Lata powojenne były dla Polski i Polaków okresem niezwykle burzliwym. Dzisiaj, po latach, na szczęście zaczęto intensywnie przywracać pamięć żołnierzy wyklętych - kolejny fragment "Okruchów pamięci". Jula i Michał zostają przypadkowo wciągnięci w historię, która nie była przeznaczona, ani dla ich oczu, ani dla uszu.
–
Rydzów to jest! Ze trzy dni bedzie jak rosną – odpowiedział na
pytanie Kuby robotnik leśny z Życzanowa.
–
Brycke by nazbiroł w pół dnia. Nikto tamok nie chodzi to i som.
–
To jest pomysł! – ucieszył się Michał i pognał do Juli. (O
przejażdżkach konnych mogli zapomnieć).
–
Wycieczka piesza też frajda – pocieszała się Jula.
–
Idziemy przez Wolę, a w Życzanowie pokażę ci kryty most –
zdecydował Michał.
Nie
wdając się w szczegóły opowiedzieli się Kaśce, że wycieczka
całodniowa, porwali w biegu kanapki, mały prymus i menażkę, i już
ich nie było.
Minęli
most na Popradzie i w chwilę później wspinali się ostrymi
serpentynami w stronę przysiółka. Widok na dolinę roztaczał się
coraz piękniejszy. Po lewej mieli Makowicę, a gdzieś za Wolą
czekał na nich ciemny, głęboki wąwóz, pachnący zbutwiałymi
bukowymi liśćmi i grzybnią.
Minęli
już zabudowania wioski, gdy na jej końcu natknęli się na starca z
długimi, białymi wąsami, pasącego krowy. „Chyba leśnik” –
pomyślał chłopak, widząc wyrudziałe, poplamione spodnie ze
zgniłozielonego sukna.
–
Dokąd to droga prowadzi?
– zagadnął ciekawie.
–
Do Życzanowa, na rydze.
Stary
spojrzał na nich spod oka.
–
Do Życzanowa kawał drogi. Nogi was zabolą. Trza było iść w
Księży Las.
–
Eee! Gdzie tam daleko! Byłem tam przecież.
–
A dawno?
–
Dawno, dawno! Przed wojną – wyjawiał chętnie szczegóły rad, że
ma okazję zademonstrować nie tylko wiek, ale i doświadczenie.
–
Kawaler stąd, czy z miasta? – uparcie pruł wątek rozmówca.
–
Jesteśmy oboje u cioci na leśniczówce w Barcicach.
–
Aaa! W Barcicach! To leśniczy nie mówił, że do Życzanowa chodzić
nie trza?
–
Nic nie mówił. Nikt nam do lasu chodzić nie zabrania.
–
Pewnieście zapomnieli mu powiedzieć. Nie tak było?
Unikając
odpowiedzi Michał zagadnął:
–
Czemu to akurat tam nie wolno?
–
Bo tam... – stary zawiesił głos – ...kłusowniki siedzą.
–
Pewnie już na nas czekają! – roześmiała się Jula.
–
Żeby ino panienki kto nie postrzelił – odgryzł się stary,
popatrując z niepokojem za odchodzącymi.
–
Że też gówniarzy zawsze niesie gdzie nie trza! – mamrocząc
ruszył za krowami.
Doszli
do miejsca, gdzie ścieżka wiodła przez stromy uskok, porośnięty
ziołami. Drożyna wiła się, prowadząc w dół. Gdzieś tam na
samym dnie szumiał potok. Wilgotny chłód przyprawił Julę o
dreszcz.
–
Chodźmy tędy, po warstwicy. Nie będziemy pchać się pod gajówkę,
bo jeszcze ktoś się przyczepi, jak tamten.
Przebijali
się mozolnie przez gąszcz jodłowo-świerkowego młodnika,
podszytego w dodatku skłębionymi gałązkami jeżyny. Zmęczeni i
podrapani, zobaczyli wreszcie w dole kryty, drewniany most.
–
Wiesz, że to unikat? Dziś się takich nie buduje – objaśnił
Michał.
–
Czemu ten właśnie jest kryty?
