poniedziałek, 17 marca 2014

Utrapienia Kaśki

Przygody małej Magdy nie zawsze należały do miłych.

– Juli to śniadanie do łóżka, cy jak?! Co jo inszej roboty ni mom? Na jaśnie panienke czekać do połdnia z jedzyniem? Pranie mom!
Rzeczywiście, ogromny baniak z bielizną stał na blasze wypełniony po brzegi.
Po chwili Kaśka darła się przez całe podwórze:
– Kuba! Kuuuba! Chojdże! Pranie trza dać na ganek, niek stygnie!
Kaśka szalała najbardziej wtedy, kiedy “pani” nie było w domu, a dzisiaj Dziutka pojechała do Piwnicznej.
Magda z Jurkiem urządzali dzikie gonitwy wokół domu, grzebali kijem w basenie, lizali sól kamienną dla krów, jednym słowem wychodzili ze skóry.
– Cheba w nik złe wstąpiło – gderała gosposia. – Panna mogłaby dzieci troche popilnuwać, bo niedobre, że strach! Jesce co wyskórzo.
W południe Jula usłyszała dziecięcy wrzask dobiegający z drugiej werandy. W garnku, na gorącej bieliźnie siedziała Magdusia, trzymając się kurczowo brzegów baniaka. Jerzyk stał jak słup soli. Jula dopadła dzieciaka, wydarła z garnka i energicznie zdjęła majtuchy. Pupa była mocno czerwona.
W tym momencie nadbiegła Kaśka, która, wieszając bieliznę w ogrodzie, usłyszała krzyk. W sekundę później gnały do kuchni. Kaśka złapała na ręce wydzierającą się wniebogłosy Magdę i w biegu wydawała dyspozycje:
– Jula weźnie miske z kredensu, rozbije kope jaj, a szybko!
Wspólnymi siłami wtłoczyły tłuściutki, obolały dziecięcy kuper do miski.
Po chwili nastała błoga cisza, niestety, nie na długo.
– Mo panna to, czego kciała! – zaczęła perorę gospodyni. – Tak jest jak się nikto nijakiej roboty nie chyci, ino wszyćko na mojej głowie!
– To dziecko się nie uchowo. Jak miała rok, tom jeji sama wrzątek z mydlinami na główkę wyloła, bo podleciała prościućko pod nogi. Wolałabym, żeby mi renka uskła... – labidziła nad szkrabem, na którym jeszcze niedawno wieszała psy.
Rzeczywiście, na głowie Magdy do dziś widać było blizny po paskudnym oparzeniu. Tym razem miała więcej szczęścia. “Kuper”, mieniący się przed chwilą wszystkimi kolorami tęczy, w rezultacie ucierpiał nieznacznie. Woda w baniaku zdążyła na szczęście nieco przestygnąć, a nasiadówka na jajach zrobiła swoje.
Dziutka przestraszyła się nie na żarty usłyszawszy opowieść Kaśki, która, żeby ją dobić, zaczęła „koronkę”:
– Pani leśnicyno... (Dziutka wiedziała, że jak Kaśka tak do niej przemawia, to trzeba siedzieć cicho i ani mru mru)...Pani leśnicyno. Jo się wybirom iść z tela. To nie na moje nerwy tako robota! Naskie dziecka dowodzo, tośta jesce obce wyzgarnuwały, co se rapy psujo albo co inne! Do roboty to ik ni ma! Aha. Pani nauczycielka przysłała Maśke, ze Jendrek zaś ucik z lekcji.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz