Do zobaczenia w środę :)
– Mamo! Ewa zabiera Petronelę!
– Mamo! Ewa zabiera Petronelę!
Rozradowana
Magda wpadła do mieszkania, prowadząc za sobą wyjątkowej urody
dziewczynę, córkę leśnika, mieszkającą nie opodal Nieznanowic.
Zaprzyjaźniły się w czasie, kiedy rodzice Magdy pojechali po Kaśkę
i meble, a ona została w internacie. Od tej pory bywały u siebie
często i Magda zwierzyła się niedawno z nadmiaru czworonogów.
–
Chwała Bogu i twoim
rodzicom! – ucieszyła się Dziutka – Trafiło się naszej
Petroneli jak ślepej kurze ziarnko!
–
Popatrz, Ewa, jaki
śliczny jest Patrycy – Magda pokazywała gościowi ulubieńca
rozpartego w oknie.
–
Ależ to wielki
kocur! Sierść ma przepiękną – zachwycała się dziewczyna.
Ancymon,
słysząc doskonale, że o nim mowa, nadął się, nabzdyczył i
zmrużył oczy, co nadawało kociej fizjonomii wygląd wyjątkowo
arogancki.
–
Tylko go nie
głaszcz, bo ci przyleje! Tata przewrócił mu we łbie. Trzeba
widzieć, jak razem jedzą obiad... Ojciec kroi mięso na drobne
kawałki i czeka. Patrycy siedzi na kolanach. We właściwym momencie
wyjeżdża spod stołu upazurzona łapa i ląduje na talerzu. Do
pracy też chodzą razem. Najpierw kroczy Pan Kot, dostojny,
usztywniony, z ogonem zadartym i napuszonym – jednym słowem osoba
służbowa – za nim tata. Widok, powiadam ci, wart wszystkich
pieniędzy. Dobrze, że mieszkamy wreszcie w biurowcu, bo wątpię,
żeby wędrówki jezdnią były dla naszego pupila zdrowe i
bezpieczne.
Musisz
koniecznie zobaczyć dzieci tego łajdaka. To dopiero uroda! Parę
miesięcy temu przyplątała się do nas prześliczna,
błekitno-popielata, delikatna kicia z zamiarem poderwania lowelasa.
Przyszło jej to bez trudu. Później zaokrągliła się niepokojąco,
a któregoś dnia zniknęła. Nikt się tym szczególnie nie przejął.
Jakiś czas potem, kiedy o kocich amorach wszyscy zapomnieliśmy,
Patrycy wskoczył na okno, waląc pięścią w szybę. (Dobijał się
zawsze tam, gdzie paliło się światło, potem biegł do drzwi i
wchodził jak należy). Teraz wtarabanił się do kuchni i dalejże
omiatać mamę ogonem. Zagadywał potem, biegł do drzwi, znów
wracał. Zaintrygowana, narzuciła coś na grzbiet. Prowadził ją
wprost do stodoły. Tam – głęboko ukryte w sianie – tkwiły dwa
błękitno-popielate kocięta, chude i zabiedzone. Matka musiała
zginąć tragicznie, a ten, zamiast zeżreć przychówek, jakby to
zrobił niejeden tatuńcio, ruszył na poszukiwanie mamki.
–
To naprawdę
zdumiewające – wtrąciła Ewa.
–
Potem zniknął z
nową narzeczoną na wiele dni. Idziemy z Ewą do stodółki. Tam
pewnie kręcą się nasze dzikie kociaki.
Wyszły
obie przed dom.
– A
to co za nieszczęście?
–
Buru-Buru, czyli Kot
Zielony.
Obok
ławki wylegiwał się straszliwie zezowaty kocur z okropną szramą
na głowie.
–
Popatrz, jakie ma
nerwowe tiki. Mruga oczyma, marszczy się dziwacznie i wąsy mu
drgają. Mówiłam ci, że usiłujemy adoptować kalekę z głową
rozwaloną siekierą. Oto on. Niewiele widzi. Wymaga opieki. Dobrze,
że udało się go do nas przekonać, bo zginąłby niechybnie. Jest
tylko jeden kłopot. Buru-Buru jest wyjątkowo nieporządny...
–
Panna se weźmie
tego kocura – zachęcała Ewę Kaśka – Panna koty lubi, to ji za
jedno, a z kotko to ino kłopot, kocionta do chołpy przywlece...
–
Przykro mi. Mam
zamówienie tylko na Petronelkę.
Cieszy mnie bardzo wzrastająca liczba Zainteresowanych Okruchami pamięci i kwiatami na szkle! Dziękuję!. Będę także wdzięczna za uwagi na piśmie tak na facebooku jak i na blogu zarówno od Osób mieszkających w Polsce jak i za granicą. Pozdrawiam serdecznie Magda P
OdpowiedzUsuńWzrastająca liczba czytelników Twojego bloga nikogo chyba nie dziwi :) Czy można przejść obojętnie obok przepięknych kwiatów malowanych na szkle, czy powstrzymać się od przeczytania kolejnego mega fajnego fragmentu 'Okruchów'. Dzięki Ci Magda, że dzielisz się z nami tym co Ci w duszy gra! A gra niesamowicie :)!
OdpowiedzUsuń