu podpisów i będzie niejedna okazja by do nich wrócić. Wart podkreślenia jest fakt przełomu na miarę wstąpienia Polski do struktur NATO.
Polska wzmacnia swa pozycje w Europie i bez względu na grymasy i fumy Niemiec i Francji stajemy się gwarantem obrony wschodniej flanki, z czego UE powinna się cieszyć!
Pamiętamy ,jak wyglądała za poprzednich rządów metoda zwijania wszystkiego co się dało ,w tym rozsprzedawanie infrastruktury wojskowej i ograniczanie liczby wojska poniżej minimum a więc raptem do 40 000. Nasza właściwie wyłączna współpraca z Niemcami na tym polu i uległość ponad wszelką miarę takie dawała rezultaty.
Dziś rząd zmuszony jest ten proces odwracać, co robi z żelazną konsekwencją.
Z ciekawości przysłuchiwałam się wypowiedziom gości i redaktorów TVN mimo że robię to dość niechętnie, nie mogąc słuchać totalnej , ordynarnej i bezwstydnej krytyki wszystkiego, co dotyczy znienawidzonej władzy PIS. Dziś opozycja łapie oddech jak ryba wyjęta z wody. Żadnej krytyki wydarzeń dnia wczorajszego, z wyjątkiem tradycyjnych pojękiwań pana Siemoniaka. Dowódcy wojskowi, ci byli i aktualni, wypowiadają się o współpracy z uznaniem, a gen. Polko wygłosił wręcz pochwalną tyradę.
Odzew wśród Polonii Amerykańskiej ogromny! Polacy wiwatują na część Trumpa i Dudy, a ze strony amerykańskiego prezydenta sypią się pochwały i wyrazy uznania dla walorów dwustutysięcznej armii wyborców o polskich korzeniach, .na którą Trump może dziś liczyć bardziej niż kilka miesięcy temu, ale też pochwały działań prezydenta Polski. Pytany o stosunek do łamania praworządności w Polsce Prezydent USA mówi twardo:”Polska jest krajem praworządnym”.
Czy to będzie miało jakieś znaczenie dla lewaków tak w naszym kraju jak w UE ? Wątpię, ale jego wypowiedź została usłyszana w świecie, czy ktoś tego chce, czy nie. Prezydent Duda przy okazji spotkania w Waszyngtonie mówił o naszej dramatycznej ,bohaterskiej ale i o tragicznej historii o której świat będzie musiał wreszcie pamiętać, o Niezłomnych bohaterach tamtego czasu, mordowanych później w katowniach UB , co wywołało kolejny wybuch entuzjazmu uczestników spotkania, Polonusów, wiernych swej starej ojczyźnie.
Prezydent Trump wybiera się do Polski 1-go września, by wziąć udział w uroczystości upamiętnienia wybuchu II wojny Światowej. To wydarzenie będzie miało kolosalny wpływ na wynik jesiennych wyborów parlamentarnych. Potwierdzał wczoraj wolę wizyty, która jeszcze bardziej zwiąże oba kraje . Mamy w pamięci jego historyczne wystąpienie pod pomnikiem Powstania Warszawskiego, które wygłosił z wielką empatią dla historii i bohaterstwa naszych rodaków. Co powie teraz?
Czy wreszcie padną słowa o bezwizowej wymianie między Polską i USA?
A może o stałej bazie zamiast trwałej, co miałoby znaczenie raczej symboliczne?
Uzbrójmy się w cierpliwość. Do września niewiele czasu zostało.
Ale uwaga! Pewne pytania i to pytania kłopotliwe zostają otwarte. Jakie czekają Polskę i Trumpa naciski ze strony Kongresu USA przy konieczności zatwierdzenia wszystkich tych deklaracji? Czy lobby żydowskie znów podniesie głowy i będzie chciało wymusić nienależne pieniądze za wydumane (z winy Polski), straty materialne i „rabunek” żydowskiego mienia? To lobby tak łatwo nie zrezygnuje, chociaż pani ambasador Mosbaher mocno ostatnio spuściła z tonu i dziś kreowana jest przez Prezydenta Trumpa na przyjaciółkę naszego państwa, a pan Pompeo ma chwilowo inne sprawy na głowie. Jedno jest pewne . Jeśli uda się przeprowadzić zamierzenia, obu stronom niezwykle potrzebne, zarówno Prezydent USA jak i Prezydent Duda mają swe wygrane , dotyczące reelekcji, w kieszeni, pod warunkiem, udaq mu sie zatrzec fatalne wrażenie jakie wywołuje veto do najwazniejszych ustaw i stosunek do Kresowian.

Nowy Sącz 13.06.2019.                                 Magdalena Ponurkiewicz


Jasne światełko w tunelu


Zakończyły się wybory, policzono głosy i czas na refleksje.
Prysnął mit o ostrym podziale na wschodnią i zachodnią Polskę bo, jak się okazało, zwycięstwo jest wcale wcale, na całym terenie naszego państwa. Do wyborów tym razem ruszyły rzesze tych, którzy w poprzednich wyborach nie brali udziału, a cała sprawa rozstrzygnęła się głównie w Polsce powiatowej i na wsi. Świadomość społeczeństwa obywatelskiego rośnie. Jedni poszli bronić zysków wynikających z rządów PIS, a ci drudzy walczyli rozpaczliwie o utracone synekury, nienależne apanaże, którymi honorowano nielicznych i mętną wodę, w której łatwiej jest łowić ryby. Stawka ogromna, tyle że metoda na zwycięstwo ze strony totalnej opozycji została dobrana tak fatalnie, że śmiało można nazwać ją serią strzałów samobójczych. A oto szczegóły:
--Atak na Kościół, którego orężem, tym razem, stała się pedofilia księży.
- Sławetne wystąpienie przedwyborcze Tuska i jego totumfackiego Jażdżewskiego, o którym pisałam w poprzednim artykule,
były finałem długofalowego ataku, który zaczął się od pamiętnego puczu w Sejmie.
- Strajk nauczycieli pod protektoratem ZNP, który wg Sorosa miał być kolejną metodą na obalenie rządu.
W międzyczasie film „Kler,” potem bezczeszczenie świętości katolikom najdroższych, a w finale film „Tylko nie mów nikomu,” jakby przypadkowo pojawiający się „za pięć dwunasta”, przed wyborami do UE. Film przejmujący i udokumentowany, ale idea pokrętna, a argumenty w pewnych przypadkach naciągnięte, bo autorzy wyróżnili księży jako grupę wiodącą w tym paskudnym procederze, gdy tymczasem statystyki mówią wyraźnie, że tego rodzaju przestępczość wśród księży wynosi 0,3%, a 37% to pozostałe grupy społeczne. Rząd zareagował na film Sekielskich bardzo stanowczo, podwyższając radykalnie kary za jedno z najbardziej ohydnych przestępstw, obejmując ustawą ogół przestępców tego rodzaju. Równie stanowczo zareagował Kościół. Co prawda przystąpiono tu do rozwiązywania problemu znacznie wcześniej , nie nadając całej operacji publicznego rozgłosu, ale ciągle nie postawiono kropki nad”i”. Można jedynie żałować, że słowa ks. Isakowicza - Zaleskiego nie zostały potraktowane w porę z należytą powagą, gdy tymczasem on ostrzegał od dawna, że te sprawy muszą zostać w Kościele załatwione do końca, b e z p r e s j i z e w n ę t r z n e j, bo w innym wypadku będą stanowić materiał przeciw niemu samemu. Dziś w dodatku dla nikogo nie jest tajemnicą, że SB maczało palce także i w tej sprawie. „Totalni” usiłujący stać się załganym sumieniem narodu, chociaż nie zawahali się, by podjąć próby wprowadzenia do przedszkoli i szkół LGBT, broniący zaciekle do dziś interesów SB, mającej niebagatelny udział w szantażowaniu i wykorzystywaniu do swych celów osób dotkniętych pedofilią, wpływali na złagodzenie kar dla nich w przeszłości, tłumacząc na różne sposoby i bagatelizując przypadki, od których szeregi ich partii nie były wolne. Dziś ich lewacki atak na Kościół, mający być protestem „nieskazitelnych” i „jedynie sprawiedliwych”, ma na celu zniszczenie zaufania wiernych. Również pozbawienie organizacji kościelnych roli wiodącej w życiu katolików, a więc znacznej większości polskiego społeczeństwa jako, że są one gwarancją zachowania wartości niezbędnych dla przetrwania narodu. Można mieć nadzieję, że to się nie uda - chociaż poziom manipulacji jest niewyobrażalny, bo każdy atak na wiarę w Polsce przynosi atakującym klęskę.
Ale dziś presja na rząd narasta, bo zbliżają się kolejne wybory, a PIS stawia stanowczą blokadę przeciw knowaniom opozycji także w tej kwestii. To już nie jest walka polityczna, to konflikt cywilizacyjny, gdzie hasło: „albo my, albo oni” staje się niestety coraz bardziej aktualne.


Kolejna sprawa to wracające jak bumerang problemy polsko – izraelskie, a w nich atak słowny i przemoc fizyczna wobec polskiego ambasadora w Izraelu, które są skutkiem kategorycznego NIE polskiego rządu wobec ustawy 447. Te słowa wybrzmiały bardzo głośno przed wyborami, a teraz już jakby ciszej w tej sprawie. Słyszymy znowu, że ustawa przeciwna 447 jest zbędna, bo realnie nie istnieje jej przyczyna. Mam potężne obawy o to, czy aby na pewno i czy problem ten został wydumany jedynie przez Konfederację po to, by wysadzić PIS z siodła. Zadaję sobie pytanie, czy gdyby tak właśnie było, usunięto by z Polskiego Radia red. Gadowskiego, który jest doskonale zorientowany w sprawie i bije na alarm, zalecając narodowi otrzeźwienie w tak ważnej dla Polski kwestii, która, zdaniem niektórych polityków i niezależnych mediów, może stać się naszym „być albo nie być”. Rozumiem Gadowskiego i podzielam jego obawy pomna wycofywania się Prezydenta z najważniejszych ustaw, których dzisiaj tak bardzo brakuje. Nie wiem jak interpretować pewien dwugłos wśród naszych rządzących, bo z drugiej strony kolejny wywiad premiera Morawieckiego, tym razem dla czasopisma Haretz, z dnia 4.06. br. pod znamiennym tytułem „Polska już się nie boi,” świadczy o niezmiennej, radującej serca Polaków jego postawie dotyczącej nie tylko kwestii 447, ale całej obrzydliwej, opartej na kłamstwie nagonki na Polskę ze strony Izraela. Jednak to ciągle nie jest ustawa i nadal brak wyjaśnienia na temat tajnej notatki z dn. 25.10. 2018 roku, w której Jacek Chodorowicz z MSZ zapewnia swego odpowiednika izraelskiego o zadośćuczynieniu oczekiwaniom żydowskim w sprawie zwrotu mienia bez spadkowego, o czym szeroko rozpisywał się niedawno red. Michalkiewicz.
Atak na Polskę w światowych mediach trwa, wywołany nie tylko przez Żydów i ich popleczników, ale i Angelę Merkel i Niemcy, obawiające się polskiej konkurencji, braku polskich rąk do pracy i nękanych czarną wizją spłaty gigantycznego długu, jaki wyliczy Polska za straty wojenne. Wybory w Izraelu i UE, a także te zbliżające parlamentarne w Polsce sprawiają, że ogień buzuje coraz mocniej. Ten ogień stara się podsycać tzw. apolityczny Donald T. Usiłowania te, już po raz drugi, spaliły na panewce i zamiast pomóc, ewidentnie zaszkodziły opozycji miotającej się beznadziejnie wobec braku decyzji z kim się dzielić,a może łączyć i z kim to zrobić.
Co do pozytywów, to dzięki przytomnej postawie polskiego społeczeństwa wybory do UE wypadły dla partii rządzącej nadspodziewanie pomyślnie. Wśród sporej liczby państw - członków UE wzbiera fala niezadowolenia dotycząca lewackich rządów w KE i można mieć nadzieję, że pomysłom unijnej komuny zostanie dany stanowczy odpór. Do UE weszła bardzo mocna i liczna ekipa pisowska, co niewątpliwie świadczy o docenieniu wagi polityki europejskiej. Wybrańcy zawalczą o nasze dobro nie tracąc, mam nadzieję, żadnego z dotychczasowych osiągnięć. Będą mieć znacznie większe szanse, ponieważ wielki „przyjaciel” Polski, niejaki Timmermans, odpadł podobno z wyścigu do wymarzonego unijnego stołka i stało się to m in. za przyczyną polskich, prawicowych europosłów. Jakie będą natomiast skutki szerokiej wymiany personalnej w rządzie okaże się niebawem. Być może jego odmłodzenie wyjdzie jemu samemu i Polakom na zdrowie, byle nie zbrakło roztropności, pracowitości i skromności, o czym nieustannie przypomina swemu ugrupowaniu Jarosław Kaczyński. Mój osobisty niepokój budzi jednak odejście pani minister finansów, Teresy Czerwińskiej, o którym od jakiegoś czasu przebąkiwano wśród opozycji. To nie jest, jak na razie, dobry sygnał dla troszczących się prawdziwie o ewentualny stan finansów państwa, bo trudno tłumaczyć sobie rezygnację pani minister inaczej, jak manifestacją swych obaw odnośnie decyzji Premiera Morawieckiego i Jarosława Kaczyńskiego, dotyczących poprawy standardu życia społeczeństwa i wydatków na te cele. Ponieważ wiemy niewiele, więc może nie warto martwić się na zapas o przyczyny odejścia pani minister. Te, mogą być zgoła inne od tych, o których się szepcze po kątach, a przecież zastępca, który „wskoczył” na jej miejsce, daj Boże, udźwignie ciężar ogromnych wydatków. Polska jest coraz mocniejsza gospodarczo, a ten wzrost plasuje nas w czołówce unijnej. Stajemy się nowym tygrysem Europy, co budzi zazdrość jednych i uznanie tych, którym zawiść nie przysłoniła jeszcze do reszty właściwej oceny sytuacji. Knowania lewackich ojców największych polskich miast, którym marzy się „dzielnicowe rozbicie, decentralizacja państwa, która dałaby szanse naszym wrogom na połknięcie Polski, co było naszym udziałem nie jeden raz, budzą oburzenie i zdumienie. Liczę na to, że naród polski im za to podziękuje! Rozstrzygnięcie kolejnych wyborów na rzecz utrwalania i pogłębiania pozytywnych społecznie i politycznie zmian zależy od nas, wyborców, świadomych wszelkich niebezpieczeństw związanych z ewentualną przegraną, a te są naprawdę rozliczne. To szansa, o której musimy pamiętać przez miesiące dzielące nas od tego niesłychanie ważnego, dla losów naszej Ojczyzny, wydarzenia.


                                                                                               Magdalena Ponurkiewicz


07.06. 2019 Nowy Sącz