–
Może dlatego, żeby drewno nie gniło pod wpływem deszczu. Tu nic
nie schnie, bo słońce nie zagląda.
Jar
wyglądał niesamowicie.
–
Wiesz, wyobrażam sobie, że mogłaby tu mieszkać Horpyna. Tu jest
po prostu przeraźliwie!
–
Może wrócimy? – zapytał chłopak, bo i jemu zrobiło się jakoś
nieswojo.
Mówili
szeptem, chociaż szum potoku zagłuszyłby prawdopodobnie i głośną
rozmowę. Brnęli dalej kompletnym bezdrożem. W pewnej chwili Michał
zarejestrował kątem oka jakiś ruch. Jeleń? Może i jeleń. Nie
chcąc wystraszyć Juli, zaczął się zastanawiać nad tym, co
usłyszał na Woli.
–
Rydze potrzebują światła, a my brniemy coraz bardziej w krzaki. Są
tu piękne polany, ale trzeba się do nich trochę cofnąć.
–
Stój! – usłyszał komendę wydaną półgłosem i poczuł ucisk
chłodnego metalu między łopatkami. W tej samej chwili szmata lub
chusta spadła mu na oczy. Ktoś potrącił go, przeciskając się
obok i za chwilę usłyszał głos Juli:
–
Proszę mnie puścić! Nic nie zrobiliśmy! Michaaaał!
–
Cicho! Bo wam gęby pozatykam – warknął męski głos.
Posuwali
się naprzód, pchani lekko przez nieznanych napastników. Gotowi nas
wymordować – myślał ponuro chłopak. – Kłusownik to
kłusownik: sumienia za grosz. Że też mnie podkusiło!
W
pewnej chwili padła komenda: „Siadać!” Inny głos zaczął
przepytywanie:
–
Skąd przyszli? Po co? Gdzie mieszkają?
Michał
odpowiadał z pewną nadgorliwością, mając nadzieję, że
wyjaśnienia uspokoją napastników.
–
To u leśniczego w Barcicach mieszkacie?
–
Tak. Już mówiłem.
–
Jak nazywa się leśniczy? Imię? Imię żony? Dzieci mają? Ile? Kto
tam jeszcze mieszka? Wszystko to trzeba sprawdzić, a potem
zobaczymy.
–
Siedzieć spokojnie, nie ruszać się, mamy was na muszce!
Usłyszeli
oddalające się kroki, ale nie śmieli drgnąć. Gorzko żałowali,
że znowu wdali się w awanturę, która nie wiadomo czym się
skończy. Jula dopiero teraz poczuła, że zmarzła na kość w
cienkiej sukience.
–
Będzie afera jak się przeziębię! Jeszcze ciotka gotowa napisać
do mamy, że mają ze mną same kłopoty.
–
Co wam strzeliło do głowy, żeby się tu wlec?! – usłyszeli
znienacka znajomy baryton. W tej samej chwili zdarli szmaty z twarzy.
Przed nimi stał wujek Adam – w mundurze, ze strzelbą na ramieniu.
–
Masz babo placek!
Oboje
zerwali się na równe nogi. Juli krew uderzyła do głowy, Michał
pobladł z emocji.
–
Co wuj tu robi?! – wypalił.
–
Nie odpowiedziałeś na moje pytanie!
–
Przyszliśmy na grzyby.
–
Tu żadnych grzybów nie ma. Zapamiętajcie to sobie!
–
A robotnik leśny mówił Kubie...
–
Podpuszczał go i tyle! Biegiem do domu! Jula jest sina z zimna. Mam
konia na Woli.
Ruszyli
truchtem, nie podejmując prób dowiedzenia się czegokolwiek.
Michała nurtowała jedna myśl: Co wuj robił w kompanii z
kłusownikami? Bo, że znał tych ludzi, to pewne jak amen w
pacierzu.
Jula
natomiast przypomniała sobie nocne odgłosy na ganku, rannego w
kominie i wszelkie niedomówienia w kwestii nieobecności ciotki i
wuja. Teraz wiedziała, że przyszło się jej znowu otrzeć o
tajemnicę.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz