sobota, 13 stycznia 2018

Artykuł nr 5 - Bohater tragiczny- generał Stanisław Sosabowski

W styczniu 2017 r. w Londynie zmarł w wieku 101 lat generał Alfons Maćkowiak, znany w  Wlk. Brytanii jako Alan Mack. Wielki dowódca, o znakomitej bohaterskiej przeszłości, cichociemny, pochowany z  honorami na Warszawskich Powązkach w sobotę 23.09 2017 r.
Uroczystościom towarzyszyło m.in. złożenie kwiatów pod pomnikiem innego wielkiego człowieka Generała Stanisława Sosabowskiego, urodzonego w 1890 roku w Stanisławowie, mentora, nauczyciela i uwielbianego dowódcy Alfonsa Maćkowiaka i żołnierzy I Brygady Spadochronowej będącej jednostką powietrznodesantową Polskich Sił Zbrojnych na zachodzie, sformowaną w Wlk. Brytanii. Jest więc wspaniała okazja, by napisać kilka słów  na temat  owej tragicznej postaci.
W założeniu brygada miała wziąć udział w walkach w Polsce. Jej hasło brzmiało  „Najkrótszą drogą”- czyli „pierwsi do Polski”, takie były plany i marzenia żołnierzy. Ale chociaż gen. Sosabowski celowo nie przyjął od Anglików nominacji na generała dywizji, by zostać ostatecznie w 1944 roku generałem brygady po to, by zapewnić dowodzonej jednostce przeznaczenie do walk w Polsce, a nie na zachodzie, nic nie poszło po jego myśli. Generał czuł się szczególnie zobligowany do pomocy Powstaniu Warszawskiemu bo to Warszawiacy ufundowali brygadzie sztandar i w tragicznej chwili mieli głęboką wiarę w wsparcie. Dowództwo angielskie zawiodło ku rozpaczy Polaków. Jednostka wbrew wcześniejszym deklaracjom została zrzucona w Holandii by przyjść z odsieczą Arnhem i broniącym mostu nad Renem, gdzie 600 żołnierzy odpierało zmasowane ataki niemieckie przez 70 godzin. Gen. Browing popełnił jednak katastrofalny błąd nie chcąc słuchać rad i próśb Sosabowskiego. Naraził desant na ogromne straty, spadochroniarzy na utratę życia, rany spowodowane zmasowanym ostrzałem 2 niemieckich pancernych dywizji. To była masakra, za którą ktoś musiał odpowiedzieć i nie był to Browing! Generał Montgomery zrezygnował z podległości brygady, która tak bohatersko walczyła w Arnhem, oskarżając Sosabowskiego o indolencję i niechęć do współpracy, a jego żołnierzy o tchórzostwo. Tak więc Sosabowski stał się przysłowiowym kozłem ofiarnym. To co go spotkało to największa krzywda i plama jakie mogą spotkać żołnierza, a szczególnie człowieka tego formatu. Kiedy gen. Maćkowiak udzielał wywiadu na ten temat, płakał z rozpaczy.
Sosabowski, który nie przyjął paszportu brytyjskiego do końca, a  paszportu polskiego został przez rząd komunistyczny pozbawiony, pozostał bez środków do życia, jako że nie miał emerytury. Pracował w Anglii jako zwykły robotnik mając na utrzymaniu syna- lekarza, który stracił wzrok w Powstaniu Warszawskim i dwoje wnuków. Zmarł w 1967 roku a jeszcze kilka miesięcy wcześniej prosił kilkakrotnie o jakąkolwiek pracę!
Śmierć pozwoliła mu wrócić dwa lata później do ukochanej ojczyzny, gdzie otrzymał wreszcie Krzyż Komandorski Orderu Odrodzenia Polski z Gwiazdą.

Być może wielkie bohaterstwo i straszna krzywda poszłyby w zapomnienie, gdyby nie to, że Holendrzy pamiętali o swoich wyzwolicielach i ofierze ich krwi tak, jak pieczołowicie pielęgnują pamięć o generale Maczku i jego dywizji.
Oto w 1946 Kora Baltusen sanitariuszka Czerwonego Krzyża, wokół domu której spadali na spadochronach martwi i ranni żołnierze polscy stała się zapalnikiem, który wzniecił batalię o przywrócenie godności i chwały polskich skoczków i ich dowódcy. Kora była jedyną w okolicy osobą znającą angielski, dlatego to ona opiekując się rannymi wysłuchiwała często ich ostatnich zwierzeń, opowieści o tęsknocie za Polską, planów  snutych na przyszłość których mieli nie dożyć. To ona spotykała się regularnie z Sosabowskim. Zasłyszane opowieści wstrząsnęły nią tak dalece, że poświęciła życie, by doprowadzić swój zamiar do końca. Pomagało jej dwóch młodych Holendrów - pasjonatów.
Pierwszy z nich to Erik Van Tibbeurgh, który przez 16 lat gromadził olbrzymie ilości dokumentów brygady, filmów o niej, broni, umundurowania itd. tworząc wspaniałe, uporządkowane archiwum w ramach imponującego, prywatnym sumptem zorganizowanego muzeum. Tu właśnie znalazły się argumenty, które po latach pozwoliły doprowadzić sprawę do szczęśliwego końca.
Drugim  pomocnikiem Kory był młody dziennikarz holenderskiej TV Geertjan Lassche który przez 13 lat wspierał mozolną i początkowo beznadziejną walkę o honor wyzwolicieli. Nagrał film, który wstrząsnął Holandią. Na szczególną uwagę zasługuje fakt, że do tej akcji włączyli się z zapałem królowa Beatrix i książę Bernard. Oni także napotykali na niebywały opór w tej sprawie.
Pukająca uparcie do wszystkich drzwi Kora, nie dożyła szczęśliwego finału swych usiłowań, zmarł także książę Bernard, ale milczenie wreszcie zostało przerwane!
31.V.2006 roku TV holenderska relacjonowała uroczystość odznaczenia tych, którym udało się dożyć owej szczęśliwej chwili. Naprawiano błąd sprzed 60-ciu lat. Zainteresowanie było ogromne.
Order Brązowego Lwa dla generała Sosabowskiego odbierał nie kryjąc wzruszenia jego wnuk.
Holendrzy przepraszali za niesprawiedliwość i krzywdę, której sprawcami byli Anglicy. Nad grobem Kory pochyliły się siwe głowy polskich weteranów, a po ich policzkach płynęły łzy. Łzy wdzięczności i żalu że nie dożyła triumfu prawdy, o którą walczyła do końca swoich dni.
Czy można dodać coś więcej? Tak! O wstydzie, na uroczystości nie było żadnego przedstawiciela rządu polskiego. To wstyd i hańba dla Polski.
Dziś na szczęście mamy inną rzeczywistość. Pamięć o bohaterze zatacza coraz szersze kręgi, powstają pomniki. Polacy, mam nadzieję, korzystają i będą korzystać z dorobku pisarskiego Sosabowskiego.

Spóźniona o dziesięciolecia chwała i cześć należy się tak bardzo temu Żołnierzowi Niezłomnemu.

                                                                                Magdalena Ponurkiewicz

                                                                                07.10. 2017 Nowy Sącz

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz