sobota, 27 stycznia 2018

Dwugłos czy rozdwojenie jaźni?

Dwugłos czy rozdwojenie jaźni?

Nęka mnie pewien niepokój, który ma swoje korzenie nie w czym innym, jak w trosce o bliższe i dalsze losy „Dobrej Zmiany.” Jest po temu kilka powodów. Trwa drugie rozdanie, dyskursu wg. zmienionych reguł kontaktu z UE z racji groźby zastosowania mitycznego paragrafu nr 7. Pytanie jest takie, jakich ustępstw w ostatecznym rozrachunku będzie oczekiwać unia, by zapanował jaki taki konsensus odnośnie problemu praworządności i imigrantów. Wolałabym żeby wypowiedź marszałka Morawieckiego nie okazała się prorocza, bo mimo zaprzeczeń rządu i prezesa Kaczyńskiego wyczuwa się pewną skłonność premiera do ustępstw w sytuacji, kiedy nasze nieprzejednane stanowisko w okresie dwu lat zyskało sympatię części państw - członków Unii. Być może innego wyjścia nie ma? Jeśli nie od strony unii to od strony ONZ naciski będą, bo wygaśnięcie programów przymusowej relokacji zaniepokoiło tę organizację. Sprowadza się uchodźców samolotami wprost do Francji! ONZ żąda solidaryzmu Europy z Włochami i Grecją . Tylko USA i Australia kategorycznie odmówiły współpracy z ONZ w tej sprawie, ale premier Morawiecki ponoć podpisał konwencję chociaż przyjęliśmy 2000000 imigrantów z Ukrainy. Niezależnie od tego jedenaście miast polskich podpisało umowy na przyjęcie uchodźców z UE. Warszawa też rządzi się własnymi prawami i w ramach walki z rządem pozwoliła na budowę trzech islamskich świątyń. Islamskiego Ośrodka Kultury i osiedla, które ma być terenem zamkniętym, a więc niedostępnym z zewnątrz państwem w państwie. Jak to więc wygląda naprawdę? Rząd jest w trudnej sytuacji, bo tych nacisków jest więcej.
Do nich dołączyła się część hierarchów kościelnych. Na postawę Ojca Św Franciszka reagują  oporem członkowie Kościoła, ale także byli muzułmanie zapytaniem: ”Jeśli islam jest dobry to dlaczego nawracając się ryzykowaliśmy życie”?
Jeden z włoskich arcybiskupów grzmi na alarm: ”Nie otwierać na oścież drzwi imigrantom bo zmiażdżą nasze społeczeństwo!”
Egipski jezuita-islamolog: „Nie łudźmy się! Imigracja to inwazja! Europejscy chrześcijanie powinni zasięgać rady swoich braci w wierze z Bliskiego Wschodu. Mówi też, że takie gesty, jak udostępnianie przez katolików miejsca pod budowę meczetów jest oczywiście gestem braterstwa, ale może być niestety zrozumiane w kategoriach zwycięstwa. Ignorancja wobec islamu, jak mówi, jest jednym z największych problemów Kościoła.
Oto jeszcze jeden bardzo ważny głos. To dramatyczne kazanie Ojca A. Pelanowskiego „O biskupach” wygłoszone na Jasnej Górze w dniu 2.01.2018r Zachęcam gorąco do jego wysłuchania w Google.
Trudno się z nim nie zgodzić bo Europa Zachodnia płonie, a pożar się rozprzestrzenia.
Polski rząd właśnie starał się do tej pory postępować wg tej zasady. Wielokierunkowa pomoc na miejscu, tak rządowa jak i ze strony organizacji pomocowych i rodzin katolickich płynie szeroką falą. Niektórzy przedstawiciele Episkopatu w Polsce, nie przyjmują  tego do wiadomości. Trwa ofensywa w sprawie ”korytarzy humanitarnych” w Polsce.
Mnie natomiast szczególnie przekonują wystąpienia abp. Jędraszewskiego i abp. Głodzia. Zgodność z tym co głosili nasz Ojciec Święty Jan Paweł II i Prymas Tysiąclecia jest ewidentna. Pierwszy z nich mówił m.in.”...Ojczyzna jest naszą matką ziemską. Polska jest matką szczególną, która wiele przecierpiała i cierpi, dlatego też ma prawo do miłości szczególnej”.
Stefan Kardynał Wyszyński: ”...Nieszczęściem jest zajmowanie się całym Światem kosztem własnej ojczyzny! Nie oglądajmy się na wszystkie strony, nie chciejmy żywić całego świata, nie chciejmy ratować wszystkich. Chciejmy patrzeć na ziemię ojczystą, na której wspierając się patrzmy ku niebu. Chciejmy pomagać naszym braciom i żywić polskie dzieci i nie ulegać pokusie zbawiania świata”.
Nasz rząd ze wszystkich sił stara się objąć opieką całe polskie społeczeństwo, co po latach kompletnego jego ignorowania jest milowym krokiem do przodu. Może nie warto martwić się na zapas, bo wiara w dobre intencje rządzących do tej pory nie była bezpodstawna. Powinniśmy jednak przyglądać się temu uważnie w jaki sposób rząd Morawieckiego, zmieniając metody chce uregulować większość polskich problemów. Oto wypłynął kolejny. Chodzi o ustawę S447 i HR1226, której uchwalenie ma pozbawić Polskę 65 miliardów dolarów bo na tyle roszczenia żydowskie zostały wyliczone. Co na ten temat mówi Karol Rozmarek legendarny Prezes Kongresu Polonii Amerykańskiej? „...Musimy obronić Polskę. Zablokujemy wspólnie amerykańskie ustawy! Polska była ofiarą, a ustawa jest naszym być albo nie być. To nie Polacy wymordowali Żydów, to nie my wywołaliśmy II wojnę światową. Ustawa dyskryminuje inne narody poza żydowskim...„
Wspólnie - to jak się wydaje - z Polskim rządem, ale rząd i Prezydent Duda na ten temat uparcie milczą. Prezydent prowadzi intensywny dialog z przedstawicielami Izraela . Czy jest w tej sprawie drugie dno? Czy Żydzi deklarują pomoc w uzyskaniu przez Polskę ogromnych reparacji, które im wypłacono a Polsce nie? Jeśli tak, to zapewne nie zrobią tego gratis.
Polskie społeczeństwo ma prawo do samodzielnego myślenia i każdy interpretuje sprawy tak ważne dla nas wszystkich na swój sposób. Ta ustawa jeśli wejdzie w życie, osłabi bardzo Polskę i pytanie jest takie: czy Ameryce zależy na słabym czy mocnym sojuszniku? Jeszcze jedna uwaga Jedynie przejrzystość kontaktu rządu i Prezydenta ze społeczeństwem może te wątpliwości zniwelować.


Andrzej Pityński – artysta rzeźbiarz
Jeśli poruszyłam sprawę Polonii Amerykańskiej, to Jej znaczącą postacią jest światowej miary rzeźbiarz - Andrzej Pityński. W mojej książce „Tajemnica węgierskiego manuskryptu” wydanej w 2013 roku a przygotowywanej w dwu poprzedzających latach, zamieściłam opowiadanie jednego z bohaterów tej historii. Co mi opowiedział? Przeczytajcie Państwo bo historia jest nietuzinkowa.

„...Urodziłem się w Ulanowie w maleńkim miasteczku nad Sanem. Miałem trzy siostry i bardzo brakowało mi męskiego towarzystwa. Jako młody chłopak zaprzyjaźniłem się bardzo z nieco starszym ode mnie Andrzejem Pityńskim i byłem pod jego przemożnym wpływem. Założę się, że nie macie pojęcia, kto to jest, a warto wiedzieć, więc po kolei:
Tegoż młodego człowieka, syna dwojga AK-owców, natura wyposażyła w niebywałą wyobraźnię i cechy przywódcze. Opowiadał całej naszej grupie niesłychane historie, a robił to tak, że nieraz walnąłem głową w jakąś przeszkodę zasłuchany i wpatrzony w niego jak w święty obraz, leząc na oślep przed siebie. Byłem nim zafascynowany. To on wskazywał książki, które powinienem przeczytać i on rozwinął we mnie silną potrzebę kontaktu z otoczeniem. Jednym słowem pomagał odkrywać świat. Mijały lata. Dzięki niemu dostałem się na leśnictwo, ale on sam tam się nie dostał, chociaż było to jego wielkie marzenie. Miał rodzaj wilczego biletu z powodu przekonań i przynależności jego rodziców. Ostatecznie dostał się do profesora Bandury na wydział rzeźby, bo talent plastyczny miał ogromny. Ukończył studia i ku mojemu wielkiemu żalowi wyjechał do Stanów, wiedząc, że tu w Polsce nie dostanie żadnej szansy zrobienia choćby części tego, co udało się tam. Dorobek ma gigantyczny.
 Leśniczy wyciągnął z teczki kopertę i wysypał na stolik kilkanaście zdjęć. Dzisiaj właśnie odebrałem od niego przesyłkę. Przygotowuje album, w którym będzie mógł zaprezentować rzeźby monumentalne, płaskorzeźby i medale.
- Spójrzcie. Każda z tych rzeźb dowodzi jego przywiązania do Polski. Choćby seria portretów wielkich Polaków: Jan Paweł II, Ks. Jerzy Popiełuszko, Tadeusz Kościuszko, Generał  Anders. O tu: Paderewski. Na piersi orła klawisze fortepianu a w środku jego serce. Znalazł swe miejsce w Amerykańskiej Częstochowie.
- Co za genialny pomysł – wyszeptała zachwycona Kasia.
- Spójrzcie tu: Popiersie naszego Papieża w Ulanowie. Dar artysty dla miasteczka, w którym się urodził i które rozsławił na całym świecie. To popiersie jest nie tylko doskonale oddającym rysy portretem, ale zwróćcie uwagę na stułę. Święty Jan i święta Barbara, która jest nie tylko patronką górników, ale i flisaków. A musicie wiedzieć, że rodziny Andrzeja Pityńskiego i moja to były stare rody retmańskie. Na odwrotnej stronie pomnika jest cała historia flisactwa ulanowskiego i dlatego ten pomnik jest mi szczególnie bliski.
- Nadzwyczajne! – Adam wpatrywał się w zdjęcie z uwagą.
- Tu ksiądz Skorupka, a więc Bitwa Warszawska. Ten niebywały monument, to pomnik Błękitnej Armii generała Hallera w Warszawie. A tu coś zupełnie fantastycznego – Pieta. – Matka Boska trzymająca na rękach martwego powstańca. To dziecko w niemieckim hełmie. A tu ostatnie, na które chcę zwrócić uwagę. Postać zakneblowanego żołnierza polskiego wygięta w tył w bolesnym paroksyzmie, w plecy wbity bagnet karabinu, to symbol zbrodni katyńskiej. Pomnik ten stoi w centralnym punkcie New Jersey....

Fot: http://www.politykaglobalna.pl/2012/09/amerykanska-realpolitik-na-przykladzie-zbrodni-katynskiej

Taką opowieść snuł przy ognisku w Uhryniu  przyjaciel z dzieciństwa i młodości Andrzeja Pityńskiego - Pan Jan, tamtejszy leśniczy. Słuchaliśmy z zapartym tchem bo w 2011, 2012 nie było na temat rzeźbiarza zbyt wielu informacji w internecie w ojczystym języku. Dziś Andrzej Pityński cieszy się nie tylko zasłużoną światową sławą, co na zachodzie miało miejsce już wiele lat temu, ale wreszcie w sposób należyty docenia go  kraj rodzinny (został ostatnio Kawalerem Orderu Orła Białego) i duma rozpiera wielu z nas, Polaków, że tak znakomity przedstawiciel narodu rozsławia Polskę opowiadając swymi monumentalnymi dziełami o jej tragicznych i dramatycznych losach.
Teraz przed nim kolejna próba hartu Ducha, mająca związek z ostatnim Jego dziełem – pomnikiem ku czci pomordowanych na Wołyniu.
Ci którym nie w smak pamięć Wołynia bądź uważają że należy dążyć ku przyszłości, za przeszłością zamykając drzwi, rozpętali swego rodzaju krucjatę przeciw temu projektowi.
Zabierali głos twórcy, malarze, muzycy, rzeźbiarze (tych ostatnich nie trudno posądzić o zawiść),
i inni przedstawiciele tzw. „elit” III Rzeczpospolitej, którym nie podoba się nikt i nic poza nimi samymi. Pomnik ich zdaniem rani poczucie estetyczne pozostaje w niezgodzie z dobrym smakiem, jest , prymitywną szmirą, godzi w porozumienie polsko - ukraińskie i Bóg raczy wiedzieć w co jeszcze! Nie jestem rzeźbiarzem, nie pretenduję do miana krytyka sztuki, ale chciałabym by reprezentanci nagonki, o której mowa zastanowili się w jaki sposób, subtelnie, nie raniąc uczuć zbrodniarzy i ich popleczników wyrazić plastycznie zbrodnię jedyną w swoim rodzaju? Jak można przedstawić kolejnym pokoleniom to, co nie jest tylko koszmarnym snem, ale najprawdziwszą z prawdziwych gehenną środowisk kresowych, nie rozliczoną nigdy, dziś niestety coraz bardziej umniejszaną z nadzieją, że nie pozostanie po niej ślad tak, jak zniknęły polskie wsie i osady, a groby niezliczonych rzesz pomordowanych wołają o pamięć i bezskutecznie o chrześcijański pochówek.
Ten pomnik jest niebywale wyrazisty, dynamiczny, trafiający także do uśpionej nieco jaźni, przywodząc na pamięć tamte wydarzenia po to, by nie mogły się powtórzyć nigdy więcej.
Najnowszy projekt Mistrza, jak wszystkie poprzednie trafia w punkt.
Życzymy gorąco jak najszybszej jego realizacji.

Fot: http://supernowosci24.pl/tadeusz-ferenc-nie-chce-pomnika-rzezi-wolynskiej/


Dzisiaj gdy weszliśmy w rok 2018, rok 100 lecia odzyskania przez Polskę niepodległości warto sobie powtarzać nieustannie, że wolność nie jest dana raz na zawsze i trzeba o nią dbać, pielęgnować pamięć o pokoleniach, które nam tę wolność wywalczyły, o ludziach którzy utracili życie tylko dlatego że byli Polakami. Musimy starać się ze wszystkich sił być jednością, mimo ogromnych trudności i oporu z zewnątrz i wewnątrz kraju. Musimy także zacieśniać więzi ze wszystkimi Rodakami rozsianymi na wszystkich kontynentach, i dlatego dedykuję nam wszystkim Polakom, których przepełnia miłość do rodzinnej ziemi, pieśń ku pokrzepieniu serc, której słowa muszą wstrząsnąć  każdym z nas.
                                              
                                                Zaszum nam Polsko jak husarskie skrzydła
                                                co strwożą wroga a w nas ducha wniosą
                                                i niech w chorągwiach Matka nasza czuwa
                                                nad zagonami ponad krwawą rosą
                                               
                                                zaszum nam Polsko nad Wilnem i Lwowem
                                                ponad Wołyniem gdzie wstają upiory
                                                zaszum nam Polsko nad katyńskim lasem
                                                gdzie odprawiamy codzienne Nieszpory

                                                gdzie biją dzwony i gdzie brzozy drżą
                                                gdzie pamięć wraca jak spłoszona sarna
                                                i gdzie się ptaki zmieniają w anioły
                                                gdy je okrywa nocy chusta czarna.

                                                 Zaszum nam Polsko chorągwią nadziei
                                                 co dzikie pola omiata swym męstwem
                                                 byśmy wrócili pod Twymi skrzydłami
                                                 wiarą i dumą, prawdą i zwycięstwem

                                                  Zaszum nam Polsko wysoko nad głową
                                                  wielką  chorągwią Twego zmartwychwstania
                                                  byśmy wrócili do gniazda Ojczyzny
                                                  którą skrzydłami orzeł znów zasłania

                                                 Przed mroźnym wiatrem co wieje ze wschodu
                                                 przed wiatrem kłamstwa co z zachodu wraca
                                                 Zaszum nam Polsko jak husarskie skrzydła
                                                 szumem co wiarę w zwycięstwo przywraca.

                                              
słowa: KJ Wegrzyn
muzyka i wykonanie: Maciej Wróblewski
stand. Licencja You Tube
                                          
Serdecznie zachęcam do wysłuchania tego wspaniałego utworu Tych z Państwa, którzy jeszcze go nie znają.   


                              
        20.01.2018 rok Nowy Sącz                                        Magdalena Ponurkiewicz     

niedziela, 21 stycznia 2018

Artykuł nr 10 - Wacław Jagielski

Szanowna Redakcjo!

Dziś postanowiłam zmienić na chwilę tematykę swoich tekstów, bo chcę zaprezentować naszym Czytelnikom przedstawiciela Sztuki przez duże S. Jest nim Artysta malarz -Wacław Jagielski, człowiek wielu talentów, którego twórczość zafascynowała mnie bez reszty. Nigdy dotąd nie ośmieliłam się występować w roli recenzenta i tak, przez lata milczałam uparcie na temat wspaniałej poezji znanej bardzo i uwielbianej, nie tylko  przeze mnie, poetki Sądecczyzny -Wandy Lomnickiej- Dulak, której wiersz ostatnio publikowała „Nasza Wiara” - co cieszy mnie niezmiernie. Milczałam, bo nie czuję się uprawniona do wygłaszania  oficjalnych opinii o Twórcach, ale tym razem coś musiałam począć z nadmiarem emocji, które wynikają z fantastycznego połączenia obrazu i słowa jakie prezentuje Wacław Jagielski w swych trzech pięknych albumach.
W wielkim skrócie można powiedzieć, że artysta jest aktywnym członkiem Związku Polskich Artystów Plastyków i Stowarzyszenia Pastelistów Polskich, autorem kilkudziesięciu wystaw w kraju i za granicą, czego skutkiem są nagrody i wyróżnienia. Wystawy europejskie to choćby Lyon, Paryż, Ateny, Lwów czy Wiedeń.
Zachęcam Czytelników do pogłębienia wiedzy o Artyście na własną rękę.
Oto Jego dwa wiersze: i wybrane obrazy oraz moje wynurzenia, które pozwalam sobie zaprezentować Czytelnikom.

                                                                                      Magdalena Ponurkiewicz




„Na styku szeptów” Szukam mozolnie w pamięci, by w końcu uświadomić sobie, że nigdy dotąd tomik poezji nie wywołał u mnie takiego wstrząsu i nie boję się użyć właśnie tego słowa. Znakomicie wydany, wymuskany z pietyzmem, ma jeszcze jeden walor. Jest nim malarstwo Wacława Jagielskiego. Nie mam szczególnego prawa, by pisać recenzje dla ułamka tej wspaniałej twórczości, tak bardzo nietuzinkowego twórcy, ale obrazy i rysunki jako emocjonalna paralela do wierszy, zmuszają, takiego jak ja, zwykłego zjadacza chleba do intymnych wynurzeń, bo tylko w ten sposób może się uzewnętrznić ogromna fala pozytywnych emocji, narastająca w miarę zagłębiania się w twórczość Artysty - rajskiego ptaka, który kiedyś nadleciał tu z Dolnego Śląska i zagnieździł się w Sączu na dobre. Już tytuł tomiku dobrze wróży... a potem im dalej... Poezja, która brzmi jak muzyka (bo też autor to artysta także i w tej dziedzinie) Jakże często słychać jej melodię i delikatny rytm, to, co w poezji najbardziej mnie urzeka. Miłość do kobiety- Żony Beaty - wygrywana najdyskretniej, najsubtelniej a jednak z mocą nie słabnącego wielkiego uczucia. Dzięki znakomitemu operowaniu słowem objawia swą ciekawość świata, pasję życia i wielką pogodę ducha, które nie biorą się znikąd. Ich źródłem są :głęboka wiara autora, i rodzina – wartości fundamentalne. Ciepło bijące z poezji Jagielskiego musi ogrzać każdego, ogrzało i mnie. A obrazy? Trudno oderwać oczy od orgii nasyconych na ogół barw otaczającej przyrody, gdzie szczególne miejsce mają reminiscencje egzotycznych podróży autora. Ukryte w rozszalałej roślinności świątynie Majów. Brzmi w uszach huk szmaragdowej masy wody na progu w Kanionie Sumidero gdzie ta, w dole, zamienia się w oświetloną słońcem kipiel. Rozbryzgi kropli podbitych tęczową smugą światła, zmieniają je w delikatna koronkę. W Tulum znów morze uderzające o brzeg. Gdzie indziej jest to jedynie subtelna zmarszczka na niemal nieruchomej tafli jeziora. Ognisto, złoto, fioletowo, zielona burza wspaniałych kwiatów - „pani jesień”, szczególnie ekscytująca malarza przeciwstawiana innym porom roku w polskich krajobrazach, z których bije spokój. Leciutkie mgły unoszą się nad jeziorami i rosochate wierzby, nagie na przedwiośniu, przypominają iż po powrocie z dalekiej podróży autor znów jest u siebie. Niemal wszędzie można dostrzec światło, ruch, lub chociaż jego ślad i podążający wraz z nim dźwięk. Jednak w szerokiej gamie różnorodności zastyga na moment - także i martwa cisza. A wspaniałe, smukłe kobiety?! Wdzięk wygięcia w talii ,ruch bioder, czy nagich piersi, odchylenie szyi i burza wspaniałych opadających włosów. Znów subtelne tony mówiące o uczuciu miłości i dyskretny erotyzm. Suknie wiotkie, delikatnie poruszane wiatrem - wspaniale żywe. A przecież to nie wszystko . Są jeszcze ptaki!. Choćby cudowny portret łabędzia. Królewskie ptaszysko z wygiętą charakterystycznie szyją, za chwilę schowa głowę pod skrzydło, dając świadectwo jakże profesjonalnej, dogłębnej znajomości anatomii każdego żyjącego stworzenia. Oto bocian dość ciężko podrywający się do lotu. Może to pierwsza, ogniowa próba opuszczenia rodzinnego gniazda? A rysunek indyka? Szarość ,czerń i biel i znów ruch zaklęty w maleńkim arcydziełku! Niemal słychać szelest rozkładanego w piękny wachlarz sztywnych piór ogona. I można by tak nieskończenie i nigdy nie byłoby dość. Cóż jeszcze we mnie poza zachwytem wyzwolił ten wspaniały zbiór poezji? Wielką pokorę nie pozbawioną odrobiny zazdrości.

26.07.2017. Magdalena Ponurkiewicz

Przepraszam Autora za faux-pas, którym jest odniesienie się do Jego twórczości w formie zapisu komputerowego, ale zmusza mnie do tego ułomność w postaci zupełnie nieczytelnego, także dla mnie, pisma z poważaniem - MP




czwartek, 18 stycznia 2018

Artykuł nr 9 - Istvan Elek

Zawarty w październikowym numerze tekst o wymownym tytule „Bratanki”, autorstwa pana Zenona Tabora, jest nie tylko cennym materiałem historycznym w sensie obiektywnym, ale stanowi lekturę szczególnie interesującą Marcinkowiczan, ze względu na wkład tej społeczności w pomoc niesioną Węgrom po tragedii Powstania Węgierskiego 1956 roku. (Niestety kolejny, zapowiadany, jeszcze do mnie nie dotarł).
Artykuł sprowokował mnie do skreślenia kilku zdań, które będą przyczynkiem  do owej historycznej kanwy.
Będą to wynurzenia bardziej osobiste ale myślę, że warto się o nie pokusić.
Punktem wyjścia jest oczywiście sprawa opieki Marcinkowiczan nad grupą węgierskich dzieci - ofiar tragicznego powstania, gdzie na czoło wybijają się postaci Władysława Krupy, który w Muszynie przejął w listopadzie 1956 transport dzieci w bydlęcym wagonie, by przekazać je do Marcinkowic pod opiekę swym krajanom. Pojawiają się: śp.Proboszcz Jan Góra i rodzina Państwa Mrozów, ale i wielu innych.
Moje zainteresowanie tą sprawą wynikało z planów napisania książki „Tajemnica węgierskiego manuskryptu”, która ukazała się w 2013 roku, co wiązało się z koniecznością wcześniejszego zebrania dokumentacji. Myślę z prawdziwą przyjemnością o dniu, w którym zjawiliśmy się wraz z mężem w Plebanii Marcinkowice, by odbyć rozmowę z ks.Proboszczem Józefem Babiczem i wypożyczyć Kronikę Parafialną, w której zawarte zostały archiwalne zdjęcia dzieci i ich opiekunów oraz zrobić zdjęcia pamiątkowej, dwujęzycznej tablicy  wmurowanej w Kościele Parafialnym, dokumentującej wdzięczność Węgrów dla marcinkowickiej społeczności. Naszych kontaktów z  ks. Proboszczem czas nie tylko nie rozluźnił, ale trwają one do dziś i jesteśmy za nie niebywale wdzięczni. A teraz do rzeczy.

Moje zainteresowania historią przyjaźni polsko-węgierskiej mają nie tylko swe źródło w  węgierskich korzeniach sprzed wieków, ale  jego przyczyną jest przecież pamięć dramatu 1956 i wielkiego zrywu Polaków na rzecz pomocy nieszczęsnym ofiarom tragedii. Wiem, że nie wszyscy mają świadomość faktów, a te były takie, że  powstańcy którzy na znak solidarności z Polską i jej wolnościowymi dążeniami zostali masowo wymordowani przez Armię Czerwoną, która wkroczyła do Budapesztu. Zbrodniczy rząd Kadara dopełnił dzieła spustoszenia. Kilkadziesiąt tysięcy ludzi zostało aresztowanych i internowanych, stracono ok 200 osób, a ostatnie wyroki śmierci były wykonywane jeszcze w 1963 roku!  Kary odsiadywano do 1970 roku a 200 000  ludzi musiało opuścić swą ojczyznę.
Chociaż byłam dzieckiem, rozumiałam co znaczą nawoływania Sądeczan do masowego oddawania krwi, zbierania materiałów opatrunkowych i pieniędzy,  jako że w te akcje na miarę możliwości zaangażowana była i moja rodzina.
Była to znakomita okazja okazania wdzięczności i solidarności Bratankom za ich postawę względem naszego narodu w czasie II wojny światowej i okupacji tak niemieckiej jak sowieckiej, które miały jeden cel - wyniszczenie totalne polskiego narodu. Nie chcę się zbyt mocno wdawać w dywagacje historyczne, ale można sobie wyobrazić co czuli żołnierze X Brygady Kawalerii Zmotoryzowanej pułkownika Maczka przekraczając wraz ze 100 tysiącami cywilów Przełęcz Tatarską, na której widniał napis „WITAMY BRACI POLAKÓW”, potem „obozy”  dla uchodźców, de facto w znacznej mierze prywatne kwatery dla rodzin i pojedynczych osób, gdzie dzieci miały możność kształcenia się na wysokim poziomie w osławionej szkole polskiej w Balaton Boglar. To stąd wyruszali przedstawiciele polskiej rozbitej armii na zachód, by zaciągać się pod skrzydła sojuszników. Wszystko  to pławiło się w serdecznej rodzinnej atmosferze, a nie można przecież zapomnieć że oficjalnie Węgry tworzyły z hitlerowskimi Niemcami koalicję i z czasem gdy kurs wobec ludności węgierskiej został zaostrzony, płacili niemałą cenę za swój stosunek do Polaków, łącznie z ofiarą życia, czego nam NIGDY ZAPOMNIEĆ NIE WOLNO!
Dość długa dygresja ma nakreślić tło dla postaci Istwana Eleka, Człowieka, który stał się Polakiem z wyboru i pozostał w Polsce do dziś, a w sierpniu 2017 ukończył 100 lat!
Potrzebowałam wsparcia rodowitych Węgrów by dać mej książce szansę na wiarygodność.
Zwróciłam się do byłego ambasadora węgierskiego w Polsce- Akosa Engelmayera  z prośbą o pomoc. To jemu zawdzięczam doskonałą geograficzno-historyczno-etnograficzną korektę książki, ale i skierowanie do Istvana Eleka zamieszkującego od 1945 roku w Gdańsku i tak właśnie zaczęły się niezwykle przyjazne kontakty  z tym wielkim Człowiekiem, wielkim węgierskim patriotą, który  swej drugiej ojczyźnie - Polsce i Polakom poświęcił młodość, ryzykując życie i pozostał wierny do końca, żeniąc się w dodatku z Polką.
Istvan Elek związany ze szkołą w Balaton Boglar jako prowadzący zajęcia sportowe, zaprzyjaźnił się z Polakami zamieszkującymi w osadzie, jak mi mówi, ze wzruszeniem słuchał polskich kolęd i pieśni „Boże coś Polskę...” śpiewanej przez wygnańców w polskim kościółku.
Kiedy został wcielony do do armii, czyli do Huzarów Węgierskich, jak wspominałam, stał się chcąc nie chcąc żołnierzem koalicji idącej ręka w rekę z Hitlerowskimi Niemcami i znalazł się na obrzeżach płonącej w czasie powstania Warszawy. Broniąc się przed udziałem w jego pacyfikacji, uciekł wraz z kilkoma kolegami – oficerami, dotarłszy do kontaktów z AK, ruszył na pomoc mordowanej ludności cywilnej Warszawy
Udało się uratować ok. 1500 osób! Jako uciekinier nie ewakuował się z własną armią i został w Polsce. Schwytany w 1945 roku przez sowietów, w trakcie wywózki w głąb Rosji uciekł z transportu w pobliżu Królewca i rybacką łodzią przedostał się przez Bałtyk do Gdańska. Ożenił się i został głównym specjalistą do spraw zieleni w tym mieście. Kiedy go poznaliśmy, najpierw korespondencyjnie i telefonicznie opowiedział mi wiele ciekawych historii. Był tłumaczem z węgierskiego na polski i odwrotnie. Napisał nie tylko recenzję o książce, ale też ostatni do niej rozdział, który moją książkę nobilituje i opowiada dzieje jego samego, ale i historie Huzarów na polskich kresach i ich przyjaznych kontaktach z miejscową ludnością. Jak mi się zwierzył był to jedyny przypadek całościowego opublikowania jego wspomnień do 2013 roku Jak to wygląda dziś, nie wiem.  Przyjazne kontakty zacieśniły się jeszcze mocniej, gdy spotykaliśmy się w Gdańsku po kilku latach. Nie udało  się nam spotkać z nim po raz wtóry w 2017 roku w czasie pobytu w Gdańsku gdzie zaplanowaliśmy 2 tygodniowy pobyt, by dać sobie kolejną szansę na spotkanie. Ogromnie żałuję, że ów kontakt nie doszedł do skutku z powodu chwilowej, jak się dziś wydaje, niedyspozycji zdrowotnej Istvana. Także kolejny kontakt, już telefoniczny nie doszedł do skutku. Żałuję tego tym bardziej, że Istvan uważał nas za swych przyjaciół. 
Jestem przekonana, że  dlatego przyszedł mi do głowy pomysł napisania „Tajemnicy węgierskiego manuskryptu,” bym miała  szansę poznania tego wielkiego Człowieka, którego przyjaźń napawa nas dumą.
Istvanie! Życzymy Ci wielu lat w doskonałym zdrowiu! Cieszymy się bardzo z licznych polskich odznaczeń, które tak bardzo Ci się należą. Nasza radość z przywróconego Ci tak późno obywatelstwa węgierskiego, które jest wreszcie obywatelstwem honorowym, nie ma granic!

Nowy Sącz jest zbyt oddalony od Gdańska, więc nie spodziewamy się kolejnego wyjazdu, bo my oboje już nie młodzi, ale... nigdy nie należy mówić ”nigdy”.

14.01. 2018. Nowy Sącz
Magdalena Ponurkiewicz

PS: Oto  okazuje się, że  warto mieć iskierkę nadziei. Na mój list odpowiedziała Pani dyrektor Ośrodka. Zapowiedziała kontakt telefoniczny z Istvanem na sobotę  20 stycznia. Czekamy z niecierpliwością i nadzieją. Sadzę, że to nie jest koniec mojej opowieści 

MP


19.01 2018  Nowy Sącz


poniedziałek, 15 stycznia 2018

Artykuł nr 7 - „Dobra Zmiana?" w „Dobrej Zmianie”

Pani Premier Beata Szydło zaskarbiła sobie na trwałe ciepłe miejsce w sercach Polaków chcących władzy wychodzącej naprzeciw oczekiwaniom i potrzebom społecznym. Radykalne reformy zmie-niąjące  trend „zwijania państwa” ruszyły, a odczucie społeczne odnośnie traktowania części społeczeństwa, która była starannie pomijana w dotychczasowej polityce, dały Beacie Szydło i jej rządowi kredyt zaufania i sympatię związaną z wielkimi nadziejami, nadziejami których ani ona ani rząd wspierany przez parlamentarną większość nie zawiedli, a wręcz przeciwnie, spełniono znakomitą większość deklaracji wyborczych a reszta jest (co daj Boże) w toku.
Mija właśnie półmetek rządów PIS i oto niespodziewanie dla wielu wyborców następuje zamiana miejsc i pojawia się na czele Mateusz Morawiecki. To dzięki jego wiedzy i talentom organizacyjnym  Rząd mógł odnieść fenomenalny sukces, który stał się gwarancją fundamentalnych programów związanych z zasypywaniem rażącej społecznej biedy i finansowaniem kilku innych ważnych programów, które dają nadzieję nie tylko na znaczący przyrost naturalny, ale także powrót tysięcy Polaków z emigracji jako że skutki rządów PO- PSL zmusiły ich do ucieczki z Polski, a także odbudowę zrujnowanej gospodarki. Nowa ustawa daje szanse powrotu do Ojczyzny potomkom zesłańców i jeśli to wreszcie się uda po dziesięcioleciach ignorowania ich tragicznego losu, będzie choćby częściowym zadośćuczynieniem dla tak ważnej części polskiej społeczności.To ogromny wysiłek by podźwignąć z upadku nasze Państwo i pozostaje nam przekonanie o powodzeniu owych usiłowań.
Kim jest nowy Premier?
Przede wszystkim to syn legendarnego przywódcy„Solidarności walczącej” - Kornela, dzisiaj Marszałka Seniora, od wczesnej młodości związany z opozycją. Działalność ojca obróciła się w tamtym czasie nie tylko przeciw jemu samemu, ale także przeciw Mateuszowi.
Już wtedy ujawniła się u młodego Morawieckiego niezłomność charakteru i przekonań. Te cechy owocują na przestrzeni lat. Konsekwencja  w realizacji  postanowień w czasie gdy był wicepremierem dała już kolosalny sukces rządu, co musiało wzbudzić podziw wśród zwolenników w Polsce i za granicą a zawiść, bezradność i złość u przeciwników.
Budzi ogromne nadzieje fakt kompilacji humanizmu z technokracją. Choćby znakomita znajomość historii, bez czego obrona polskich  interesów byłaby skazana na klęskę, doskonałe obycie i swoboda poruszania się na politycznych i biznesowych salonach świata, z perfekcyjną znajomością trzech języków na czele.
Kiedy wysłuchałam jego pierwszych wystąpień tak w UE jak i na polskim gruncie (te ostatnie dotyczyły jego oceny komunizmu i III RP) pomyślałam, że można mieć sporą nadzieję, że ten człowiek  porwie za sobą niebawem nie tylko aktualny elektorat PIS, ale znacznie go poszerzy o niezdecydowanych z wielkich aglomeracji, ludzi biznesu, czy też zamotanych między TVN 24  i „Gazetę Wyborczą”, którzy dali się uwieść kłamstwom tychże, a którzy przecież dobrze życzą Polsce i przekonawszy się niebawem do „dobrej zmiany”, przejrzą na oczy a ponadto, co niesłychanie ważne, doprowadzi do rozliczenia winnych zbrodni, udziału w mafijnym procederze i wszelkich zaniechań mających na celu rozmontowanie naszego państwa na rzecz obcych mocarstw, czyli mówiąc wprost – zdrajców ojczyzny, którzy chcą m. in doprowadzić do uruchomienia absurdalnego,  unijnego paragrafu nr 7 wobec Polski.
W  poglądach premiera można się dopatrzeć idei najlepszych przywódców II Rzeczpospolitej, bo znowu możemy tu liczyć na kontynuację w myśleniu o Polsce , rządzeniu, jako służbie narodowi. 

Trzeba  mieć nadzieję, że spokojna, rzeczowa argumentacja Morawieckiego zrobi wrażenie, które zaowocuje zmianami na lepsze w naszych stosunkach z UE' a konsekwentne dążenie do odzyskania od Niemiec należnych nam reparacji skończy się także w przyszłości pełnym sukcesem. Zanosi się na większą skłonność do cierpliwego, mimo wszystko, kontynuowania dialogu z Unią tak jak to robi Orban, by jej przywódcy wreszcie  zrozumieli, że protestujący KOD i Obywatele RP to nie są reprezentanci  narodu a kłamliwy przekaz ma jedynie służyć interesom byłych elit i zniszczyć wysiłek nowych.
Kończy się bitwa o sądy. Prezydent podpisał  wreszcie zmodyfikowaną przez siebie ustawę mimo wrzasków, awantur i manifestacji dogorywającej opozycji totalnej idącej ręka w rękę z opozycyjnymi mediami i znanymi nam nadaktywnymi przedstawicielami lewackiej części UE. Będzie można otworzyć nowy rozdział. Trzeba dać stanowczy odpór przemocy werbalnej, a i fizycznej stosowanej przez zwolenników poprzedniej władzy i porządków wtedy panujących. Dzisiaj totalni nie mają nic do zaproponowania poza nienawiścią, a zasłużyli sobie w 100 procentach na miejsce, w którym się znaleźli, będąc pozbawionymi moralnych zasad.
Przeszliśmy przyspieszony kurs demokracji, teraz musimy równie szybko nauczyć się jej bronić.
Żeby to zrobić, trzeba zdać sobie sprawę z tego, dlaczego poza prawdziwie patriotyczną częścią społeczeństwa mamy to co mamy, bo historycznie rzecz biorąc system stalinowski rozniósł na strzępy opozycję, wymordowano nam dawne  elity. Zniszczono najlepszych synów Polski  uniemożliwiając też na całe lata kształcenie ich dzieci i wnuków. Trzon rządzących i polityków edukowano jak należy w ZSRR tłocząc do głowy umiejętność zdrady własnego państwa, a ich dzieci kształciły się na najlepszych uczelniach zachodniego świata (co uniemożliwiono dzieciom opozycji). Nic nie zmieniało ich postaw względem polskiego społeczeństwa i własnego państwa zawłaszczonego na dziesięciolecia przez system. I tak rozrastała się czerwona pajęczyna.
Dziś to młode pokolenie do niej należące wspierane racjami ojców walczy o przywrócenie tego co było z całym dobrodziejstwem inwentarza. Morawiecki ma nadzieję uciszyć  brutalizację kontaktów między rządem i jego zwolennikami stanowiącymi znaczącą większość i totalną opozycją. Czy mu się to uda? Życzymy mu tego z całego serca, wspierając rząd i premiera modlitwą.
Jeśli o modlitwie mowa to właśnie byliśmy świadkami  wspaniałej uroczystości w Kościele  Św. Brygidy w Gdańsku gdzie 16.12.2017 odsłonięto  i poświęcono „Bursztynowy ołtarz Ojczyzny” największe w świecie arcydzieło sztuki sakralnej powstałe z cennego kruszcu, tworzone przez 17 lat przez najwybitniejszych artystów i rzesze darczyńców. Jest on wotum za odzyskanie przez Polskę NIEPODLEGŁOŚCI i za  pontyfikat  ŚWIĘTEGO JANA PAWŁA II.
Dziś możemy mówić: „Ojczyznę wolną pobłogosław Panie”, dzięki daninie krwi całych pokoleń. Była to także okazja do modlitwy za ofiary masakry na wybrzeżu, górników i zbrodni stanu wojennego generalnie. Ich krew nie może zostać zapomniana, bo był to milowy krok do odzyskania prawdziwej wolności. Wielu sprawcom udało się  ujść sprawiedliwości. To ostatnia chwila by rozliczyć się z tragediami  tak, jak ofiary na to zasługują . W tym też duchu mówili o tym zarówno Prezydent Duda jak i Premier  Morawiecki i niech tak się stanie. Takie są marzenia większości, ale pewne wątpliwości  jednak są, bo „zawsze jest łyżka dziegciu w beczce miodu” głównie dlatego, że brak nam publicznej dyskusji dotyczącej pewnych elementów działań rządu dla wyborców zupełnie niezrozumiałych. Nikt z dziennikarzy od prawa do lewa nie pyta o politykę wschodnią, na czoło której wybija się nadmierna pobłażliwość Polski wobec Ukrainy z jej gwałtowną tendencją  do gloryfikacji UPA. Ten rodzaj  traktowania stosunków polsko - ukraińskich wydaje się mieć sporo popleczników wśród polityków i rządzących. Pytanie jest takie: czy warto na dłuższa metę zapraszać do Polski miliony Ukraińców i tu ich osiedlać  na stałe, zamiast zapewnić   maksymalnie korzystne warunki dla chcącej powrócić do ojczyzny Polonii z wschodu i zachodu? Może inaczej: czy robimy wszystko co można, by chcieli i mogli wrócić.?. Takie warunki w przyszłości zostaną zapewne stworzone a rozwiązanie braków kadrowych ujawniły się i to teraz, we wszystkich niemal dziedzinach . Nie jest łatwo  o  idealne rozwiązanie tej kwestii.
W ostatnich dniach pojawiła się także niepokojąca wypowiedź Morawieckiego - seniora, z której wynika że nie widzi nic zdrożnego w zaproszeniu 7  tysięcy  imigrantów czy uchodźców do Polski,  czyli sugeruje kontynuację poglądu PO i podjętych bezprawnie decyzji poprzedniej ekipy która wprowadziła dodatkowo zamęt w stosunkach Polski z Grupą Wyszehradzką. Propozycja marszałka seniora to głos przedstawiciela tzw. opozycji umiarkowanej, od której jego koledzy z grupy odcinają się stanowczo, ale równocześnie głos ojca aktualnego premiera! Naciskani przedstawiciele rządu  potwierdzają dotychczasową linię postępowania w tej sprawie ale  zdaniem opinii publicznej głos powinien zabrać sam premier (WIADOMOŚĆ Z OSTATNIEJ CHWILI! PREMIER POTWIERDZA KONSEKWENCJE POLITYKI RZĄDU W TEJ SPRAWIE), bo wypowiedź Kornela wywołała burzę  u nas i w unijnych strukturach i będzie miała swoje konsekwencje w zwiększonym nacisku na nasz rząd w kwestii ew. zmiany decyzji w sprawie uchodźców tak ze strony UE jak i totalnej opozycji.
Przez dwa lata rząd Beaty Szydło walczył  konsekwentnie i odważnie o zrozumienie dla polskich racji przeciwstawiania się kwotowemu rozmieszczaniu imigrantów, przedstawiając ogromny wkład  Polski w pomoc Syryjczykom w ich własnym kraju, tym najbardziej potrzebującym przedstawicielom narodu, którzy zostali tam, na miejscu walcząc o swoje państwo i mając szczególnie na względzie chrześcijan masakrowanych i mordowanych przez Muzułmanów. Jesteśmy w czołówce krajów niosących taką właśnie, najskuteczniejszą pomoc ,czego UE wydaje się kompletnie nie zauważać mimo, iż polskie społeczeństwo w znacznej większości ok. 70 % wypowiedziało się w tej sprawie popierając rząd Beaty Szydło i popiera nowego premiera licząc na kontynuację linii  dotychczasowej  polityki imigracyjnej poszerzonej o powołanie Departamentu ds. pomocy Humanitarnej. Premier Mateusz Morawiecki  ma w rękach ogromne atuty by sprostać wielu bardzo trudnym   stojącym przed rządem problemom i tę wielką polską batalię wygrać, wyjaśniając  skutecznie, że Polska jest suwerennym państwem, które doskonale zdaje sobie sprawę z mającej miejsce inwazji na Europę.   

Jak sprawy się potoczą? Jak temu będzie służyć rekonstrukcja rządu? (te i cały wachlarz innych, równie ważnych). Mamy nadzieje i wiarę, że po zmianie premiera rząd  i czas pracują na naszą korzyść. Tytuł mojego artykułu ze znakiem zapytania po pierwszym jego członie  oddaje  nie tylko nadzieje, ale i niepokoje, które są wyrazem troski o nasze państwo. Życzmy sobie wszyscy Szczęśliwego Nowego Roku, polecając Bożej opiece naszą Ojczyznę i każdego z nas w Polsce i na świecie.

                                                                                Magdalena Ponurkiewicz 

 28.12. 2017

niedziela, 14 stycznia 2018

Artykuł nr 6 - Powody do radości i dumy

Nie ośmielę się recenzować wydarzeń politycznych i społecznych jakie miały miejsce w Polsce w 2017 roku, ale ponieważ zbliżają się Święta Bożego Narodzenia i zakończenie roku postaram się wypunktować chociaż te z ostatniego kwartału, które wydają się najważniejsze.   
Nie sposób więc nie wymienić ogólnopolskiej akcji katolickiej, idei która zrodziła się z intencji wiernych i została poparta przez Episkopat - ”Różaniec do granic”.
Potraktuję komentarz skrótowo, jako że wiele już napisano o niej w „Naszej Wierze”.
Warto zwrócić uwagę na dwie sprawy: Furię tych, którzy stoją w opozycji do wszelkich przejawów wiary katolickiej co oznacza, że był to niewątpliwy sukces, a po drugie konsekwencją ogólnopolskiej akcji jest podjęcie jej w USA i Irlandii. Tam z całą pewnością zarzewiem działania w tej sprawie stała się Polonia, która wspiera starą ojczyznę na każdym kroku, a także modli się z oddali za powodzenie ambitnych zamierzeń rządu i jego popleczników.
Kto następny pójdzie za przykładem Polski czas pokaże, ale to co się dzieje aktualnie może być dla nas źródłem dumy i satysfakcji, że oto my Polacy znów stawiani jesteśmy za wzór.
IV Krakowskie Zaduszki Żołnierzy Wyklętych, które odbyły się w dniu Ich święta oficjalnie przez Polskę uznanego właśnie w 2017 roku i jest nim dzień 26  listopada. Dożyła tego momentu zaledwie garstka bohaterów niezłomnych, tak jak garstka dotrwała do chwili gdy spotykają ich zaszczyty, odznaczenia i wyrazy uznania po dziesięcioleciach poniewierki.
Znów Abp. Jędraszewski w swojej homilii wygłoszonej właśnie w niedzielę 26 listopada 2017, w trakcie trwania mszy wypominkowej przypomniał, jak wyklął tych bohaterów okrutny komunistyczny system, poniewierając ich imiona, nazywając zdrajcami, i jako zdrajców i agentów osądzając i mordując tych, którym nie udało się zginąć w walce, odmawiając im prawa do pochówku, i grobu. Powiedział wtedy "... to już po raz kolejny swoiste zmartwychwstanie nie Wyklętych a Niezłomnych...". Przypomniał o modlitwie za Nich, która jest obowiązkiem wiernych. Cytował poruszające treści listów skazanych do rodzin, które to listy są dziś swoistym przesłaniem dla współcześnie żyjących ,i mówił także o konieczności odbudowy narodowej pamięci. Po mszy zaprezentowano premierę filmu „Gurgacz” o kapelanie wyklętych PPAN oddziału „Żandarmeria”- wielkiego bohatera Sądecczyzny.
Tymczasem na osławionej „Łączce” zakończono tej jesieni ekshumacje leżących tam w dołach śmierci, bezimiennych do tej pory, największych bohaterów. Nie udało się bowiem zabić Ojczyzny, pamięci i przekreślić życia narodu. Teraz jest czas przywracania Ich do panteonu bohaterów narodowych by dać szanse młodym na kolejne wzorce postaw patriotycznych i miłości Ojczyzny, bo dziś żyjący są spadkobiercami Wyklętych i tego spadku nie wolno zmarnować.
A czego nam jeszcze trzeba? Możliwości poszukiwania kolejnych miejsc kaźni w Polsce, 10 tysięcy mogił bezimiennych, pomordowanych na Kresach. Czy to się uda? Trzeba mieć nadzieję.

Przejdę teraz do 99 rocznicy niepodległości Polski którą szeroko i wnikliwie skomentował autor artykułu o tym samym tytule  zawartym w listopadowym numerze „Naszej Wiary”. Niech moje uwagi staną się do niego przyczynkiem, bo nigdy dość informacji o wielkiej historii.

150 -ta rocznica urodzin wielkiego patrioty, przywódcy, genialnego stratega, bez którego nie byłoby wolnej Polski, któremu stawia się zarzut bezwzględności w walce z opozycją, a ci którzy go znali bliżej, świadczą o jego serdecznym i ciepłym stosunku do otoczenia.
Człowiekiem tym jest Marszałek Józef Piłsudski, którego pogrzeb stał się dniem wielkiej żałoby narodowej i wielką manifestacją patriotyzmu i miłości do Ojczyzny, bo on sam wyznawał zasadę: "Nic dla siebie tylko dla Ojczyzny”.  
Józef Piłsudski wraz z żołnierzami Szarej Piechoty obronił Polskę i Europę przed bolszewicką nawałą w 1920 roku i dlatego 150-ta rocznica jego urodzin  inauguruje niejako 100 – lecie odzyskania przez Polskę Niepodległości, którą będziemy obchodzić w 2018 roku.
Dlaczego to co myślał i co robił jest dla nas dzisiaj tak ważne?
Bo on widział zagrożenie ze strony Niemiec i Rosji i zwykł mawiać ”... Polska na dwóch stołkach siedzi...”, a więc między dwoma sąsiadami, którzy nigdy nie słynęli z życzliwości dla naszego kraju, a wręcz przeciwnie. Dziś sytuacja nie zmieniła się ani o jotę.
Piłsudski walczył o silne państwo i nasz aktualny rząd wreszcie podnosi Polskę z kolan, eliminując krok po kroku nawyki wasala. Mówił: "...historię swoją piszcie sami, bo inaczej napiszą ją za was inni..." i pisał także, by w czasie kryzysu strzec się agentów. Czy mamy w Polsce kryzys? W każdym razie usiłuje go nieustannie wywołać totalna opozycja kojarzona chyba słusznie z obcą agenturą.
Trzeba nam myśleć niezwykle serio, co zrobimy z naszą niepodległością o którą na przestrzeni wieków walczyły i oddawały życie pokolenia Polaków, nie zapominając  o wielu wybitnych przywódcach, którym dobro Polski leżało na sercu, wymienionych w artykule „99lat niepodległości”.
Nawiązując do orędzia Prezydenta A. Dudy nawołującego do zgody narodowej musimy sobie uświadomić, że jego słowa nie staną się zbiorem pobożnych życzeń tylko wtedy, gdy będziemy o to walczyć  z całych sił wspierając usiłowania modlitwą bo trzeba modlić się o opamiętanie tych, którym patriotyzm i demokracja pomyliły się z władzą za wszelką cenę, depczącą i niszczącą prawa obywatelskie.
11 listopada br. miał miejsce kolejny już Marsz Niepodległości, najwspanialszy z dotychczasowych i najlepiej zorganizowany. Kiedy patrzyliśmy na tę manifestację 60-ciu tysięcy patriotów, którzy z rodzinami zjechali z całego kraju, na flagi biało-czerwone widoczne jak okiem sięgnąć i hasło „My chcemy Boga” - serce rosło. To budzi nadzieję bo gigantyczne przedsięwzięcie organizacyjne i społeczno-polityczne odniosło wielki sukces, a eksponowanie ułamka procenta haseł ksenofobicznych, które pojawiły się w trakcie marszu nie wiadomo skąd i wierzę głęboko, że były skutkiem obrzydliwej prowokacji jest działaniem przeciwko Polsce tu i za granicą, ale do tego jesteśmy przyzwyczajeni. Im bezczelniejsze prowokacje tym większy opór. I rozlewające się coraz większe poparcie dla rządu. Zaangażowanie młodych ludzi tu i w realizacji innych patriotycznych zamierzeń dowodzi, że obudziły się nowe pokolenia i nie pomogło zakłamywanie historii i ograniczanie ilości jej godzin lekcyjnych. Nabiera rumieńców pomoc młodzieży w akcjach pomocowych tu i na Kresach,  wspaniały ruch „Mogiłę pradziada ocal od zapomnienia” zatacza coraz szersze kręgi, w udział w pracach ekshumacyjnych na „Łączce i innych miejscach kaźni włączają się kolejni uczestnicy. Czego to dowodzi?
To duma narodowa obudziła się z ogromna siłą tu i wśród Polonii. Bo nigdy tak naprawdę nie udało się zdeptać miłości do ojczystego kraju, szacunku i czci dla tych, którzy tej sprawie oddali życie „ bo nie ma większej miłości ...”


                                                                         Magdalena Ponurkiewicz

sobota, 13 stycznia 2018

Artykuł nr 5 - Bohater tragiczny- generał Stanisław Sosabowski

W styczniu 2017 r. w Londynie zmarł w wieku 101 lat generał Alfons Maćkowiak, znany w  Wlk. Brytanii jako Alan Mack. Wielki dowódca, o znakomitej bohaterskiej przeszłości, cichociemny, pochowany z  honorami na Warszawskich Powązkach w sobotę 23.09 2017 r.
Uroczystościom towarzyszyło m.in. złożenie kwiatów pod pomnikiem innego wielkiego człowieka Generała Stanisława Sosabowskiego, urodzonego w 1890 roku w Stanisławowie, mentora, nauczyciela i uwielbianego dowódcy Alfonsa Maćkowiaka i żołnierzy I Brygady Spadochronowej będącej jednostką powietrznodesantową Polskich Sił Zbrojnych na zachodzie, sformowaną w Wlk. Brytanii. Jest więc wspaniała okazja, by napisać kilka słów  na temat  owej tragicznej postaci.
W założeniu brygada miała wziąć udział w walkach w Polsce. Jej hasło brzmiało  „Najkrótszą drogą”- czyli „pierwsi do Polski”, takie były plany i marzenia żołnierzy. Ale chociaż gen. Sosabowski celowo nie przyjął od Anglików nominacji na generała dywizji, by zostać ostatecznie w 1944 roku generałem brygady po to, by zapewnić dowodzonej jednostce przeznaczenie do walk w Polsce, a nie na zachodzie, nic nie poszło po jego myśli. Generał czuł się szczególnie zobligowany do pomocy Powstaniu Warszawskiemu bo to Warszawiacy ufundowali brygadzie sztandar i w tragicznej chwili mieli głęboką wiarę w wsparcie. Dowództwo angielskie zawiodło ku rozpaczy Polaków. Jednostka wbrew wcześniejszym deklaracjom została zrzucona w Holandii by przyjść z odsieczą Arnhem i broniącym mostu nad Renem, gdzie 600 żołnierzy odpierało zmasowane ataki niemieckie przez 70 godzin. Gen. Browing popełnił jednak katastrofalny błąd nie chcąc słuchać rad i próśb Sosabowskiego. Naraził desant na ogromne straty, spadochroniarzy na utratę życia, rany spowodowane zmasowanym ostrzałem 2 niemieckich pancernych dywizji. To była masakra, za którą ktoś musiał odpowiedzieć i nie był to Browing! Generał Montgomery zrezygnował z podległości brygady, która tak bohatersko walczyła w Arnhem, oskarżając Sosabowskiego o indolencję i niechęć do współpracy, a jego żołnierzy o tchórzostwo. Tak więc Sosabowski stał się przysłowiowym kozłem ofiarnym. To co go spotkało to największa krzywda i plama jakie mogą spotkać żołnierza, a szczególnie człowieka tego formatu. Kiedy gen. Maćkowiak udzielał wywiadu na ten temat, płakał z rozpaczy.
Sosabowski, który nie przyjął paszportu brytyjskiego do końca, a  paszportu polskiego został przez rząd komunistyczny pozbawiony, pozostał bez środków do życia, jako że nie miał emerytury. Pracował w Anglii jako zwykły robotnik mając na utrzymaniu syna- lekarza, który stracił wzrok w Powstaniu Warszawskim i dwoje wnuków. Zmarł w 1967 roku a jeszcze kilka miesięcy wcześniej prosił kilkakrotnie o jakąkolwiek pracę!
Śmierć pozwoliła mu wrócić dwa lata później do ukochanej ojczyzny, gdzie otrzymał wreszcie Krzyż Komandorski Orderu Odrodzenia Polski z Gwiazdą.

Być może wielkie bohaterstwo i straszna krzywda poszłyby w zapomnienie, gdyby nie to, że Holendrzy pamiętali o swoich wyzwolicielach i ofierze ich krwi tak, jak pieczołowicie pielęgnują pamięć o generale Maczku i jego dywizji.
Oto w 1946 Kora Baltusen sanitariuszka Czerwonego Krzyża, wokół domu której spadali na spadochronach martwi i ranni żołnierze polscy stała się zapalnikiem, który wzniecił batalię o przywrócenie godności i chwały polskich skoczków i ich dowódcy. Kora była jedyną w okolicy osobą znającą angielski, dlatego to ona opiekując się rannymi wysłuchiwała często ich ostatnich zwierzeń, opowieści o tęsknocie za Polską, planów  snutych na przyszłość których mieli nie dożyć. To ona spotykała się regularnie z Sosabowskim. Zasłyszane opowieści wstrząsnęły nią tak dalece, że poświęciła życie, by doprowadzić swój zamiar do końca. Pomagało jej dwóch młodych Holendrów - pasjonatów.
Pierwszy z nich to Erik Van Tibbeurgh, który przez 16 lat gromadził olbrzymie ilości dokumentów brygady, filmów o niej, broni, umundurowania itd. tworząc wspaniałe, uporządkowane archiwum w ramach imponującego, prywatnym sumptem zorganizowanego muzeum. Tu właśnie znalazły się argumenty, które po latach pozwoliły doprowadzić sprawę do szczęśliwego końca.
Drugim  pomocnikiem Kory był młody dziennikarz holenderskiej TV Geertjan Lassche który przez 13 lat wspierał mozolną i początkowo beznadziejną walkę o honor wyzwolicieli. Nagrał film, który wstrząsnął Holandią. Na szczególną uwagę zasługuje fakt, że do tej akcji włączyli się z zapałem królowa Beatrix i książę Bernard. Oni także napotykali na niebywały opór w tej sprawie.
Pukająca uparcie do wszystkich drzwi Kora, nie dożyła szczęśliwego finału swych usiłowań, zmarł także książę Bernard, ale milczenie wreszcie zostało przerwane!
31.V.2006 roku TV holenderska relacjonowała uroczystość odznaczenia tych, którym udało się dożyć owej szczęśliwej chwili. Naprawiano błąd sprzed 60-ciu lat. Zainteresowanie było ogromne.
Order Brązowego Lwa dla generała Sosabowskiego odbierał nie kryjąc wzruszenia jego wnuk.
Holendrzy przepraszali za niesprawiedliwość i krzywdę, której sprawcami byli Anglicy. Nad grobem Kory pochyliły się siwe głowy polskich weteranów, a po ich policzkach płynęły łzy. Łzy wdzięczności i żalu że nie dożyła triumfu prawdy, o którą walczyła do końca swoich dni.
Czy można dodać coś więcej? Tak! O wstydzie, na uroczystości nie było żadnego przedstawiciela rządu polskiego. To wstyd i hańba dla Polski.
Dziś na szczęście mamy inną rzeczywistość. Pamięć o bohaterze zatacza coraz szersze kręgi, powstają pomniki. Polacy, mam nadzieję, korzystają i będą korzystać z dorobku pisarskiego Sosabowskiego.

Spóźniona o dziesięciolecia chwała i cześć należy się tak bardzo temu Żołnierzowi Niezłomnemu.

                                                                                Magdalena Ponurkiewicz

                                                                                07.10. 2017 Nowy Sącz

wtorek, 9 stycznia 2018

Artykuł nr 4 - Powstanie warszawskie

Powstanie warszawskie

  „ Warszawskie dzieci idziemy w bój,
     za każdy kamień Twój, Stolico damy krew.....”

Śpiewali Powstańcy od 1.08. 44 aż do upadku bohaterskiego zrywu.
Niektórym spośród najmłodszych - wtedy  dwunasto, czternastolatków, udało się dożyć 73 rocznicy i uroczystości z nią związanych. Dopiero, bo wiemy, że  w 2016 roku zaczęto czcić w sposób należny idee i bohaterów zrywu narodowego przeciw dwóm okupantom. Zrywu który dziś jedni nazywają beznadziejnym i niepotrzebnym, inni, a jest ich wzrastająca z każdym rokiem większość, w tej liczbie wiekowi już powstańcy, mówi o walce o niepodległość państwa ponad wszystko. Cokolwiek by nie powiedzieć o daninie krwi i straszliwych zniszczeniach, widać, że Powstanie Warszawskie nie zostało przegrane, skoro właśnie odradza się prawdziwie niepodległa Ojczyzna, a patriotyczne myślenie, przez lata wyśmiewane, wypełnia serca kolejnych pokoleń. Polacy nigdy nie zapomną naszych politycznych elit i inteligencji wymordowanych bestialsko po to, by nie odrodziło się w przyszłości myślenie patriotyczne w kategoriach narodowych. Ranga Powstania Warszawskiego i wiedza o nim wzrastają teraz lawinowo nie tylko w Polsce, ale i na świecie dzięki wspaniałemu multimedialnemu przekazowi Muzeum Powstania Warszawskiego, które  istnieje dzięki niebywałemu uporowi śp. Prezydenta Lecha Kaczyńskiego. Ogromne znaczenie dla Polski i Polaków miała treść znakomitego przemówienia Prezydenta Donalda Trumpa pod pomnikiem powstańców.
Dziś polegli i jeszcze żyjący mają swój dzień triumfu, bo walka rycerzy biało - czerwonej o godność ma odzew wśród znaczącej większości społeczeństwa. Świadomi tej ofiary, musimy modlić się dzisiaj o jutro naszej Ojczyzny. Warto zapamiętać słowa ministra Antoniego Macierewicza: „..Powstańcy awansowali  Polskę do rangi narodu niepodległego ...”
Ogromny tłum młodych skanduje hasło: „Cześć i chwała bohaterom” i mimo koszmarnego upału czcigodni starcy stoją wytrwale do końca na posterunku, tak jak kiedyś. Dziś nie chcą uronić ani jednego słowa  z podniosłej uroczystości.

Hasło ”wolność łączy” powtarzane po wielokroć w trakcie uroczystości powinno wywołać refleksję o konieczności wspólnego zapewnienia Polsce niezależności  gospodarczej i politycznej. Widać ogromny postęp. Przywracamy godność naszej wolnej ziemi, bo to jest obowiązek wobec tych, którzy przez wieki płacili za to najwyższa cenę. Tej daniny nie wolno zmarnować!
Czy nam się uda? Trzeba walczyć z uporem i determinacją z przeciwnościami i przeciwnikami odrodzenia tak w Polsce, jak poza jej granicami. Pamiętać trzeba, że z Bożą pomocą warto pokusić się o wielkie rzeczy! Nadzieja w młodych, którym wpojono wbrew wszystkiemu wartości fundamentalne. Oni łatwo się nie poddadzą!
Skąd się bierze gwałtowny sprzeciw? O tym wiele by mówić i może kiedyś będzie po temu okazja. Dzisiaj w dniu tak podniosłym trzeba myśleć przede wszystkim  o zdrowym ziarnie wyrosłym z krwi, a nie o plewach.
Tym, którzy zawierzywszy złym podszeptom zbłądzili przypominajmy, że Powstanie Warszawskie połączyło nie tylko pokolenia, ale i wielu przeciwników politycznych.
Tradycją  zainicjowaną przez Muzeum Powstania Warszawskiego stało się śpiewanie tego dnia piosenek powstania. Ta tradycja już łączy i cementuje. Przychodzą tu nie tylko Warszawiacy, ale przyjeżdżają ludzie z całej Polski. Przyjeżdżają z dziećmi. Także te małe, siedzące na barkach swoich rodziców, uczą się  miłości już dziś. Jest nas każdego roku więcej i więcej, bo pieśni i wiersze powstania  tworzą poczucie braterstwa wśród śpiewających, a owego poczucia braterstwa potrzeba nam jak powietrza!
Warto wspomnieć na koniec słowa wspaniałej homilii Jego Ekscelencji Arcybiskupa Marka Jędraszewskiego, która musiała trafić do serc i umysłów, wygłoszonej na dzień 73 rocznicy powstania. Przytoczył w niej wstrząsający wiersz młodego powstańca Józefa Szczepańskiego, który został napisany zaledwie na kilka dni przed jego bohaterską śmiercią.
Autor pisał go w chwili tragicznej, kiedy wiadomo było, że Warszawa została zdradzona i powstanie upadnie. Wiersz nosi tytuł ”Czerwona zaraza”.
Przeczytajcie go proszę  i odmówcie modlitwę za spokój dusz Poległych.

01.08.2017 Nowy Sącz                                              Magdalena Ponurkiewicz


Józef Szczepański
„ Czerwona zaraza”



Czekamy ciebie, czerwona zarazo,
byś wybawiła nas od czarnej śmierci,
byś nam Kraj przedtem rozdarłszy na ćwierci,
była zbawieniem witanym z odrazą.

Czekamy ciebie, ty potęgo tłumu
zbydlęciałego pod twych rządów knutem
czekamy ciebie, byś nas zgniotła butem
swego zalewu i haseł poszumu.

Czekamy ciebie, ty odwieczny wrogu,
morderco krwawy tłumu naszych braci,
czekamy ciebie, nie żeby zapłacić,
lecz chlebem witać na rodzinnym progu.

Żebyś ty wiedział nienawistny zbawco,
jakiej ci śmierci życzymy w podzięce
i jak bezsilnie zaciskamy ręce
pomocy prosząc, podstępny oprawco.

Żebyś ty wiedział dziadów naszych kacie,
sybirskich więzień ponura legendo,
jak twoją dobroć wszyscy kląć tu będą,
wszyscy Słowianie, wszyscy twoi bracia.

Żebyś ty wiedział, jak to strasznie boli
nas, dzieci Wielkiej, Niepodległej, Świętej
skuwać w kajdany łaski twej przeklętej,
cuchnącej jarzmem wiekowej niewoli.

Legła twa armia zwycięska, czerwona
u stóp łun jasnych płonącej Warszawy
i scierwią duszę syci bólem krwawym
garstki szaleńców, co na gruzach kona.

Miesiąc już mija od Powstania chwili,
łudzisz nas dział swoich łomotem,
wiedząc, jak znowu będzie strasznie potem
powiedzieć sobie, że z nas znów zakpili.

Czekamy ciebie, nie dla nas, żołnierzy,
dla naszych rannych - mamy ich tysiące,
i dzieci są tu i matki karmiące,
i po piwnicach zaraza się szerzy.

Czekamy ciebie - ty zwlekasz i zwlekasz,
ty się nas boisz, i my wiemy o tym.
Chcesz, byśmy legli tu wszyscy pokotem,
naszej zagłady pod Warszawą czekasz.

Nic nam nie robisz - masz prawo wybierać,
możesz nam pomóc, możesz nas wybawić
lub czekać dalej i śmierci zostawić...
śmierć nie jest straszna, umiemy umierać.

Ale wiedz o tym, że z naszej mogiły
Nowa się Polska - zwycięska narodzi.
I po tej ziemi ty nie będziesz chodzić
czerwony władco rozbestwionej siły.

Wizyta

Dzisiaj prezentuje kolejny artykuł: 

Wizyta
Poprzedzała ją niezwykle burzliwa kampania wyborcza w USA i oczywiście najgorsze prognozy naszej totalnej opozycji, bo oto okazało się że „ciemny lud” obudził się nie tylko w Polsce domagając się uporczywie zmian w polityce społecznej, likwidacji mafijnych układów, narodowego i patriotycznego myślenia o własnej ojczyźnie, szacunku dla tradycji historii i co oczywiste – religii.
Wybór Donalda Trumpa, po myśli wyborców stojących po prawej stronie sceny politycznej  z oczekiwaniami o których wspomniałam na wstępie i za sprawą ogromnej rzeszy Polonusów za „wielką wodą”, wywołały szok wśród starych elit i ich zwolenników.
Jak się niebawem okazało nowy Prezydent nie zapomniał o wsparciu Polonii, dzięki której wybory wygrał. Jego podróż do Europy ROZPOCZĘŁA WIZYTA W POLSCE! Musiało to wywołać irytację i niesmak wśród elit politycznych w Europie zachodniej i w Rosji. I wywołało!
Myślę, że o to Trumpowi szło! Nietuzinkowy bezkompromisowy, bardziej biznesmen niż polityk, wolny jest od pokrętnego przedstawiania wszelkich problemów „wali na odlew” wg zasady „co w myśli to na języku”.
Jego wspaniałe, płomienne przemówienie  pod pomnikiem Powstania Warszawskiego (już wybór miejsca miał znaczenie kolosalne) odbiło się głębokim echem w sercach polskich patriotów. Nie licząc niebywale pozytywnej, a przecież zgodnej z prawdą, opinii na temat współpracy Polski z NATO i wspólnych perspektyw na polu politycznym, gospodarczym (choćby wsparcie dla idei Trójmorza) i militarnym, nadziei na wyrwanie się spod rosyjskiego buta w sprawach energetyki. Ten Mąż Stanu mówił o Polsce i jej sukcesach i klęskach z których się podnosiła, ale jak mówił!
Nie pominął żadnej z istotnych dla Polaków spraw. Zrobił Polsce znakomitą opinię, na którą Polska ZASŁUGUJE w świecie bo każdy wie, że urabianie fatalnej famy o Polsce jest charakterystyczne dla tych rządów, którym rosnące znaczenie naszej Ojczyzny, jest zdecydowanie nie w smak, a tęsknota za czołobitnością do czasu który minął, wybija się na pierwszy plan. Nasza V kolumna brylując na salonach europejskich tam, gdzie pogardliwe traktowanie naszego państwa, Polaków i prawicowego rządu jest czymś wiadomym i naturalnym, nie poprawia naszej trudnej sytuacji. Mimo najlepszej woli nie udałoby się Polsce przedstawić nas samych w tak pozytywnym świetle. Prezydent USA mówił bez kartki! Rozwinął wątek wspaniałej historii Polski na przestrzeni wieków, mówił o wielkim bohaterstwie narodu, woli przetrwania i wierze w przyszłą niepodległość. Słowa pełne pozytywnych emocji słyszalne były na całym świecie. Czułam wyraźnie  polski temperament w tym człowieku, bo skłonność dla Europy wschodniej i południowej  jest widoczna. Świadczy o niej pochodzenie jego dwóch kolejnych żon. Czyżby miała być prawdą informacja błąkająca się na marginesie, że jego babka była Polką?
Deklaracje są faktem. Czy uda się ich realizacja? Czas pokaże.
Powitanie w Polsce, ogromna eksplozja sympatii i wdzięczności wywołało niewątpliwie bardzo dobre wrażenie. Tę wizytę  Donald Trump zapamięta,  szczególnie po zderzeniu z atmosferą kolejnej - w Niemczech.

Odleciał, a w mediach pojawiły się przestrogi tzw. „życzliwych”, że oto Ameryka nas zawiodła w czasie II wojny światowej wpychając nas w łapy ZSRR na dziesięciolecia. To prawda że Roosevelt przypieczętował polską tragedię wraz z pozostałymi aliantami, ale po pierwsze nie zapominajmy o tym, kto wywołał II wojnę światową i kto Polskę wziął w „dwa ognie” i przypomnieć warto jak amerykańskie załogi ”Liberatorów” bohatersko walczyły wspomagając Powstanie Warszawskie. Nadlatywały z Włoch i wracały bez międzylądowania, na które nie zgodził się Stalin i częstokroć z tego właśnie powodu ginęły. Chociaż skuteczność tej pomocy ze względu na katastrofalne warunki była mniejsza niż się spodziewano - cześć Ich pamięci!
Czego Polska powinna życzyć Donaldowi Trumpowi? Powodzenia, odwagi, wielu lat aktywnego życia i wspomagać Go Modlitwą nie zapominając o modlitwie o opamiętanie w naszej Ojczyźnie


Nowy Sącz 20.07 2017                                               Magdalena Ponurkiewicz