Szanowna Redakcjo!
Dziś postanowiłam zmienić na chwilę tematykę swoich tekstów,
bo chcę zaprezentować naszym Czytelnikom przedstawiciela Sztuki przez duże S. Jest
nim Artysta malarz -Wacław Jagielski, człowiek wielu talentów, którego
twórczość zafascynowała mnie bez reszty.
Nigdy dotąd nie ośmieliłam się występować w roli recenzenta i tak, przez
lata milczałam uparcie na temat wspaniałej poezji znanej bardzo i uwielbianej, nie tylko przeze mnie, poetki Sądecczyzny -Wandy
Lomnickiej- Dulak, której wiersz ostatnio publikowała „Nasza Wiara” - co cieszy
mnie niezmiernie. Milczałam, bo nie czuję się uprawniona do wygłaszania oficjalnych opinii o Twórcach, ale tym razem
coś musiałam począć z nadmiarem emocji, które wynikają z fantastycznego
połączenia obrazu i słowa jakie prezentuje Wacław Jagielski w swych trzech
pięknych albumach.
W wielkim skrócie można powiedzieć, że artysta jest aktywnym
członkiem Związku Polskich Artystów Plastyków i Stowarzyszenia Pastelistów
Polskich, autorem kilkudziesięciu wystaw w kraju i za granicą, czego skutkiem są
nagrody i wyróżnienia. Wystawy europejskie to choćby Lyon, Paryż, Ateny, Lwów
czy Wiedeń.
Zachęcam Czytelników
do pogłębienia wiedzy o Artyście na własną rękę.
Oto Jego dwa wiersze: i wybrane obrazy oraz moje wynurzenia,
które pozwalam sobie zaprezentować Czytelnikom.
Magdalena Ponurkiewicz
„Na styku
szeptów” Szukam mozolnie w pamięci, by w końcu uświadomić sobie, że nigdy dotąd
tomik poezji nie wywołał u mnie takiego wstrząsu i nie boję się użyć właśnie
tego słowa. Znakomicie wydany, wymuskany z pietyzmem, ma jeszcze jeden walor.
Jest nim malarstwo Wacława Jagielskiego. Nie mam szczególnego prawa, by pisać
recenzje dla ułamka tej wspaniałej twórczości, tak bardzo nietuzinkowego
twórcy, ale obrazy i rysunki jako emocjonalna paralela do wierszy, zmuszają,
takiego jak ja, zwykłego zjadacza chleba do intymnych wynurzeń, bo tylko w ten
sposób może się uzewnętrznić ogromna fala pozytywnych emocji, narastająca w
miarę zagłębiania się w twórczość Artysty - rajskiego ptaka, który kiedyś
nadleciał tu z Dolnego Śląska i zagnieździł się w Sączu na dobre. Już tytuł
tomiku dobrze wróży... a potem im dalej... Poezja, która brzmi jak muzyka (bo
też autor to artysta także i w tej dziedzinie) Jakże często słychać jej melodię
i delikatny rytm, to, co w poezji najbardziej mnie urzeka. Miłość do kobiety-
Żony Beaty - wygrywana najdyskretniej, najsubtelniej a jednak z mocą nie
słabnącego wielkiego uczucia. Dzięki znakomitemu operowaniu słowem objawia swą
ciekawość świata, pasję życia i wielką pogodę ducha, które nie biorą się znikąd.
Ich źródłem są :głęboka wiara autora, i rodzina – wartości fundamentalne. Ciepło
bijące z poezji Jagielskiego musi ogrzać każdego, ogrzało i mnie. A obrazy?
Trudno oderwać oczy od orgii nasyconych na ogół barw otaczającej przyrody,
gdzie szczególne miejsce mają reminiscencje egzotycznych podróży autora. Ukryte
w rozszalałej roślinności świątynie Majów. Brzmi w uszach huk szmaragdowej masy
wody na progu w Kanionie Sumidero gdzie ta, w dole, zamienia się w oświetloną
słońcem kipiel. Rozbryzgi kropli podbitych tęczową smugą światła, zmieniają je
w delikatna koronkę. W Tulum znów morze uderzające o brzeg. Gdzie indziej jest
to jedynie subtelna zmarszczka na niemal nieruchomej tafli jeziora. Ognisto,
złoto, fioletowo, zielona burza wspaniałych kwiatów - „pani jesień”,
szczególnie ekscytująca malarza przeciwstawiana innym porom roku w polskich
krajobrazach, z których bije spokój. Leciutkie mgły unoszą się nad jeziorami i
rosochate wierzby, nagie na przedwiośniu, przypominają iż po powrocie z
dalekiej podróży autor znów jest u siebie. Niemal wszędzie można dostrzec
światło, ruch, lub chociaż jego ślad i podążający wraz z nim dźwięk. Jednak w
szerokiej gamie różnorodności zastyga na moment - także i martwa cisza. A
wspaniałe, smukłe kobiety?! Wdzięk wygięcia w talii ,ruch bioder, czy nagich
piersi, odchylenie szyi i burza wspaniałych opadających włosów. Znów subtelne
tony mówiące o uczuciu miłości i dyskretny erotyzm. Suknie wiotkie, delikatnie
poruszane wiatrem - wspaniale żywe. A przecież to nie wszystko . Są jeszcze
ptaki!. Choćby cudowny portret łabędzia. Królewskie ptaszysko z wygiętą charakterystycznie
szyją, za chwilę schowa głowę pod skrzydło, dając świadectwo jakże
profesjonalnej, dogłębnej znajomości anatomii każdego żyjącego stworzenia. Oto
bocian dość ciężko podrywający się do lotu. Może to pierwsza, ogniowa próba
opuszczenia rodzinnego gniazda? A rysunek indyka? Szarość ,czerń i biel i znów
ruch zaklęty w maleńkim arcydziełku! Niemal słychać szelest rozkładanego w
piękny wachlarz sztywnych piór ogona. I można by tak nieskończenie i nigdy nie
byłoby dość. Cóż jeszcze we mnie poza zachwytem wyzwolił ten wspaniały zbiór
poezji? Wielką pokorę nie pozbawioną odrobiny zazdrości.
26.07.2017.
Magdalena Ponurkiewicz
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz