Dziutka
zerwała się na równe nogi. Obudziło ją ujadanie psów, w chwilę
potem łomot drzwi wylatujących z zawiasów.
Wyskoczyła
z łóżka w koszuli, zaraz za nią Adam, który dwie godziny
wcześniej wrócił z jednej ze swoich nocnych wędrówek.
Byli
już w sieni. Trzech uzbrojonych w automaty mężczyzn i typ w
skórzanym płaszczu.
–
Dokumenty! – huknął.
–
To panowie najpierw pokażą dokumenty. Panowie wdarli się do
naszego domu – odpaliła Dziutka.
–
Panowie i panie dawno wyjechali zaleszczyckom szosom! – prowodyr
zarżał w zachwycie nad własną błyskotliwością.
–
Milczeć! Pod ścianę! – wrzasnął w sekundę później,
uznawszy, że żarty się skończyły.
–
Gdzie te
bańdziory?! Gdzie
ich trzymacie?! – kontynuował.
–
Poza nami nie ma tu nikogo – odpowiedziała.
–
Zobaczymy, zobaczymy!
Palcem
wskazał swym ludziom drzwi. Rozbiegli się po pokojach i za chwilę
wyciągali z łóżek pozostałych domowników.
–
To kto? – zapytał, wskazując na Adama.
–
Mąż.
–
Mąż to on pewnie czyjś jest. Zoobaaczyymy.
Adam
stał pod ścianą z zaciśniętymi ustami, zastanawiając się nad
tym, co „goście” wiedzą.
–
No to, gdzie te bańdziory?!
Nie
czekając na odpowiedź, puścili serię w sufit i rozpoczęli
rewizję. Odłożyli na bok sportowe siodła, lornetkę, służbową
broń, roczniki francuskiego pisma ilustrowanego, uznając zdjęcia
obrazów i rzeźb światowych mistrzów za pornografię.
–
Czy wy wiecie, co to w ogóle jest?! Analfabeci! – sierdziła się
Dziutka.
Jeden
z osiłków strzelił ją na odlew w twarz.
–
Zamknij się ...
W
tym momencie Adam oderwał się od ściany.
–
Stać! Ręce na kark, bo strzelam! – wrzasnął właściciel
skórzanego płaszcza.
Dziutka
nie dawała za wygraną:
–
Mój brat dowie się o tym natychmiast! Dobrze wiecie, że jest
wysokiej rangi lekarzem KBW! Jeśli nie wiecie, tym gorzej dla was!
Już on wam... – tu domownicy i goście usłyszeli soczystą
wiązankę.
Zofia
w osłupieniu słuchała wybuchu córki, ale i intruzi nie
spodziewali się takiego słownika w ustach drobnej, delikatnej
kobiety.
Nie
wiadomo, co ostudziło nieco impet mołojców. Czy groźba
interwencji ze strony brata – oficera, czy tyrada gospodyni, dość
że przybrali ton bardziej pojednawczy.
–
No, no. Nie podskakuj. Jak coś ciekawego znajdziemy, to twój tym
razem z kryminału nie wyjdzie. Sam Pan Bóg mu nie pomoże, co
dopiero braciszek – odgrażał się prowodyr, znacznie ciszej i
jakby łagodniej.
–
Podpisz, co zabieramy – podsunął jej świstek na znak, że
rewizja skończona.
–
Niczego nie podpiszę! To nie są wojskowe siodła, lornetka też
nie, broń – służbowa.
–
Nie to nie. Żebyś potem nie pyskowała, że coś zginęło.
Wyszli,
trzaskając obcasami na pożegnanie.
Babci
Zofii, dopiero teraz zrobiło się słabo. Kaśka pobiegła po
krople.
–
Jezus Maria, Adam! Znowu cię zamkną! Jak wtedy po referendum.
–
Jakby to mieli zrobić, już by mnie nie było.
Jula
zabrała Magdę do siebie, babcia poczłapała do pokoju. Dziutka z
Adamem zamknęli się w kancelarii. Do rana nikt nie zmrużył oka.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz