poniedziałek, 31 marca 2014

Patrycy i jego rodzina - wspomnienia z Kielecczyzny. Ciąg dalszy 'Okruchów pamięci'

Do zobaczenia w środę :)


– Mamo! Ewa zabiera Petronelę!
Rozradowana Magda wpadła do mieszkania, prowadząc za sobą wyjątkowej urody dziewczynę, córkę leśnika, mieszkającą nie opodal Nieznanowic. Zaprzyjaźniły się w czasie, kiedy rodzice Magdy pojechali po Kaśkę i meble, a ona została w internacie. Od tej pory bywały u siebie często i Magda zwierzyła się niedawno z nadmiaru czworonogów.
– Chwała Bogu i twoim rodzicom! – ucieszyła się Dziutka – Trafiło się naszej Petroneli jak ślepej kurze ziarnko!
– Popatrz, Ewa, jaki śliczny jest Patrycy – Magda pokazywała gościowi ulubieńca rozpartego w oknie.
– Ależ to wielki kocur! Sierść ma przepiękną – zachwycała się dziewczyna.
Ancymon, słysząc doskonale, że o nim mowa, nadął się, nabzdyczył i zmrużył oczy, co nadawało kociej fizjonomii wygląd wyjątkowo arogancki.
– Tylko go nie głaszcz, bo ci przyleje! Tata przewrócił mu we łbie. Trzeba widzieć, jak razem jedzą obiad... Ojciec kroi mięso na drobne kawałki i czeka. Patrycy siedzi na kolanach. We właściwym momencie wyjeżdża spod stołu upazurzona łapa i ląduje na talerzu. Do pracy też chodzą razem. Najpierw kroczy Pan Kot, dostojny, usztywniony, z ogonem zadartym i napuszonym – jednym słowem osoba służbowa – za nim tata. Widok, powiadam ci, wart wszystkich pieniędzy. Dobrze, że mieszkamy wreszcie w biurowcu, bo wątpię, żeby wędrówki jezdnią były dla naszego pupila zdrowe i bezpieczne.
Musisz koniecznie zobaczyć dzieci tego łajdaka. To dopiero uroda! Parę miesięcy temu przyplątała się do nas prześliczna, błekitno-popielata, delikatna kicia z zamiarem poderwania lowelasa. Przyszło jej to bez trudu. Później zaokrągliła się niepokojąco, a któregoś dnia zniknęła. Nikt się tym szczególnie nie przejął. Jakiś czas potem, kiedy o kocich amorach wszyscy zapomnieliśmy, Patrycy wskoczył na okno, waląc pięścią w szybę. (Dobijał się zawsze tam, gdzie paliło się światło, potem biegł do drzwi i wchodził jak należy). Teraz wtarabanił się do kuchni i dalejże omiatać mamę ogonem. Zagadywał potem, biegł do drzwi, znów wracał. Zaintrygowana, narzuciła coś na grzbiet. Prowadził ją wprost do stodoły. Tam – głęboko ukryte w sianie – tkwiły dwa błękitno-popielate kocięta, chude i zabiedzone. Matka musiała zginąć tragicznie, a ten, zamiast zeżreć przychówek, jakby to zrobił niejeden tatuńcio, ruszył na poszukiwanie mamki.
– To naprawdę zdumiewające – wtrąciła Ewa.
– Potem zniknął z nową narzeczoną na wiele dni. Idziemy z Ewą do stodółki. Tam pewnie kręcą się nasze dzikie kociaki.
Wyszły obie przed dom.
– A to co za nieszczęście?
– Buru-Buru, czyli Kot Zielony.
Obok ławki wylegiwał się straszliwie zezowaty kocur z okropną szramą na głowie.
– Popatrz, jakie ma nerwowe tiki. Mruga oczyma, marszczy się dziwacznie i wąsy mu drgają. Mówiłam ci, że usiłujemy adoptować kalekę z głową rozwaloną siekierą. Oto on. Niewiele widzi. Wymaga opieki. Dobrze, że udało się go do nas przekonać, bo zginąłby niechybnie. Jest tylko jeden kłopot. Buru-Buru jest wyjątkowo nieporządny...
– Panna se weźmie tego kocura – zachęcała Ewę Kaśka – Panna koty lubi, to ji za jedno, a z kotko to ino kłopot, kocionta do chołpy przywlece...
– Przykro mi. Mam zamówienie tylko na Petronelkę.


2 komentarze:

  1. Cieszy mnie bardzo wzrastająca liczba Zainteresowanych Okruchami pamięci i kwiatami na szkle! Dziękuję!. Będę także wdzięczna za uwagi na piśmie tak na facebooku jak i na blogu zarówno od Osób mieszkających w Polsce jak i za granicą. Pozdrawiam serdecznie Magda P

    OdpowiedzUsuń
  2. Wzrastająca liczba czytelników Twojego bloga nikogo chyba nie dziwi :) Czy można przejść obojętnie obok przepięknych kwiatów malowanych na szkle, czy powstrzymać się od przeczytania kolejnego mega fajnego fragmentu 'Okruchów'. Dzięki Ci Magda, że dzielisz się z nami tym co Ci w duszy gra! A gra niesamowicie :)!

    OdpowiedzUsuń