poniedziałek, 29 stycznia 2018
sobota, 27 stycznia 2018
Dwugłos czy rozdwojenie jaźni?
Dwugłos
czy rozdwojenie jaźni?
Nęka
mnie pewien niepokój, który ma swoje korzenie nie w czym innym, jak w trosce o
bliższe i dalsze losy „Dobrej Zmiany.” Jest po temu kilka powodów. Trwa drugie
rozdanie, dyskursu wg. zmienionych reguł kontaktu z UE z racji groźby
zastosowania mitycznego paragrafu nr 7. Pytanie jest takie, jakich ustępstw w
ostatecznym rozrachunku będzie oczekiwać unia, by zapanował jaki taki konsensus
odnośnie problemu praworządności i imigrantów. Wolałabym żeby wypowiedź
marszałka Morawieckiego nie okazała się prorocza, bo mimo zaprzeczeń rządu i
prezesa Kaczyńskiego wyczuwa się pewną skłonność premiera do ustępstw w
sytuacji, kiedy nasze nieprzejednane stanowisko w okresie dwu lat zyskało
sympatię części państw - członków Unii. Być może innego wyjścia nie ma? Jeśli
nie od strony unii to od strony ONZ naciski będą, bo wygaśnięcie programów
przymusowej relokacji zaniepokoiło tę organizację. Sprowadza się uchodźców
samolotami wprost do Francji! ONZ żąda solidaryzmu Europy z Włochami i Grecją .
Tylko USA i Australia kategorycznie odmówiły współpracy z ONZ w tej sprawie,
ale premier Morawiecki ponoć podpisał konwencję chociaż przyjęliśmy 2000000
imigrantów z Ukrainy. Niezależnie od tego jedenaście miast polskich podpisało
umowy na przyjęcie uchodźców z UE. Warszawa też rządzi się własnymi prawami i w
ramach walki z rządem pozwoliła na budowę trzech islamskich świątyń.
Islamskiego Ośrodka Kultury i osiedla, które ma być terenem zamkniętym, a więc
niedostępnym z zewnątrz państwem w państwie. Jak to więc wygląda naprawdę? Rząd
jest w trudnej sytuacji, bo tych nacisków jest więcej.
Do
nich dołączyła się część hierarchów kościelnych. Na postawę Ojca Św Franciszka
reagują oporem członkowie Kościoła, ale
także byli muzułmanie zapytaniem: ”Jeśli islam jest dobry to dlaczego
nawracając się ryzykowaliśmy życie”?
Jeden
z włoskich arcybiskupów grzmi na alarm: ”Nie otwierać na oścież drzwi
imigrantom bo zmiażdżą nasze społeczeństwo!”
Egipski
jezuita-islamolog: „Nie łudźmy się! Imigracja to inwazja! Europejscy
chrześcijanie powinni zasięgać rady swoich braci w wierze z Bliskiego Wschodu.
Mówi też, że takie gesty, jak udostępnianie przez katolików miejsca pod budowę
meczetów jest oczywiście gestem braterstwa, ale może być niestety zrozumiane w
kategoriach zwycięstwa. Ignorancja wobec islamu, jak mówi, jest jednym z
największych problemów Kościoła.
Oto
jeszcze jeden bardzo ważny głos. To dramatyczne kazanie Ojca A. Pelanowskiego
„O biskupach” wygłoszone na Jasnej Górze w dniu 2.01.2018r Zachęcam gorąco do
jego wysłuchania w Google.
Trudno
się z nim nie zgodzić bo Europa Zachodnia płonie, a pożar się rozprzestrzenia.
Polski
rząd właśnie starał się do tej pory postępować wg tej zasady. Wielokierunkowa
pomoc na miejscu, tak rządowa jak i ze strony organizacji pomocowych i rodzin
katolickich płynie szeroką falą. Niektórzy przedstawiciele Episkopatu w Polsce,
nie przyjmują tego do wiadomości. Trwa
ofensywa w sprawie ”korytarzy humanitarnych” w Polsce.
Mnie
natomiast szczególnie przekonują wystąpienia abp. Jędraszewskiego i abp.
Głodzia. Zgodność z tym co głosili nasz Ojciec Święty Jan Paweł II i Prymas
Tysiąclecia jest ewidentna. Pierwszy z nich mówił m.in.”...Ojczyzna jest naszą matką
ziemską. Polska jest matką szczególną, która wiele przecierpiała i cierpi, dlatego
też ma prawo do miłości szczególnej”.
Stefan
Kardynał Wyszyński: ”...Nieszczęściem jest zajmowanie się całym Światem kosztem
własnej ojczyzny! Nie oglądajmy się na wszystkie strony, nie chciejmy żywić
całego świata, nie chciejmy ratować wszystkich. Chciejmy patrzeć na ziemię
ojczystą, na której wspierając się patrzmy ku niebu. Chciejmy pomagać naszym
braciom i żywić polskie dzieci i nie ulegać pokusie zbawiania świata”.
Nasz
rząd ze wszystkich sił stara się objąć opieką całe polskie społeczeństwo, co po
latach kompletnego jego ignorowania jest milowym krokiem do przodu. Może nie
warto martwić się na zapas, bo wiara w dobre intencje rządzących do tej pory
nie była bezpodstawna. Powinniśmy jednak przyglądać się temu uważnie w jaki
sposób rząd Morawieckiego, zmieniając metody chce uregulować większość polskich
problemów. Oto wypłynął kolejny. Chodzi o ustawę S447 i HR1226, której
uchwalenie ma pozbawić Polskę 65 miliardów dolarów bo na tyle roszczenia
żydowskie zostały wyliczone. Co na ten temat mówi Karol Rozmarek legendarny
Prezes Kongresu Polonii Amerykańskiej? „...Musimy obronić Polskę. Zablokujemy
wspólnie amerykańskie ustawy! Polska była ofiarą, a ustawa jest naszym być albo
nie być. To nie Polacy wymordowali Żydów, to nie my wywołaliśmy II wojnę
światową. Ustawa dyskryminuje inne narody poza żydowskim...„
Wspólnie
- to jak się wydaje - z Polskim rządem, ale rząd i Prezydent Duda na ten temat
uparcie milczą. Prezydent prowadzi intensywny dialog z przedstawicielami
Izraela . Czy jest w tej sprawie drugie dno? Czy Żydzi deklarują pomoc w
uzyskaniu przez Polskę ogromnych reparacji, które im wypłacono a Polsce nie?
Jeśli tak, to zapewne nie zrobią tego gratis.
Polskie
społeczeństwo ma prawo do samodzielnego myślenia i każdy interpretuje sprawy
tak ważne dla nas wszystkich na swój sposób. Ta ustawa jeśli wejdzie w życie,
osłabi bardzo Polskę i pytanie jest takie: czy Ameryce zależy na słabym czy
mocnym sojuszniku? Jeszcze jedna uwaga Jedynie przejrzystość kontaktu rządu i
Prezydenta ze społeczeństwem może te wątpliwości zniwelować.
Andrzej
Pityński – artysta rzeźbiarz
Jeśli
poruszyłam sprawę Polonii Amerykańskiej, to Jej znaczącą postacią jest
światowej miary rzeźbiarz - Andrzej Pityński. W mojej książce „Tajemnica
węgierskiego manuskryptu” wydanej w 2013 roku a przygotowywanej w dwu
poprzedzających latach, zamieściłam opowiadanie jednego z bohaterów tej
historii. Co mi opowiedział? Przeczytajcie Państwo bo historia jest
nietuzinkowa.
„...Urodziłem
się w Ulanowie w maleńkim miasteczku nad Sanem. Miałem trzy siostry i bardzo
brakowało mi męskiego towarzystwa. Jako młody chłopak zaprzyjaźniłem się bardzo
z nieco starszym ode mnie Andrzejem Pityńskim i byłem pod jego przemożnym
wpływem. Założę się, że nie macie pojęcia, kto to jest, a warto wiedzieć, więc
po kolei:
Tegoż
młodego człowieka, syna dwojga AK-owców, natura wyposażyła w niebywałą
wyobraźnię i cechy przywódcze. Opowiadał całej naszej grupie niesłychane
historie, a robił to tak, że nieraz walnąłem głową w jakąś przeszkodę
zasłuchany i wpatrzony w niego jak w święty obraz, leząc na oślep przed siebie.
Byłem nim zafascynowany. To on wskazywał książki, które powinienem przeczytać i
on rozwinął we mnie silną potrzebę kontaktu z otoczeniem. Jednym słowem pomagał
odkrywać świat. Mijały lata. Dzięki niemu dostałem się na leśnictwo, ale on sam
tam się nie dostał, chociaż było to jego wielkie marzenie. Miał rodzaj wilczego
biletu z powodu przekonań i przynależności jego rodziców. Ostatecznie dostał
się do profesora Bandury na wydział rzeźby, bo talent plastyczny miał ogromny.
Ukończył studia i ku mojemu wielkiemu żalowi wyjechał do Stanów, wiedząc, że tu
w Polsce nie dostanie żadnej szansy zrobienia choćby części tego, co udało się
tam. Dorobek ma gigantyczny.
Leśniczy wyciągnął z teczki kopertę i wysypał
na stolik kilkanaście zdjęć. Dzisiaj właśnie odebrałem od niego przesyłkę.
Przygotowuje album, w którym będzie mógł zaprezentować rzeźby monumentalne,
płaskorzeźby i medale.
-
Spójrzcie. Każda z tych rzeźb dowodzi jego przywiązania do Polski. Choćby seria
portretów wielkich Polaków: Jan Paweł II, Ks. Jerzy Popiełuszko, Tadeusz
Kościuszko, Generał Anders. O tu: Paderewski.
Na piersi orła klawisze fortepianu a w środku jego serce. Znalazł swe miejsce w
Amerykańskiej Częstochowie.
-
Co za genialny pomysł – wyszeptała zachwycona Kasia.
-
Spójrzcie tu: Popiersie naszego Papieża w Ulanowie. Dar artysty dla miasteczka,
w którym się urodził i które rozsławił na całym świecie. To popiersie jest nie
tylko doskonale oddającym rysy portretem, ale zwróćcie uwagę na stułę. Święty
Jan i święta Barbara, która jest nie tylko patronką górników, ale i flisaków. A
musicie wiedzieć, że rodziny Andrzeja Pityńskiego i moja to były stare rody
retmańskie. Na odwrotnej stronie pomnika jest cała historia flisactwa
ulanowskiego i dlatego ten pomnik jest mi szczególnie bliski.
-
Nadzwyczajne! – Adam wpatrywał się w zdjęcie z uwagą.
-
Tu ksiądz Skorupka, a więc Bitwa Warszawska. Ten niebywały monument, to pomnik
Błękitnej Armii generała Hallera w Warszawie. A tu coś zupełnie fantastycznego
– Pieta. – Matka Boska trzymająca na rękach martwego powstańca. To dziecko w
niemieckim hełmie. A tu ostatnie, na które chcę zwrócić uwagę. Postać
zakneblowanego żołnierza polskiego wygięta w tył w bolesnym paroksyzmie, w
plecy wbity bagnet karabinu, to symbol zbrodni katyńskiej. Pomnik ten stoi w
centralnym punkcie New Jersey....
Fot: http://www.politykaglobalna.pl/2012/09/amerykanska-realpolitik-na-przykladzie-zbrodni-katynskiej
Taką
opowieść snuł przy ognisku w Uhryniu
przyjaciel z dzieciństwa i młodości Andrzeja Pityńskiego - Pan Jan,
tamtejszy leśniczy. Słuchaliśmy z zapartym tchem bo w 2011, 2012 nie było na
temat rzeźbiarza zbyt wielu informacji w internecie w ojczystym języku. Dziś
Andrzej Pityński cieszy się nie tylko zasłużoną światową sławą, co na zachodzie
miało miejsce już wiele lat temu, ale wreszcie w sposób należyty docenia
go kraj rodzinny (został ostatnio
Kawalerem Orderu Orła Białego) i duma rozpiera wielu z nas, Polaków, że tak
znakomity przedstawiciel narodu rozsławia Polskę opowiadając swymi
monumentalnymi dziełami o jej tragicznych i dramatycznych losach.
Teraz
przed nim kolejna próba hartu Ducha, mająca związek z ostatnim Jego dziełem –
pomnikiem ku czci pomordowanych na Wołyniu.
Ci
którym nie w smak pamięć Wołynia bądź uważają że należy dążyć ku przyszłości, za
przeszłością zamykając drzwi, rozpętali swego rodzaju krucjatę przeciw temu
projektowi.
Zabierali
głos twórcy, malarze, muzycy, rzeźbiarze (tych ostatnich nie trudno posądzić o
zawiść),
i
inni przedstawiciele tzw. „elit” III Rzeczpospolitej, którym nie podoba się
nikt i nic poza nimi samymi. Pomnik
ich zdaniem rani poczucie estetyczne pozostaje w niezgodzie z dobrym smakiem,
jest , prymitywną szmirą, godzi w porozumienie polsko - ukraińskie i Bóg raczy
wiedzieć w co jeszcze! Nie
jestem rzeźbiarzem, nie pretenduję do miana krytyka sztuki, ale chciałabym by
reprezentanci nagonki, o której mowa zastanowili się w jaki sposób, subtelnie,
nie raniąc uczuć zbrodniarzy i ich popleczników wyrazić plastycznie zbrodnię
jedyną w swoim rodzaju? Jak można przedstawić kolejnym pokoleniom to, co nie
jest tylko koszmarnym snem, ale najprawdziwszą z prawdziwych gehenną środowisk
kresowych, nie rozliczoną nigdy, dziś niestety coraz bardziej umniejszaną z
nadzieją, że nie pozostanie po niej ślad tak, jak zniknęły polskie wsie i
osady, a groby niezliczonych rzesz pomordowanych wołają o pamięć i
bezskutecznie o chrześcijański pochówek.
Ten
pomnik jest niebywale wyrazisty, dynamiczny, trafiający także do uśpionej nieco
jaźni, przywodząc na pamięć tamte wydarzenia po to, by nie mogły się powtórzyć
nigdy więcej.
Najnowszy
projekt Mistrza, jak wszystkie poprzednie trafia w punkt.
Życzymy
gorąco jak najszybszej jego realizacji.
Fot: http://supernowosci24.pl/tadeusz-ferenc-nie-chce-pomnika-rzezi-wolynskiej/
Dzisiaj
gdy weszliśmy w rok 2018, rok 100 lecia odzyskania przez Polskę niepodległości warto
sobie powtarzać nieustannie, że wolność nie jest dana raz na zawsze i trzeba o
nią dbać, pielęgnować pamięć o pokoleniach, które nam tę wolność wywalczyły, o
ludziach którzy utracili życie tylko dlatego że byli Polakami. Musimy starać
się ze wszystkich sił być jednością, mimo ogromnych trudności i oporu z
zewnątrz i wewnątrz kraju. Musimy także zacieśniać więzi ze wszystkimi Rodakami
rozsianymi na wszystkich kontynentach, i dlatego dedykuję nam wszystkim
Polakom, których przepełnia miłość do rodzinnej ziemi, pieśń ku pokrzepieniu
serc, której słowa muszą wstrząsnąć
każdym z nas.
Zaszum nam
Polsko jak husarskie skrzydła
co strwożą wroga a w nas ducha wniosą
i niech w chorągwiach Matka nasza czuwa
nad
zagonami ponad krwawą rosą
zaszum nam Polsko nad Wilnem i Lwowem
ponad Wołyniem gdzie wstają upiory
zaszum nam Polsko nad katyńskim lasem
gdzie odprawiamy codzienne Nieszpory
gdzie biją dzwony i gdzie brzozy drżą
gdzie pamięć wraca jak spłoszona sarna
i gdzie się ptaki zmieniają w anioły
gdy je okrywa nocy chusta czarna.
Zaszum nam Polsko chorągwią nadziei
co dzikie pola omiata swym męstwem
byśmy wrócili pod Twymi skrzydłami
wiarą i dumą, prawdą i zwycięstwem
Zaszum nam Polsko wysoko nad głową
wielką chorągwią Twego
zmartwychwstania
byśmy wrócili do gniazda Ojczyzny
którą skrzydłami orzeł znów zasłania
Przed mroźnym wiatrem co wieje ze wschodu
przed wiatrem kłamstwa co z zachodu wraca
Zaszum nam Polsko jak husarskie skrzydła
szumem co wiarę w zwycięstwo przywraca.
słowa: KJ Wegrzyn
muzyka i wykonanie: Maciej Wróblewski
stand.
Licencja You Tube
Serdecznie zachęcam do
wysłuchania tego wspaniałego utworu Tych z Państwa, którzy jeszcze go nie znają.
20.01.2018 rok Nowy Sącz Magdalena Ponurkiewicz
poniedziałek, 22 stycznia 2018
niedziela, 21 stycznia 2018
Artykuł nr 10 - Wacław Jagielski
Szanowna Redakcjo!
Dziś postanowiłam zmienić na chwilę tematykę swoich tekstów,
bo chcę zaprezentować naszym Czytelnikom przedstawiciela Sztuki przez duże S. Jest
nim Artysta malarz -Wacław Jagielski, człowiek wielu talentów, którego
twórczość zafascynowała mnie bez reszty.
Nigdy dotąd nie ośmieliłam się występować w roli recenzenta i tak, przez
lata milczałam uparcie na temat wspaniałej poezji znanej bardzo i uwielbianej, nie tylko przeze mnie, poetki Sądecczyzny -Wandy
Lomnickiej- Dulak, której wiersz ostatnio publikowała „Nasza Wiara” - co cieszy
mnie niezmiernie. Milczałam, bo nie czuję się uprawniona do wygłaszania oficjalnych opinii o Twórcach, ale tym razem
coś musiałam począć z nadmiarem emocji, które wynikają z fantastycznego
połączenia obrazu i słowa jakie prezentuje Wacław Jagielski w swych trzech
pięknych albumach.
W wielkim skrócie można powiedzieć, że artysta jest aktywnym
członkiem Związku Polskich Artystów Plastyków i Stowarzyszenia Pastelistów
Polskich, autorem kilkudziesięciu wystaw w kraju i za granicą, czego skutkiem są
nagrody i wyróżnienia. Wystawy europejskie to choćby Lyon, Paryż, Ateny, Lwów
czy Wiedeń.
Zachęcam Czytelników
do pogłębienia wiedzy o Artyście na własną rękę.
Oto Jego dwa wiersze: i wybrane obrazy oraz moje wynurzenia,
które pozwalam sobie zaprezentować Czytelnikom.
Magdalena Ponurkiewicz
„Na styku
szeptów” Szukam mozolnie w pamięci, by w końcu uświadomić sobie, że nigdy dotąd
tomik poezji nie wywołał u mnie takiego wstrząsu i nie boję się użyć właśnie
tego słowa. Znakomicie wydany, wymuskany z pietyzmem, ma jeszcze jeden walor.
Jest nim malarstwo Wacława Jagielskiego. Nie mam szczególnego prawa, by pisać
recenzje dla ułamka tej wspaniałej twórczości, tak bardzo nietuzinkowego
twórcy, ale obrazy i rysunki jako emocjonalna paralela do wierszy, zmuszają,
takiego jak ja, zwykłego zjadacza chleba do intymnych wynurzeń, bo tylko w ten
sposób może się uzewnętrznić ogromna fala pozytywnych emocji, narastająca w
miarę zagłębiania się w twórczość Artysty - rajskiego ptaka, który kiedyś
nadleciał tu z Dolnego Śląska i zagnieździł się w Sączu na dobre. Już tytuł
tomiku dobrze wróży... a potem im dalej... Poezja, która brzmi jak muzyka (bo
też autor to artysta także i w tej dziedzinie) Jakże często słychać jej melodię
i delikatny rytm, to, co w poezji najbardziej mnie urzeka. Miłość do kobiety-
Żony Beaty - wygrywana najdyskretniej, najsubtelniej a jednak z mocą nie
słabnącego wielkiego uczucia. Dzięki znakomitemu operowaniu słowem objawia swą
ciekawość świata, pasję życia i wielką pogodę ducha, które nie biorą się znikąd.
Ich źródłem są :głęboka wiara autora, i rodzina – wartości fundamentalne. Ciepło
bijące z poezji Jagielskiego musi ogrzać każdego, ogrzało i mnie. A obrazy?
Trudno oderwać oczy od orgii nasyconych na ogół barw otaczającej przyrody,
gdzie szczególne miejsce mają reminiscencje egzotycznych podróży autora. Ukryte
w rozszalałej roślinności świątynie Majów. Brzmi w uszach huk szmaragdowej masy
wody na progu w Kanionie Sumidero gdzie ta, w dole, zamienia się w oświetloną
słońcem kipiel. Rozbryzgi kropli podbitych tęczową smugą światła, zmieniają je
w delikatna koronkę. W Tulum znów morze uderzające o brzeg. Gdzie indziej jest
to jedynie subtelna zmarszczka na niemal nieruchomej tafli jeziora. Ognisto,
złoto, fioletowo, zielona burza wspaniałych kwiatów - „pani jesień”,
szczególnie ekscytująca malarza przeciwstawiana innym porom roku w polskich
krajobrazach, z których bije spokój. Leciutkie mgły unoszą się nad jeziorami i
rosochate wierzby, nagie na przedwiośniu, przypominają iż po powrocie z
dalekiej podróży autor znów jest u siebie. Niemal wszędzie można dostrzec
światło, ruch, lub chociaż jego ślad i podążający wraz z nim dźwięk. Jednak w
szerokiej gamie różnorodności zastyga na moment - także i martwa cisza. A
wspaniałe, smukłe kobiety?! Wdzięk wygięcia w talii ,ruch bioder, czy nagich
piersi, odchylenie szyi i burza wspaniałych opadających włosów. Znów subtelne
tony mówiące o uczuciu miłości i dyskretny erotyzm. Suknie wiotkie, delikatnie
poruszane wiatrem - wspaniale żywe. A przecież to nie wszystko . Są jeszcze
ptaki!. Choćby cudowny portret łabędzia. Królewskie ptaszysko z wygiętą charakterystycznie
szyją, za chwilę schowa głowę pod skrzydło, dając świadectwo jakże
profesjonalnej, dogłębnej znajomości anatomii każdego żyjącego stworzenia. Oto
bocian dość ciężko podrywający się do lotu. Może to pierwsza, ogniowa próba
opuszczenia rodzinnego gniazda? A rysunek indyka? Szarość ,czerń i biel i znów
ruch zaklęty w maleńkim arcydziełku! Niemal słychać szelest rozkładanego w
piękny wachlarz sztywnych piór ogona. I można by tak nieskończenie i nigdy nie
byłoby dość. Cóż jeszcze we mnie poza zachwytem wyzwolił ten wspaniały zbiór
poezji? Wielką pokorę nie pozbawioną odrobiny zazdrości.
26.07.2017.
Magdalena Ponurkiewicz
czwartek, 18 stycznia 2018
Artykuł nr 9 - Istvan Elek
Zawarty w
październikowym numerze tekst o wymownym tytule „Bratanki”, autorstwa pana
Zenona Tabora, jest nie tylko cennym materiałem historycznym w sensie
obiektywnym, ale stanowi lekturę szczególnie interesującą Marcinkowiczan, ze
względu na wkład tej społeczności w pomoc niesioną Węgrom po tragedii Powstania
Węgierskiego 1956 roku. (Niestety
kolejny, zapowiadany, jeszcze do mnie nie dotarł).
Artykuł sprowokował
mnie do skreślenia kilku zdań, które
będą przyczynkiem do owej historycznej
kanwy.
Będą to wynurzenia bardziej osobiste ale myślę, że warto się
o nie pokusić.
Punktem wyjścia jest oczywiście sprawa opieki
Marcinkowiczan nad grupą węgierskich
dzieci - ofiar tragicznego powstania, gdzie na czoło wybijają się postaci
Władysława Krupy, który w Muszynie przejął w listopadzie 1956 transport dzieci w bydlęcym wagonie, by przekazać je do Marcinkowic
pod opiekę swym krajanom. Pojawiają się: śp.Proboszcz Jan Góra i rodzina Państwa Mrozów, ale i
wielu innych.
Moje zainteresowanie tą sprawą wynikało z planów napisania książki „Tajemnica węgierskiego manuskryptu”, która
ukazała się w 2013 roku, co wiązało się
z koniecznością wcześniejszego zebrania
dokumentacji. Myślę z prawdziwą przyjemnością o dniu, w którym zjawiliśmy
się wraz z mężem w Plebanii Marcinkowice, by odbyć rozmowę z ks.Proboszczem Józefem Babiczem i
wypożyczyć Kronikę Parafialną, w której zawarte zostały archiwalne zdjęcia
dzieci i ich opiekunów oraz zrobić zdjęcia pamiątkowej, dwujęzycznej tablicy wmurowanej w Kościele Parafialnym,
dokumentującej wdzięczność Węgrów dla marcinkowickiej społeczności. Naszych kontaktów z
ks. Proboszczem czas nie tylko nie rozluźnił, ale trwają one do dziś
i jesteśmy za nie niebywale wdzięczni. A teraz do rzeczy.
Moje zainteresowania historią przyjaźni polsko-węgierskiej
mają nie tylko swe źródło w węgierskich korzeniach sprzed wieków,
ale jego przyczyną jest przecież pamięć
dramatu 1956 i wielkiego zrywu Polaków na rzecz pomocy nieszczęsnym ofiarom
tragedii. Wiem, że nie wszyscy mają świadomość faktów, a te były takie, że powstańcy którzy na znak solidarności z Polską i jej wolnościowymi
dążeniami zostali masowo wymordowani
przez Armię Czerwoną, która wkroczyła do Budapesztu. Zbrodniczy rząd Kadara
dopełnił dzieła spustoszenia. Kilkadziesiąt tysięcy ludzi zostało aresztowanych
i internowanych, stracono ok 200 osób, a ostatnie wyroki śmierci były wykonywane
jeszcze w 1963 roku! Kary odsiadywano
do 1970 roku a 200 000 ludzi musiało
opuścić swą ojczyznę.
Chociaż byłam dzieckiem, rozumiałam co znaczą nawoływania
Sądeczan do masowego oddawania krwi, zbierania materiałów opatrunkowych i
pieniędzy, jako że w te akcje na miarę możliwości zaangażowana
była i moja rodzina.
Była to znakomita okazja okazania wdzięczności i solidarności
Bratankom za ich postawę względem
naszego narodu w czasie II wojny światowej i okupacji tak
niemieckiej jak sowieckiej, które miały jeden cel - wyniszczenie totalne
polskiego narodu. Nie chcę się zbyt mocno wdawać w dywagacje historyczne, ale
można sobie wyobrazić co czuli żołnierze X Brygady Kawalerii Zmotoryzowanej
pułkownika Maczka przekraczając wraz ze 100 tysiącami cywilów Przełęcz Tatarską, na której widniał napis „WITAMY BRACI POLAKÓW”, potem „obozy” dla uchodźców,
de facto w znacznej mierze prywatne kwatery dla rodzin i pojedynczych osób,
gdzie dzieci miały możność kształcenia się na wysokim poziomie w osławionej
szkole polskiej w Balaton Boglar. To stąd wyruszali przedstawiciele polskiej
rozbitej armii na zachód, by zaciągać
się pod skrzydła sojuszników. Wszystko
to pławiło się w serdecznej rodzinnej atmosferze, a nie można przecież
zapomnieć że oficjalnie Węgry tworzyły z hitlerowskimi Niemcami koalicję i z
czasem gdy kurs wobec ludności węgierskiej został zaostrzony, płacili niemałą cenę za swój stosunek do
Polaków, łącznie z ofiarą życia, czego nam NIGDY ZAPOMNIEĆ NIE WOLNO!
Dość długa dygresja ma nakreślić tło dla postaci Istwana Eleka, Człowieka, który stał się Polakiem z wyboru i pozostał w Polsce do
dziś, a w sierpniu 2017 ukończył 100 lat!
Potrzebowałam wsparcia rodowitych Węgrów by dać mej książce
szansę na wiarygodność.
Zwróciłam się do byłego ambasadora węgierskiego w Polsce-
Akosa Engelmayera z prośbą o pomoc. To
jemu zawdzięczam doskonałą geograficzno-historyczno-etnograficzną korektę
książki, ale i skierowanie do Istvana Eleka zamieszkującego od 1945 roku w
Gdańsku i tak właśnie zaczęły się niezwykle przyjazne kontakty z tym wielkim Człowiekiem, wielkim węgierskim
patriotą, który swej drugiej ojczyźnie -
Polsce i Polakom poświęcił młodość, ryzykując życie i pozostał wierny do końca,
żeniąc się w dodatku z Polką.
Istvan Elek związany ze szkołą w Balaton Boglar jako prowadzący zajęcia sportowe, zaprzyjaźnił się z Polakami zamieszkującymi w
osadzie, jak mi mówi, ze wzruszeniem słuchał polskich kolęd i pieśni „Boże coś
Polskę...” śpiewanej przez wygnańców w polskim kościółku.
Kiedy został wcielony do do armii, czyli do Huzarów
Węgierskich, jak wspominałam, stał się
chcąc nie chcąc żołnierzem koalicji
idącej ręka w rekę z Hitlerowskimi Niemcami i znalazł się na obrzeżach
płonącej w czasie powstania Warszawy. Broniąc się przed udziałem w jego
pacyfikacji, uciekł wraz z kilkoma kolegami – oficerami, dotarłszy do
kontaktów z AK, ruszył na pomoc mordowanej ludności cywilnej Warszawy
Udało się uratować ok. 1500 osób! Jako uciekinier nie
ewakuował się z własną armią i został w Polsce. Schwytany w 1945 roku przez sowietów, w trakcie wywózki w głąb
Rosji uciekł z transportu w pobliżu Królewca i rybacką łodzią przedostał się
przez Bałtyk do Gdańska. Ożenił się i został głównym specjalistą do spraw
zieleni w tym mieście. Kiedy go poznaliśmy, najpierw korespondencyjnie i telefonicznie opowiedział mi wiele ciekawych historii. Był tłumaczem z
węgierskiego na polski i odwrotnie. Napisał nie tylko recenzję o książce, ale
też ostatni do niej rozdział, który moją książkę nobilituje i opowiada dzieje
jego samego, ale i historie Huzarów na
polskich kresach i ich przyjaznych
kontaktach z miejscową ludnością. Jak mi się zwierzył był to jedyny
przypadek całościowego opublikowania jego wspomnień do 2013 roku Jak to wygląda dziś, nie wiem. Przyjazne kontakty zacieśniły się jeszcze
mocniej, gdy spotykaliśmy się w Gdańsku po kilku latach. Nie udało się
nam spotkać z nim po raz wtóry w
2017 roku w czasie pobytu w Gdańsku
gdzie zaplanowaliśmy 2 tygodniowy pobyt, by dać sobie kolejną szansę na
spotkanie. Ogromnie żałuję, że ów kontakt nie doszedł do skutku z powodu chwilowej, jak się dziś wydaje,
niedyspozycji zdrowotnej Istvana. Także kolejny kontakt, już
telefoniczny nie doszedł do skutku. Żałuję tego tym
bardziej, że Istvan uważał nas za swych przyjaciół.
Jestem przekonana,
że dlatego przyszedł mi do głowy pomysł
napisania „Tajemnicy węgierskiego manuskryptu,” bym miała szansę poznania tego wielkiego Człowieka,
którego przyjaźń napawa nas dumą.
Istvanie! Życzymy Ci wielu lat w doskonałym
zdrowiu! Cieszymy się bardzo z licznych polskich odznaczeń, które tak bardzo Ci
się należą. Nasza radość z przywróconego Ci tak późno obywatelstwa
węgierskiego, które jest wreszcie obywatelstwem honorowym, nie ma granic!
Nowy Sącz jest zbyt oddalony od Gdańska, więc nie spodziewamy
się kolejnego wyjazdu, bo my oboje już nie młodzi, ale... nigdy nie należy
mówić ”nigdy”.
14.01. 2018. Nowy
Sącz
Magdalena Ponurkiewicz
PS: Oto okazuje się,
że warto mieć iskierkę nadziei. Na mój
list odpowiedziała Pani dyrektor Ośrodka. Zapowiedziała kontakt telefoniczny z
Istvanem na sobotę 20 stycznia. Czekamy
z niecierpliwością i nadzieją. Sadzę, że to nie jest koniec mojej opowieści
MP
poniedziałek, 15 stycznia 2018
Artykuł nr 7 - „Dobra Zmiana?" w „Dobrej Zmianie”
Pani Premier Beata Szydło zaskarbiła sobie na trwałe ciepłe
miejsce w sercach Polaków chcących władzy wychodzącej naprzeciw oczekiwaniom i
potrzebom społecznym. Radykalne reformy zmie-niąjące trend „zwijania państwa” ruszyły, a odczucie społeczne odnośnie traktowania
części społeczeństwa, która była starannie pomijana w dotychczasowej polityce,
dały Beacie Szydło i jej rządowi kredyt zaufania i sympatię związaną z wielkimi
nadziejami, nadziejami których ani ona ani rząd wspierany przez parlamentarną
większość nie zawiedli, a wręcz przeciwnie, spełniono znakomitą większość
deklaracji wyborczych a reszta jest (co daj Boże) w toku.
Mija właśnie półmetek rządów PIS i oto niespodziewanie dla wielu wyborców następuje zamiana
miejsc i pojawia się na czele Mateusz Morawiecki. To dzięki jego wiedzy i
talentom organizacyjnym Rząd mógł
odnieść fenomenalny sukces, który stał się gwarancją fundamentalnych programów
związanych z zasypywaniem rażącej społecznej biedy i finansowaniem kilku innych
ważnych programów, które dają nadzieję nie tylko na znaczący przyrost
naturalny, ale także powrót tysięcy Polaków z emigracji jako że skutki rządów
PO- PSL zmusiły ich do ucieczki z Polski, a także odbudowę zrujnowanej
gospodarki. Nowa ustawa daje szanse powrotu do Ojczyzny potomkom zesłańców i jeśli to wreszcie się
uda po dziesięcioleciach ignorowania ich tragicznego losu, będzie choćby częściowym
zadośćuczynieniem dla tak ważnej części
polskiej społeczności.To ogromny wysiłek by podźwignąć z upadku nasze Państwo i
pozostaje nam przekonanie o powodzeniu owych usiłowań.
Kim jest nowy Premier?
Przede wszystkim to syn legendarnego przywódcy„Solidarności walczącej” - Kornela, dzisiaj
Marszałka Seniora, od wczesnej młodości związany z opozycją. Działalność ojca
obróciła się w tamtym czasie nie tylko przeciw jemu samemu, ale także przeciw Mateuszowi.
Już wtedy ujawniła się u młodego Morawieckiego niezłomność
charakteru i przekonań. Te cechy owocują na przestrzeni lat. Konsekwencja w realizacji
postanowień w czasie gdy był wicepremierem dała już kolosalny sukces
rządu, co musiało wzbudzić podziw wśród zwolenników w Polsce i za granicą a
zawiść, bezradność i złość u przeciwników.
Budzi ogromne nadzieje fakt kompilacji humanizmu z
technokracją. Choćby znakomita znajomość historii, bez czego obrona
polskich interesów byłaby skazana na
klęskę, doskonałe obycie i swoboda poruszania się na politycznych i biznesowych
salonach świata, z perfekcyjną znajomością trzech języków na czele.
Kiedy wysłuchałam jego pierwszych wystąpień tak w UE jak i na
polskim gruncie (te ostatnie dotyczyły jego oceny komunizmu i III RP) pomyślałam, że można mieć sporą nadzieję, że ten człowiek porwie za sobą
niebawem nie tylko aktualny elektorat PIS, ale znacznie go poszerzy o
niezdecydowanych z wielkich aglomeracji, ludzi biznesu, czy też zamotanych
między TVN 24 i „Gazetę Wyborczą”,
którzy dali się uwieść kłamstwom tychże, a którzy przecież dobrze życzą Polsce
i przekonawszy się niebawem do „dobrej zmiany”, przejrzą na oczy a ponadto, co
niesłychanie ważne, doprowadzi do rozliczenia winnych zbrodni, udziału w mafijnym
procederze i wszelkich zaniechań mających na celu rozmontowanie naszego państwa
na rzecz obcych mocarstw, czyli mówiąc wprost – zdrajców ojczyzny, którzy chcą
m. in doprowadzić do uruchomienia absurdalnego,
unijnego paragrafu nr 7 wobec Polski.
W poglądach premiera
można się dopatrzeć idei najlepszych przywódców II Rzeczpospolitej, bo znowu
możemy tu liczyć na kontynuację w myśleniu o Polsce , rządzeniu, jako służbie
narodowi.
Trzeba mieć nadzieję,
że spokojna, rzeczowa argumentacja Morawieckiego zrobi wrażenie, które
zaowocuje zmianami na lepsze w naszych stosunkach z UE' a konsekwentne dążenie
do odzyskania od Niemiec należnych nam reparacji skończy się także w
przyszłości pełnym sukcesem. Zanosi się na większą skłonność do cierpliwego,
mimo wszystko, kontynuowania dialogu z Unią tak jak to robi Orban, by jej
przywódcy wreszcie zrozumieli, że
protestujący KOD i Obywatele RP to nie są reprezentanci narodu a kłamliwy przekaz ma jedynie służyć
interesom byłych elit i zniszczyć wysiłek nowych.
Kończy się bitwa o sądy. Prezydent podpisał wreszcie zmodyfikowaną przez siebie
ustawę mimo wrzasków, awantur i
manifestacji dogorywającej opozycji totalnej idącej ręka w rękę z opozycyjnymi
mediami i znanymi nam nadaktywnymi
przedstawicielami lewackiej części UE. Będzie można otworzyć nowy rozdział.
Trzeba dać stanowczy odpór przemocy werbalnej, a i fizycznej stosowanej przez
zwolenników poprzedniej władzy i
porządków wtedy panujących. Dzisiaj totalni nie mają nic do zaproponowania poza
nienawiścią, a zasłużyli sobie w 100 procentach na miejsce, w którym się
znaleźli, będąc pozbawionymi moralnych zasad.
Przeszliśmy przyspieszony kurs demokracji, teraz musimy równie szybko nauczyć się jej
bronić.
Żeby to zrobić, trzeba zdać sobie sprawę z tego, dlaczego
poza prawdziwie patriotyczną częścią społeczeństwa mamy to co mamy, bo
historycznie rzecz biorąc system stalinowski rozniósł na strzępy opozycję,
wymordowano nam dawne elity.
Zniszczono najlepszych synów Polski uniemożliwiając też na całe lata kształcenie ich dzieci i wnuków. Trzon
rządzących i polityków edukowano jak należy w ZSRR tłocząc do głowy umiejętność zdrady własnego
państwa, a ich dzieci kształciły się na najlepszych uczelniach zachodniego
świata (co uniemożliwiono dzieciom opozycji). Nic nie zmieniało ich postaw
względem polskiego społeczeństwa i własnego państwa zawłaszczonego na
dziesięciolecia przez system. I tak rozrastała się czerwona pajęczyna.
Dziś to młode pokolenie do niej należące wspierane racjami ojców walczy o przywrócenie tego co było z całym
dobrodziejstwem inwentarza. Morawiecki
ma nadzieję uciszyć brutalizację
kontaktów między rządem i jego zwolennikami stanowiącymi znaczącą większość i
totalną opozycją. Czy mu się to
uda? Życzymy mu tego z całego serca,
wspierając rząd i premiera modlitwą.
Jeśli o modlitwie mowa
to właśnie byliśmy świadkami wspaniałej
uroczystości w Kościele Św. Brygidy w
Gdańsku gdzie 16.12.2017 odsłonięto i
poświęcono „Bursztynowy ołtarz Ojczyzny” największe w świecie arcydzieło sztuki
sakralnej powstałe z cennego kruszcu, tworzone przez 17 lat przez
najwybitniejszych artystów i rzesze darczyńców. Jest on wotum za odzyskanie
przez Polskę NIEPODLEGŁOŚCI i za pontyfikat ŚWIĘTEGO JANA PAWŁA II.
Dziś możemy mówić: „Ojczyznę wolną pobłogosław Panie”,
dzięki daninie krwi całych pokoleń. Była to także okazja do modlitwy za ofiary
masakry na wybrzeżu, górników i zbrodni stanu wojennego generalnie. Ich krew
nie może zostać zapomniana, bo był to milowy krok do odzyskania prawdziwej
wolności. Wielu sprawcom udało się ujść
sprawiedliwości. To ostatnia chwila by rozliczyć się z tragediami tak, jak ofiary na to zasługują . W tym też
duchu mówili o tym zarówno Prezydent Duda jak i Premier Morawiecki i niech tak się stanie. Takie są
marzenia większości, ale pewne wątpliwości
jednak są, bo „zawsze jest łyżka dziegciu w beczce miodu” głównie
dlatego, że brak nam publicznej dyskusji dotyczącej pewnych elementów działań
rządu dla wyborców zupełnie niezrozumiałych. Nikt z dziennikarzy od prawa do
lewa nie pyta o politykę wschodnią, na czoło której wybija się nadmierna
pobłażliwość Polski wobec Ukrainy z jej gwałtowną tendencją do gloryfikacji UPA. Ten rodzaj traktowania stosunków polsko - ukraińskich
wydaje się mieć sporo popleczników wśród polityków i rządzących. Pytanie jest
takie: czy warto na dłuższa metę zapraszać do Polski miliony Ukraińców i tu ich
osiedlać na stałe, zamiast zapewnić maksymalnie korzystne warunki dla chcącej
powrócić do ojczyzny Polonii z wschodu i zachodu? Może inaczej: czy robimy wszystko co można, by chcieli i mogli wrócić.?. Takie
warunki w przyszłości zostaną zapewne stworzone a rozwiązanie braków kadrowych ujawniły się
i to teraz, we wszystkich niemal dziedzinach . Nie jest łatwo o
idealne rozwiązanie tej kwestii.
W ostatnich dniach pojawiła się także niepokojąca wypowiedź
Morawieckiego - seniora, z której wynika że nie widzi nic zdrożnego w
zaproszeniu 7 tysięcy imigrantów czy uchodźców do Polski, czyli sugeruje kontynuację poglądu PO i podjętych bezprawnie decyzji poprzedniej ekipy która wprowadziła
dodatkowo zamęt w stosunkach Polski z Grupą Wyszehradzką. Propozycja marszałka seniora to głos
przedstawiciela tzw. opozycji umiarkowanej, od której jego koledzy z grupy
odcinają się stanowczo, ale równocześnie głos ojca aktualnego premiera!
Naciskani przedstawiciele rządu
potwierdzają dotychczasową linię postępowania w tej sprawie ale zdaniem opinii publicznej głos powinien
zabrać sam premier (WIADOMOŚĆ Z OSTATNIEJ CHWILI! PREMIER POTWIERDZA
KONSEKWENCJE POLITYKI RZĄDU W TEJ SPRAWIE), bo wypowiedź Kornela wywołała
burzę u nas i w unijnych strukturach i
będzie miała swoje konsekwencje w zwiększonym nacisku na nasz rząd w kwestii
ew. zmiany decyzji w sprawie uchodźców tak ze strony UE jak i totalnej
opozycji.
Przez dwa lata rząd Beaty Szydło walczył konsekwentnie i odważnie o zrozumienie dla
polskich racji przeciwstawiania się
kwotowemu rozmieszczaniu imigrantów, przedstawiając ogromny wkład
Polski w pomoc Syryjczykom w ich własnym kraju, tym najbardziej
potrzebującym przedstawicielom narodu, którzy zostali tam, na miejscu walcząc
o swoje państwo i mając szczególnie na względzie chrześcijan masakrowanych i
mordowanych przez Muzułmanów. Jesteśmy w czołówce krajów niosących taką
właśnie, najskuteczniejszą pomoc ,czego UE wydaje się kompletnie nie zauważać
mimo, iż polskie społeczeństwo w znacznej większości ok. 70 % wypowiedziało się
w tej sprawie popierając rząd Beaty Szydło i popiera nowego premiera licząc na
kontynuację linii dotychczasowej polityki imigracyjnej poszerzonej o powołanie
Departamentu ds. pomocy Humanitarnej. Premier Mateusz Morawiecki ma w rękach ogromne atuty by sprostać wielu
bardzo trudnym stojącym przed rządem
problemom i tę wielką polską batalię wygrać, wyjaśniając skutecznie, że Polska jest suwerennym
państwem, które doskonale zdaje sobie sprawę z mającej miejsce inwazji na Europę.
Jak sprawy się potoczą? Jak temu będzie służyć rekonstrukcja rządu? (te i cały wachlarz innych, równie ważnych). Mamy nadzieje i wiarę, że po zmianie premiera rząd i czas pracują na naszą korzyść. Tytuł
mojego artykułu ze znakiem zapytania po pierwszym jego członie oddaje
nie tylko nadzieje, ale i niepokoje, które są wyrazem troski o nasze
państwo. Życzmy sobie wszyscy Szczęśliwego Nowego Roku, polecając Bożej opiece
naszą Ojczyznę i każdego z nas w Polsce i na świecie.
Magdalena Ponurkiewicz
28.12. 2017
niedziela, 14 stycznia 2018
Artykuł nr 6 - Powody do radości i dumy
Nie ośmielę się recenzować wydarzeń politycznych i
społecznych jakie miały miejsce w Polsce w 2017 roku, ale ponieważ zbliżają się
Święta Bożego Narodzenia i zakończenie roku postaram się wypunktować chociaż te
z ostatniego kwartału, które wydają się najważniejsze.
Nie sposób więc
nie wymienić ogólnopolskiej akcji katolickiej, idei która zrodziła się z
intencji wiernych i została poparta przez Episkopat - ”Różaniec do granic”.
Potraktuję komentarz skrótowo, jako że wiele już napisano o niej w „Naszej Wierze”.
Warto zwrócić uwagę na dwie sprawy: Furię tych, którzy stoją w opozycji do wszelkich przejawów
wiary katolickiej co oznacza, że był to niewątpliwy sukces, a po drugie konsekwencją ogólnopolskiej akcji jest podjęcie jej w USA i Irlandii. Tam z
całą pewnością zarzewiem działania w tej sprawie stała się Polonia, która
wspiera starą ojczyznę na każdym kroku, a także modli się z oddali za powodzenie ambitnych zamierzeń rządu i
jego popleczników.
Kto następny pójdzie za przykładem Polski czas pokaże, ale to
co się dzieje aktualnie może być dla nas źródłem dumy i satysfakcji, że oto my
Polacy znów stawiani jesteśmy za wzór.
IV Krakowskie Zaduszki Żołnierzy Wyklętych, które odbyły się w dniu Ich święta oficjalnie
przez Polskę uznanego właśnie w 2017
roku i jest nim dzień 26 listopada. Dożyła tego momentu zaledwie garstka bohaterów niezłomnych, tak jak garstka dotrwała do chwili gdy spotykają ich zaszczyty, odznaczenia i
wyrazy uznania po dziesięcioleciach poniewierki.
Znów Abp. Jędraszewski w swojej homilii wygłoszonej
właśnie w niedzielę 26 listopada 2017, w trakcie trwania mszy wypominkowej
przypomniał, jak wyklął tych bohaterów okrutny komunistyczny system, poniewierając
ich imiona, nazywając zdrajcami, i jako zdrajców i agentów osądzając i mordując tych, którym nie udało się zginąć
w walce, odmawiając im prawa do pochówku, i grobu. Powiedział wtedy "... to już po raz kolejny
swoiste zmartwychwstanie nie Wyklętych
a Niezłomnych...". Przypomniał o modlitwie za Nich, która jest obowiązkiem wiernych. Cytował poruszające treści listów
skazanych do rodzin, które to listy są dziś swoistym przesłaniem dla
współcześnie żyjących ,i mówił także o konieczności odbudowy narodowej pamięci. Po mszy zaprezentowano premierę filmu „Gurgacz” o kapelanie
wyklętych PPAN oddziału „Żandarmeria”- wielkiego bohatera Sądecczyzny.
Tymczasem na osławionej „Łączce” zakończono tej jesieni
ekshumacje leżących tam w dołach śmierci, bezimiennych do tej pory,
największych bohaterów. Nie udało się bowiem zabić Ojczyzny, pamięci i
przekreślić życia narodu. Teraz jest czas przywracania Ich do panteonu bohaterów
narodowych by dać szanse młodym na
kolejne wzorce postaw patriotycznych i miłości Ojczyzny, bo dziś żyjący
są spadkobiercami Wyklętych i tego spadku nie wolno zmarnować.
A czego nam jeszcze trzeba? Możliwości poszukiwania kolejnych miejsc kaźni w Polsce, 10 tysięcy
mogił bezimiennych, pomordowanych na Kresach. Czy to się uda? Trzeba mieć nadzieję.
Przejdę teraz do 99 rocznicy niepodległości Polski którą
szeroko i wnikliwie skomentował
autor artykułu o tym samym tytule zawartym w listopadowym numerze „Naszej
Wiary”. Niech moje uwagi staną się do niego przyczynkiem, bo nigdy dość informacji o wielkiej historii.
150 -ta rocznica urodzin wielkiego patrioty, przywódcy,
genialnego stratega, bez którego nie byłoby wolnej Polski, któremu stawia się zarzut bezwzględności w walce z
opozycją, a ci którzy go znali bliżej, świadczą o jego serdecznym i ciepłym
stosunku do otoczenia.
Człowiekiem tym jest
Marszałek Józef Piłsudski, którego pogrzeb stał się dniem wielkiej żałoby
narodowej i wielką manifestacją patriotyzmu i miłości do Ojczyzny, bo on sam
wyznawał zasadę: "Nic dla siebie
tylko dla Ojczyzny”.
Józef Piłsudski wraz z żołnierzami Szarej Piechoty obronił
Polskę i Europę przed bolszewicką nawałą w 1920 roku i dlatego 150-ta rocznica
jego urodzin inauguruje niejako 100 –
lecie odzyskania przez Polskę Niepodległości, którą będziemy obchodzić w 2018
roku.
Dlaczego to co myślał i co robił jest dla nas dzisiaj tak
ważne?
Bo on widział zagrożenie ze strony Niemiec i Rosji i zwykł mawiać ”... Polska na dwóch
stołkach siedzi...”, a więc między dwoma sąsiadami, którzy nigdy nie
słynęli z życzliwości dla naszego kraju, a wręcz przeciwnie. Dziś sytuacja nie
zmieniła się ani o jotę.
Piłsudski walczył o silne państwo i nasz aktualny rząd wreszcie podnosi Polskę
z kolan, eliminując krok po kroku nawyki wasala. Mówił: "...historię swoją piszcie
sami, bo inaczej napiszą ją za was inni..." i pisał także, by w
czasie kryzysu strzec się agentów. Czy mamy w Polsce kryzys? W każdym
razie usiłuje go nieustannie wywołać totalna opozycja kojarzona chyba słusznie z obcą agenturą.
Trzeba nam myśleć niezwykle serio, co zrobimy z naszą
niepodległością o którą na przestrzeni wieków walczyły i oddawały życie
pokolenia Polaków, nie zapominając o
wielu wybitnych przywódcach, którym dobro Polski leżało na sercu, wymienionych w artykule „99lat niepodległości”.
Nawiązując do orędzia Prezydenta A. Dudy nawołującego do
zgody narodowej musimy sobie uświadomić, że jego słowa nie staną się zbiorem
pobożnych życzeń tylko wtedy, gdy będziemy o to walczyć z całych sił wspierając usiłowania modlitwą
bo trzeba modlić się o opamiętanie tych,
którym patriotyzm i demokracja pomyliły się z władzą za wszelką cenę, depczącą
i niszczącą prawa obywatelskie.
11 listopada br. miał miejsce kolejny już Marsz
Niepodległości, najwspanialszy z dotychczasowych i najlepiej zorganizowany.
Kiedy patrzyliśmy na tę manifestację 60-ciu tysięcy patriotów, którzy z
rodzinami zjechali z całego kraju, na flagi biało-czerwone widoczne jak okiem
sięgnąć i hasło „My chcemy Boga” - serce rosło. To budzi nadzieję
bo gigantyczne przedsięwzięcie organizacyjne i społeczno-polityczne odniosło wielki sukces, a
eksponowanie ułamka procenta haseł ksenofobicznych, które pojawiły się w
trakcie marszu nie wiadomo skąd i wierzę
głęboko, że były skutkiem obrzydliwej prowokacji jest działaniem przeciwko Polsce tu i za granicą, ale do tego jesteśmy
przyzwyczajeni. Im bezczelniejsze prowokacje tym większy opór. I rozlewające
się coraz większe poparcie dla rządu. Zaangażowanie młodych ludzi tu i w realizacji innych patriotycznych
zamierzeń dowodzi, że obudziły się nowe
pokolenia i nie pomogło zakłamywanie historii i ograniczanie ilości jej godzin
lekcyjnych. Nabiera rumieńców pomoc młodzieży w akcjach pomocowych tu i na
Kresach, wspaniały ruch „Mogiłę
pradziada ocal od zapomnienia” zatacza coraz szersze kręgi, w udział w
pracach ekshumacyjnych na „Łączce i innych miejscach kaźni włączają się kolejni uczestnicy. Czego to dowodzi?
To duma narodowa obudziła się z ogromna siłą tu i wśród
Polonii. Bo nigdy tak naprawdę nie udało się zdeptać miłości do ojczystego
kraju, szacunku i czci dla tych, którzy tej sprawie oddali życie „ bo nie ma większej miłości ...”
Magdalena Ponurkiewicz
sobota, 13 stycznia 2018
Artykuł nr 5 - Bohater tragiczny- generał Stanisław Sosabowski
W styczniu 2017 r. w Londynie zmarł w wieku 101 lat generał
Alfons Maćkowiak, znany w Wlk. Brytanii
jako Alan Mack. Wielki dowódca, o znakomitej bohaterskiej przeszłości,
cichociemny, pochowany z honorami na Warszawskich Powązkach w sobotę 23.09 2017 r.
Uroczystościom towarzyszyło m.in. złożenie kwiatów pod
pomnikiem innego wielkiego człowieka Generała Stanisława Sosabowskiego,
urodzonego w 1890 roku w Stanisławowie, mentora, nauczyciela i uwielbianego
dowódcy Alfonsa Maćkowiaka i żołnierzy I Brygady Spadochronowej będącej
jednostką powietrznodesantową Polskich Sił Zbrojnych na zachodzie, sformowaną w Wlk. Brytanii. Jest
więc wspaniała okazja, by napisać kilka słów
na temat owej tragicznej postaci.
W założeniu brygada miała wziąć udział w walkach w Polsce.
Jej hasło brzmiało „Najkrótszą drogą”-
czyli „pierwsi do Polski”, takie były plany i marzenia żołnierzy. Ale chociaż gen. Sosabowski celowo nie przyjął od
Anglików nominacji na generała dywizji, by zostać ostatecznie w 1944 roku generałem brygady po to, by zapewnić
dowodzonej jednostce przeznaczenie do walk w Polsce, a nie na zachodzie, nic
nie poszło po jego myśli. Generał czuł
się szczególnie zobligowany do pomocy Powstaniu Warszawskiemu bo to Warszawiacy
ufundowali brygadzie sztandar i w tragicznej chwili mieli głęboką wiarę w wsparcie. Dowództwo angielskie zawiodło ku
rozpaczy Polaków. Jednostka wbrew
wcześniejszym deklaracjom została zrzucona w Holandii by przyjść z odsieczą
Arnhem i broniącym mostu nad Renem, gdzie 600 żołnierzy odpierało zmasowane
ataki niemieckie przez 70 godzin. Gen. Browing popełnił jednak katastrofalny błąd nie chcąc słuchać rad i próśb
Sosabowskiego. Naraził desant na ogromne straty, spadochroniarzy na utratę
życia, rany spowodowane zmasowanym ostrzałem 2 niemieckich pancernych dywizji. To była masakra, za którą ktoś musiał
odpowiedzieć i nie był to Browing!
Generał Montgomery zrezygnował z
podległości brygady, która tak bohatersko walczyła w Arnhem, oskarżając
Sosabowskiego o indolencję i niechęć do
współpracy, a jego żołnierzy o
tchórzostwo. Tak więc Sosabowski stał się przysłowiowym kozłem ofiarnym. To co
go spotkało to największa krzywda i plama jakie mogą spotkać żołnierza, a
szczególnie człowieka tego formatu. Kiedy gen. Maćkowiak udzielał wywiadu na
ten temat, płakał z rozpaczy.
Sosabowski, który nie przyjął paszportu brytyjskiego do końca, a paszportu polskiego został przez rząd
komunistyczny pozbawiony, pozostał bez środków do życia, jako że nie miał
emerytury. Pracował w Anglii jako zwykły robotnik mając na utrzymaniu syna-
lekarza, który stracił wzrok w Powstaniu Warszawskim i dwoje wnuków. Zmarł w
1967 roku a jeszcze kilka miesięcy wcześniej prosił kilkakrotnie o jakąkolwiek
pracę!
Śmierć pozwoliła mu wrócić dwa lata później do ukochanej
ojczyzny, gdzie otrzymał wreszcie Krzyż Komandorski Orderu Odrodzenia Polski z
Gwiazdą.
Być może wielkie bohaterstwo i straszna krzywda poszłyby w
zapomnienie, gdyby nie to, że Holendrzy pamiętali o swoich wyzwolicielach i
ofierze ich krwi tak, jak pieczołowicie pielęgnują pamięć o generale Maczku i
jego dywizji.
Oto w 1946 Kora Baltusen sanitariuszka Czerwonego Krzyża,
wokół domu której spadali na spadochronach martwi i ranni żołnierze polscy
stała się zapalnikiem, który wzniecił batalię o przywrócenie godności i chwały
polskich skoczków i ich dowódcy. Kora była jedyną w okolicy osobą znającą
angielski, dlatego to ona opiekując się rannymi wysłuchiwała często ich ostatnich zwierzeń, opowieści o
tęsknocie za Polską, planów snutych na
przyszłość których mieli nie dożyć. To ona spotykała się regularnie z Sosabowskim.
Zasłyszane opowieści wstrząsnęły nią tak dalece, że poświęciła życie, by
doprowadzić swój zamiar do końca. Pomagało jej dwóch młodych Holendrów - pasjonatów.
Pierwszy z nich to Erik Van Tibbeurgh, który przez 16 lat gromadził olbrzymie ilości dokumentów
brygady, filmów o niej, broni, umundurowania itd. tworząc wspaniałe,
uporządkowane archiwum w ramach imponującego, prywatnym sumptem
zorganizowanego muzeum. Tu właśnie znalazły się argumenty, które po latach
pozwoliły doprowadzić sprawę do szczęśliwego końca.
Drugim pomocnikiem
Kory był młody dziennikarz holenderskiej TV Geertjan Lassche który przez 13 lat
wspierał mozolną i początkowo beznadziejną walkę o honor wyzwolicieli. Nagrał
film, który wstrząsnął Holandią. Na szczególną uwagę zasługuje fakt, że do tej
akcji włączyli się z zapałem królowa Beatrix i książę Bernard. Oni także
napotykali na niebywały opór w tej sprawie.
Pukająca uparcie do wszystkich drzwi Kora, nie dożyła
szczęśliwego finału swych usiłowań, zmarł także książę Bernard, ale milczenie
wreszcie zostało przerwane!
31.V.2006 roku TV holenderska relacjonowała uroczystość
odznaczenia tych, którym udało się dożyć owej szczęśliwej chwili. Naprawiano
błąd sprzed 60-ciu lat. Zainteresowanie było ogromne.
Order Brązowego Lwa dla generała Sosabowskiego odbierał nie
kryjąc wzruszenia jego wnuk.
Holendrzy przepraszali za niesprawiedliwość i krzywdę, której
sprawcami byli Anglicy. Nad grobem Kory pochyliły się siwe głowy polskich
weteranów, a po ich policzkach płynęły łzy. Łzy wdzięczności i żalu że nie dożyła triumfu prawdy, o którą walczyła do końca swoich dni.
Czy można dodać coś więcej? Tak! O wstydzie, na uroczystości
nie było żadnego przedstawiciela rządu polskiego. To wstyd i hańba dla Polski.
Dziś na szczęście mamy inną rzeczywistość. Pamięć o bohaterze
zatacza coraz szersze kręgi, powstają pomniki. Polacy, mam nadzieję, korzystają
i będą korzystać z dorobku pisarskiego Sosabowskiego.
Spóźniona o
dziesięciolecia chwała i cześć należy
się tak bardzo temu Żołnierzowi Niezłomnemu.
Magdalena
Ponurkiewicz
07.10. 2017 Nowy Sącz
wtorek, 9 stycznia 2018
Artykuł nr 4 - Powstanie warszawskie
Powstanie warszawskie
„ Warszawskie
dzieci idziemy w bój,
za każdy kamień
Twój, Stolico damy krew.....”
Śpiewali Powstańcy od 1.08. 44 aż do upadku bohaterskiego zrywu.
Niektórym spośród najmłodszych - wtedy dwunasto, czternastolatków, udało się dożyć
73 rocznicy i uroczystości z nią
związanych. Dopiero, bo wiemy, że w 2016 roku zaczęto czcić w sposób należny
idee i bohaterów zrywu narodowego przeciw dwóm okupantom. Zrywu który dziś
jedni nazywają beznadziejnym i niepotrzebnym, inni, a jest ich wzrastająca z
każdym rokiem większość, w tej liczbie
wiekowi już powstańcy, mówi o walce o
niepodległość państwa ponad wszystko. Cokolwiek by nie powiedzieć o daninie krwi i straszliwych zniszczeniach, widać, że Powstanie Warszawskie nie zostało przegrane, skoro
właśnie odradza się prawdziwie niepodległa Ojczyzna, a patriotyczne myślenie,
przez lata wyśmiewane, wypełnia serca kolejnych pokoleń. Polacy nigdy nie zapomną naszych politycznych elit i inteligencji
wymordowanych bestialsko po to, by nie
odrodziło się w przyszłości myślenie patriotyczne w kategoriach narodowych.
Ranga Powstania Warszawskiego i wiedza o
nim wzrastają teraz lawinowo nie tylko w Polsce, ale i na świecie dzięki
wspaniałemu multimedialnemu przekazowi Muzeum Powstania Warszawskiego,
które istnieje dzięki niebywałemu
uporowi śp. Prezydenta Lecha Kaczyńskiego. Ogromne znaczenie dla Polski i
Polaków miała treść znakomitego przemówienia Prezydenta Donalda Trumpa pod pomnikiem powstańców.
Dziś polegli i jeszcze żyjący mają swój dzień triumfu, bo
walka rycerzy biało - czerwonej o godność ma odzew wśród znaczącej większości
społeczeństwa. Świadomi tej ofiary, musimy modlić się dzisiaj o jutro naszej
Ojczyzny. Warto zapamiętać słowa ministra Antoniego Macierewicza:
„..Powstańcy awansowali Polskę do rangi
narodu niepodległego ...”
Ogromny tłum młodych skanduje hasło: „Cześć i chwała
bohaterom” i mimo koszmarnego upału czcigodni starcy stoją wytrwale do końca na posterunku, tak jak kiedyś.
Dziś nie chcą uronić ani jednego słowa z
podniosłej uroczystości.
Hasło ”wolność łączy”
powtarzane po wielokroć w trakcie uroczystości powinno wywołać refleksję o
konieczności wspólnego zapewnienia
Polsce niezależności gospodarczej i
politycznej. Widać ogromny postęp. Przywracamy godność naszej wolnej ziemi, bo
to jest obowiązek wobec tych, którzy przez wieki płacili za to najwyższa cenę.
Tej daniny nie wolno zmarnować!
Czy nam się uda? Trzeba walczyć z uporem i determinacją z przeciwnościami i przeciwnikami odrodzenia
tak w Polsce, jak poza jej granicami. Pamiętać trzeba, że z Bożą pomocą warto
pokusić się o wielkie rzeczy! Nadzieja w młodych, którym wpojono wbrew
wszystkiemu wartości fundamentalne. Oni łatwo się nie poddadzą!
Skąd się bierze gwałtowny sprzeciw? O tym wiele by mówić i
może kiedyś będzie po temu okazja. Dzisiaj w dniu tak podniosłym trzeba myśleć
przede wszystkim o zdrowym ziarnie
wyrosłym z krwi, a nie o plewach.
Tym, którzy zawierzywszy złym podszeptom zbłądzili przypominajmy, że Powstanie Warszawskie połączyło nie tylko pokolenia, ale i
wielu przeciwników politycznych.
Tradycją zainicjowaną
przez Muzeum Powstania Warszawskiego stało się śpiewanie tego dnia piosenek
powstania. Ta tradycja już łączy i cementuje. Przychodzą tu nie tylko
Warszawiacy, ale przyjeżdżają ludzie z całej Polski. Przyjeżdżają z dziećmi.
Także te małe, siedzące na barkach
swoich rodziców, uczą się miłości już
dziś. Jest nas każdego roku więcej i więcej, bo pieśni i wiersze powstania tworzą poczucie braterstwa wśród
śpiewających, a owego poczucia braterstwa potrzeba nam jak powietrza!
Warto wspomnieć na
koniec słowa wspaniałej homilii Jego
Ekscelencji Arcybiskupa Marka Jędraszewskiego, która musiała trafić do serc i
umysłów, wygłoszonej na dzień 73
rocznicy powstania. Przytoczył w
niej wstrząsający wiersz młodego
powstańca Józefa Szczepańskiego, który został napisany zaledwie na kilka dni
przed jego bohaterską śmiercią.
Autor pisał go w
chwili tragicznej, kiedy wiadomo było, że Warszawa została zdradzona i
powstanie upadnie. Wiersz nosi tytuł ”Czerwona zaraza”.
Przeczytajcie go proszę
i odmówcie modlitwę za spokój dusz Poległych.
Józef
Szczepański
„ Czerwona
zaraza”
Czekamy
ciebie, czerwona zarazo,
byś wybawiła nas od czarnej śmierci,
byś nam Kraj przedtem rozdarłszy na ćwierci,
była zbawieniem witanym z odrazą.
Czekamy ciebie, ty potęgo tłumu
zbydlęciałego pod twych rządów knutem
czekamy ciebie, byś nas zgniotła butem
swego zalewu i haseł poszumu.
Czekamy ciebie, ty odwieczny wrogu,
morderco krwawy tłumu naszych braci,
czekamy ciebie, nie żeby zapłacić,
lecz chlebem witać na rodzinnym progu.
Żebyś ty wiedział nienawistny zbawco,
jakiej ci śmierci życzymy w podzięce
i jak bezsilnie zaciskamy ręce
pomocy prosząc, podstępny oprawco.
Żebyś ty wiedział dziadów naszych kacie,
sybirskich więzień ponura legendo,
jak twoją dobroć wszyscy kląć tu będą,
wszyscy Słowianie, wszyscy twoi bracia.
Żebyś ty wiedział, jak to strasznie boli
nas, dzieci Wielkiej, Niepodległej, Świętej
skuwać w kajdany łaski twej przeklętej,
cuchnącej jarzmem wiekowej niewoli.
Legła twa armia zwycięska, czerwona
u stóp łun jasnych płonącej Warszawy
i scierwią duszę syci bólem krwawym
garstki szaleńców, co na gruzach kona.
Miesiąc już mija od Powstania chwili,
łudzisz nas dział swoich łomotem,
wiedząc, jak znowu będzie strasznie potem
powiedzieć sobie, że z nas znów zakpili.
Czekamy ciebie, nie dla nas, żołnierzy,
dla naszych rannych - mamy ich tysiące,
i dzieci są tu i matki karmiące,
i po piwnicach zaraza się szerzy.
Czekamy ciebie - ty zwlekasz i zwlekasz,
ty się nas boisz, i my wiemy o tym.
Chcesz, byśmy legli tu wszyscy pokotem,
naszej zagłady pod Warszawą czekasz.
Nic nam nie robisz - masz prawo wybierać,
możesz nam pomóc, możesz nas wybawić
lub czekać dalej i śmierci zostawić...
śmierć nie jest straszna, umiemy umierać.
Ale wiedz o tym, że z naszej mogiły
Nowa się Polska - zwycięska narodzi.
I po tej ziemi ty nie będziesz chodzić
czerwony władco rozbestwionej siły.
byś wybawiła nas od czarnej śmierci,
byś nam Kraj przedtem rozdarłszy na ćwierci,
była zbawieniem witanym z odrazą.
Czekamy ciebie, ty potęgo tłumu
zbydlęciałego pod twych rządów knutem
czekamy ciebie, byś nas zgniotła butem
swego zalewu i haseł poszumu.
Czekamy ciebie, ty odwieczny wrogu,
morderco krwawy tłumu naszych braci,
czekamy ciebie, nie żeby zapłacić,
lecz chlebem witać na rodzinnym progu.
Żebyś ty wiedział nienawistny zbawco,
jakiej ci śmierci życzymy w podzięce
i jak bezsilnie zaciskamy ręce
pomocy prosząc, podstępny oprawco.
Żebyś ty wiedział dziadów naszych kacie,
sybirskich więzień ponura legendo,
jak twoją dobroć wszyscy kląć tu będą,
wszyscy Słowianie, wszyscy twoi bracia.
Żebyś ty wiedział, jak to strasznie boli
nas, dzieci Wielkiej, Niepodległej, Świętej
skuwać w kajdany łaski twej przeklętej,
cuchnącej jarzmem wiekowej niewoli.
Legła twa armia zwycięska, czerwona
u stóp łun jasnych płonącej Warszawy
i scierwią duszę syci bólem krwawym
garstki szaleńców, co na gruzach kona.
Miesiąc już mija od Powstania chwili,
łudzisz nas dział swoich łomotem,
wiedząc, jak znowu będzie strasznie potem
powiedzieć sobie, że z nas znów zakpili.
Czekamy ciebie, nie dla nas, żołnierzy,
dla naszych rannych - mamy ich tysiące,
i dzieci są tu i matki karmiące,
i po piwnicach zaraza się szerzy.
Czekamy ciebie - ty zwlekasz i zwlekasz,
ty się nas boisz, i my wiemy o tym.
Chcesz, byśmy legli tu wszyscy pokotem,
naszej zagłady pod Warszawą czekasz.
Nic nam nie robisz - masz prawo wybierać,
możesz nam pomóc, możesz nas wybawić
lub czekać dalej i śmierci zostawić...
śmierć nie jest straszna, umiemy umierać.
Ale wiedz o tym, że z naszej mogiły
Nowa się Polska - zwycięska narodzi.
I po tej ziemi ty nie będziesz chodzić
czerwony władco rozbestwionej siły.
Wizyta
Dzisiaj prezentuje kolejny artykuł:
Wizyta
Poprzedzała ją niezwykle burzliwa kampania wyborcza w USA i
oczywiście najgorsze prognozy naszej totalnej opozycji, bo oto okazało się że
„ciemny lud” obudził się nie tylko w Polsce domagając się uporczywie zmian w
polityce społecznej, likwidacji mafijnych układów, narodowego i patriotycznego
myślenia o własnej ojczyźnie, szacunku dla tradycji historii i co oczywiste –
religii.
Wybór Donalda Trumpa, po myśli wyborców stojących po prawej stronie sceny politycznej z oczekiwaniami o których wspomniałam na
wstępie i za sprawą ogromnej rzeszy Polonusów za „wielką wodą”, wywołały szok
wśród starych elit i ich zwolenników.
Jak się niebawem okazało nowy Prezydent nie zapomniał o wsparciu
Polonii, dzięki której wybory wygrał. Jego podróż do Europy ROZPOCZĘŁA WIZYTA W
POLSCE! Musiało to wywołać irytację i
niesmak wśród elit politycznych w Europie zachodniej i w Rosji. I wywołało!
Myślę, że o to Trumpowi szło! Nietuzinkowy bezkompromisowy,
bardziej biznesmen niż polityk, wolny jest od
pokrętnego przedstawiania wszelkich problemów „wali na odlew” wg zasady „co w myśli to na języku”.
Jego wspaniałe, płomienne przemówienie pod pomnikiem Powstania Warszawskiego (już
wybór miejsca miał znaczenie kolosalne) odbiło się głębokim echem w sercach
polskich patriotów. Nie licząc niebywale pozytywnej, a przecież zgodnej z
prawdą, opinii na temat współpracy Polski z NATO i wspólnych perspektyw na polu politycznym, gospodarczym (choćby
wsparcie dla idei Trójmorza)
i militarnym, nadziei na wyrwanie się spod rosyjskiego buta w sprawach
energetyki. Ten Mąż Stanu mówił o Polsce i jej sukcesach i klęskach z których
się podnosiła, ale jak mówił!
Nie pominął żadnej z istotnych dla Polaków spraw. Zrobił
Polsce znakomitą opinię, na którą Polska ZASŁUGUJE w świecie bo każdy wie, że urabianie fatalnej famy o
Polsce jest charakterystyczne dla tych
rządów, którym rosnące znaczenie naszej Ojczyzny, jest zdecydowanie nie w smak,
a tęsknota za czołobitnością do czasu który minął, wybija się na pierwszy plan.
Nasza V kolumna brylując na salonach europejskich tam, gdzie pogardliwe
traktowanie naszego państwa, Polaków i prawicowego rządu jest czymś wiadomym i
naturalnym, nie poprawia naszej trudnej sytuacji. Mimo najlepszej woli nie udałoby się Polsce
przedstawić nas samych w tak pozytywnym świetle. Prezydent USA mówił bez
kartki! Rozwinął wątek wspaniałej historii Polski na przestrzeni wieków, mówił
o wielkim bohaterstwie narodu, woli przetrwania i wierze w przyszłą
niepodległość. Słowa pełne pozytywnych emocji słyszalne były na całym świecie. Czułam wyraźnie polski temperament w tym człowieku, bo skłonność dla Europy wschodniej i
południowej jest widoczna. Świadczy o
niej pochodzenie jego dwóch kolejnych żon. Czyżby miała być prawdą informacja
błąkająca się na marginesie, że jego babka była Polką?
Deklaracje są faktem. Czy uda się ich realizacja? Czas
pokaże.
Powitanie w Polsce, ogromna eksplozja sympatii i wdzięczności
wywołało niewątpliwie bardzo dobre wrażenie. Tę wizytę Donald Trump zapamięta, szczególnie po zderzeniu z atmosferą kolejnej
- w Niemczech.
Odleciał, a w mediach pojawiły się przestrogi tzw.
„życzliwych”, że oto Ameryka nas zawiodła w czasie II wojny światowej wpychając
nas w łapy ZSRR na dziesięciolecia. To prawda że Roosevelt przypieczętował
polską tragedię wraz z pozostałymi aliantami, ale po pierwsze nie zapominajmy o
tym, kto wywołał II wojnę światową i kto Polskę wziął w „dwa ognie” i
przypomnieć warto jak amerykańskie załogi ”Liberatorów” bohatersko walczyły
wspomagając Powstanie Warszawskie. Nadlatywały z Włoch i wracały bez międzylądowania, na które nie
zgodził się Stalin i częstokroć z tego właśnie powodu ginęły. Chociaż skuteczność tej pomocy
ze względu na katastrofalne warunki była mniejsza niż się spodziewano - cześć
Ich pamięci!
Czego Polska powinna życzyć Donaldowi Trumpowi? Powodzenia,
odwagi, wielu lat aktywnego życia i wspomagać Go Modlitwą nie zapominając o
modlitwie o opamiętanie w naszej
Ojczyźnie
Nowy Sącz 20.07 2017 Magdalena Ponurkiewicz
Subskrybuj:
Posty (Atom)


