W styczniu 2017 r. w Londynie zmarł w wieku 101 lat generał
Alfons Maćkowiak, znany w Wlk. Brytanii
jako Alan Mack. Wielki dowódca, o znakomitej bohaterskiej przeszłości,
cichociemny, pochowany z honorami na Warszawskich Powązkach w sobotę 23.09 2017 r.
Uroczystościom towarzyszyło m.in. złożenie kwiatów pod
pomnikiem innego wielkiego człowieka Generała Stanisława Sosabowskiego,
urodzonego w 1890 roku w Stanisławowie, mentora, nauczyciela i uwielbianego
dowódcy Alfonsa Maćkowiaka i żołnierzy I Brygady Spadochronowej będącej
jednostką powietrznodesantową Polskich Sił Zbrojnych na zachodzie, sformowaną w Wlk. Brytanii. Jest
więc wspaniała okazja, by napisać kilka słów
na temat owej tragicznej postaci.
W założeniu brygada miała wziąć udział w walkach w Polsce.
Jej hasło brzmiało „Najkrótszą drogą”-
czyli „pierwsi do Polski”, takie były plany i marzenia żołnierzy. Ale chociaż gen. Sosabowski celowo nie przyjął od
Anglików nominacji na generała dywizji, by zostać ostatecznie w 1944 roku generałem brygady po to, by zapewnić
dowodzonej jednostce przeznaczenie do walk w Polsce, a nie na zachodzie, nic
nie poszło po jego myśli. Generał czuł
się szczególnie zobligowany do pomocy Powstaniu Warszawskiemu bo to Warszawiacy
ufundowali brygadzie sztandar i w tragicznej chwili mieli głęboką wiarę w wsparcie. Dowództwo angielskie zawiodło ku
rozpaczy Polaków. Jednostka wbrew
wcześniejszym deklaracjom została zrzucona w Holandii by przyjść z odsieczą
Arnhem i broniącym mostu nad Renem, gdzie 600 żołnierzy odpierało zmasowane
ataki niemieckie przez 70 godzin. Gen. Browing popełnił jednak katastrofalny błąd nie chcąc słuchać rad i próśb
Sosabowskiego. Naraził desant na ogromne straty, spadochroniarzy na utratę
życia, rany spowodowane zmasowanym ostrzałem 2 niemieckich pancernych dywizji. To była masakra, za którą ktoś musiał
odpowiedzieć i nie był to Browing!
Generał Montgomery zrezygnował z
podległości brygady, która tak bohatersko walczyła w Arnhem, oskarżając
Sosabowskiego o indolencję i niechęć do
współpracy, a jego żołnierzy o
tchórzostwo. Tak więc Sosabowski stał się przysłowiowym kozłem ofiarnym. To co
go spotkało to największa krzywda i plama jakie mogą spotkać żołnierza, a
szczególnie człowieka tego formatu. Kiedy gen. Maćkowiak udzielał wywiadu na
ten temat, płakał z rozpaczy.
Sosabowski, który nie przyjął paszportu brytyjskiego do końca, a paszportu polskiego został przez rząd
komunistyczny pozbawiony, pozostał bez środków do życia, jako że nie miał
emerytury. Pracował w Anglii jako zwykły robotnik mając na utrzymaniu syna-
lekarza, który stracił wzrok w Powstaniu Warszawskim i dwoje wnuków. Zmarł w
1967 roku a jeszcze kilka miesięcy wcześniej prosił kilkakrotnie o jakąkolwiek
pracę!
Śmierć pozwoliła mu wrócić dwa lata później do ukochanej
ojczyzny, gdzie otrzymał wreszcie Krzyż Komandorski Orderu Odrodzenia Polski z
Gwiazdą.
Być może wielkie bohaterstwo i straszna krzywda poszłyby w
zapomnienie, gdyby nie to, że Holendrzy pamiętali o swoich wyzwolicielach i
ofierze ich krwi tak, jak pieczołowicie pielęgnują pamięć o generale Maczku i
jego dywizji.
Oto w 1946 Kora Baltusen sanitariuszka Czerwonego Krzyża,
wokół domu której spadali na spadochronach martwi i ranni żołnierze polscy
stała się zapalnikiem, który wzniecił batalię o przywrócenie godności i chwały
polskich skoczków i ich dowódcy. Kora była jedyną w okolicy osobą znającą
angielski, dlatego to ona opiekując się rannymi wysłuchiwała często ich ostatnich zwierzeń, opowieści o
tęsknocie za Polską, planów snutych na
przyszłość których mieli nie dożyć. To ona spotykała się regularnie z Sosabowskim.
Zasłyszane opowieści wstrząsnęły nią tak dalece, że poświęciła życie, by
doprowadzić swój zamiar do końca. Pomagało jej dwóch młodych Holendrów - pasjonatów.
Pierwszy z nich to Erik Van Tibbeurgh, który przez 16 lat gromadził olbrzymie ilości dokumentów
brygady, filmów o niej, broni, umundurowania itd. tworząc wspaniałe,
uporządkowane archiwum w ramach imponującego, prywatnym sumptem
zorganizowanego muzeum. Tu właśnie znalazły się argumenty, które po latach
pozwoliły doprowadzić sprawę do szczęśliwego końca.
Drugim pomocnikiem
Kory był młody dziennikarz holenderskiej TV Geertjan Lassche który przez 13 lat
wspierał mozolną i początkowo beznadziejną walkę o honor wyzwolicieli. Nagrał
film, który wstrząsnął Holandią. Na szczególną uwagę zasługuje fakt, że do tej
akcji włączyli się z zapałem królowa Beatrix i książę Bernard. Oni także
napotykali na niebywały opór w tej sprawie.
Pukająca uparcie do wszystkich drzwi Kora, nie dożyła
szczęśliwego finału swych usiłowań, zmarł także książę Bernard, ale milczenie
wreszcie zostało przerwane!
31.V.2006 roku TV holenderska relacjonowała uroczystość
odznaczenia tych, którym udało się dożyć owej szczęśliwej chwili. Naprawiano
błąd sprzed 60-ciu lat. Zainteresowanie było ogromne.
Order Brązowego Lwa dla generała Sosabowskiego odbierał nie
kryjąc wzruszenia jego wnuk.
Holendrzy przepraszali za niesprawiedliwość i krzywdę, której
sprawcami byli Anglicy. Nad grobem Kory pochyliły się siwe głowy polskich
weteranów, a po ich policzkach płynęły łzy. Łzy wdzięczności i żalu że nie dożyła triumfu prawdy, o którą walczyła do końca swoich dni.
Czy można dodać coś więcej? Tak! O wstydzie, na uroczystości
nie było żadnego przedstawiciela rządu polskiego. To wstyd i hańba dla Polski.
Dziś na szczęście mamy inną rzeczywistość. Pamięć o bohaterze
zatacza coraz szersze kręgi, powstają pomniki. Polacy, mam nadzieję, korzystają
i będą korzystać z dorobku pisarskiego Sosabowskiego.
Spóźniona o
dziesięciolecia chwała i cześć należy
się tak bardzo temu Żołnierzowi Niezłomnemu.
Magdalena
Ponurkiewicz
07.10. 2017 Nowy Sącz
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz