niedziela, 21 stycznia 2018

Artykuł nr 10 - Wacław Jagielski

Szanowna Redakcjo!

Dziś postanowiłam zmienić na chwilę tematykę swoich tekstów, bo chcę zaprezentować naszym Czytelnikom przedstawiciela Sztuki przez duże S. Jest nim Artysta malarz -Wacław Jagielski, człowiek wielu talentów, którego twórczość zafascynowała mnie bez reszty. Nigdy dotąd nie ośmieliłam się występować w roli recenzenta i tak, przez lata milczałam uparcie na temat wspaniałej poezji znanej bardzo i uwielbianej, nie tylko  przeze mnie, poetki Sądecczyzny -Wandy Lomnickiej- Dulak, której wiersz ostatnio publikowała „Nasza Wiara” - co cieszy mnie niezmiernie. Milczałam, bo nie czuję się uprawniona do wygłaszania  oficjalnych opinii o Twórcach, ale tym razem coś musiałam począć z nadmiarem emocji, które wynikają z fantastycznego połączenia obrazu i słowa jakie prezentuje Wacław Jagielski w swych trzech pięknych albumach.
W wielkim skrócie można powiedzieć, że artysta jest aktywnym członkiem Związku Polskich Artystów Plastyków i Stowarzyszenia Pastelistów Polskich, autorem kilkudziesięciu wystaw w kraju i za granicą, czego skutkiem są nagrody i wyróżnienia. Wystawy europejskie to choćby Lyon, Paryż, Ateny, Lwów czy Wiedeń.
Zachęcam Czytelników do pogłębienia wiedzy o Artyście na własną rękę.
Oto Jego dwa wiersze: i wybrane obrazy oraz moje wynurzenia, które pozwalam sobie zaprezentować Czytelnikom.

                                                                                      Magdalena Ponurkiewicz




„Na styku szeptów” Szukam mozolnie w pamięci, by w końcu uświadomić sobie, że nigdy dotąd tomik poezji nie wywołał u mnie takiego wstrząsu i nie boję się użyć właśnie tego słowa. Znakomicie wydany, wymuskany z pietyzmem, ma jeszcze jeden walor. Jest nim malarstwo Wacława Jagielskiego. Nie mam szczególnego prawa, by pisać recenzje dla ułamka tej wspaniałej twórczości, tak bardzo nietuzinkowego twórcy, ale obrazy i rysunki jako emocjonalna paralela do wierszy, zmuszają, takiego jak ja, zwykłego zjadacza chleba do intymnych wynurzeń, bo tylko w ten sposób może się uzewnętrznić ogromna fala pozytywnych emocji, narastająca w miarę zagłębiania się w twórczość Artysty - rajskiego ptaka, który kiedyś nadleciał tu z Dolnego Śląska i zagnieździł się w Sączu na dobre. Już tytuł tomiku dobrze wróży... a potem im dalej... Poezja, która brzmi jak muzyka (bo też autor to artysta także i w tej dziedzinie) Jakże często słychać jej melodię i delikatny rytm, to, co w poezji najbardziej mnie urzeka. Miłość do kobiety- Żony Beaty - wygrywana najdyskretniej, najsubtelniej a jednak z mocą nie słabnącego wielkiego uczucia. Dzięki znakomitemu operowaniu słowem objawia swą ciekawość świata, pasję życia i wielką pogodę ducha, które nie biorą się znikąd. Ich źródłem są :głęboka wiara autora, i rodzina – wartości fundamentalne. Ciepło bijące z poezji Jagielskiego musi ogrzać każdego, ogrzało i mnie. A obrazy? Trudno oderwać oczy od orgii nasyconych na ogół barw otaczającej przyrody, gdzie szczególne miejsce mają reminiscencje egzotycznych podróży autora. Ukryte w rozszalałej roślinności świątynie Majów. Brzmi w uszach huk szmaragdowej masy wody na progu w Kanionie Sumidero gdzie ta, w dole, zamienia się w oświetloną słońcem kipiel. Rozbryzgi kropli podbitych tęczową smugą światła, zmieniają je w delikatna koronkę. W Tulum znów morze uderzające o brzeg. Gdzie indziej jest to jedynie subtelna zmarszczka na niemal nieruchomej tafli jeziora. Ognisto, złoto, fioletowo, zielona burza wspaniałych kwiatów - „pani jesień”, szczególnie ekscytująca malarza przeciwstawiana innym porom roku w polskich krajobrazach, z których bije spokój. Leciutkie mgły unoszą się nad jeziorami i rosochate wierzby, nagie na przedwiośniu, przypominają iż po powrocie z dalekiej podróży autor znów jest u siebie. Niemal wszędzie można dostrzec światło, ruch, lub chociaż jego ślad i podążający wraz z nim dźwięk. Jednak w szerokiej gamie różnorodności zastyga na moment - także i martwa cisza. A wspaniałe, smukłe kobiety?! Wdzięk wygięcia w talii ,ruch bioder, czy nagich piersi, odchylenie szyi i burza wspaniałych opadających włosów. Znów subtelne tony mówiące o uczuciu miłości i dyskretny erotyzm. Suknie wiotkie, delikatnie poruszane wiatrem - wspaniale żywe. A przecież to nie wszystko . Są jeszcze ptaki!. Choćby cudowny portret łabędzia. Królewskie ptaszysko z wygiętą charakterystycznie szyją, za chwilę schowa głowę pod skrzydło, dając świadectwo jakże profesjonalnej, dogłębnej znajomości anatomii każdego żyjącego stworzenia. Oto bocian dość ciężko podrywający się do lotu. Może to pierwsza, ogniowa próba opuszczenia rodzinnego gniazda? A rysunek indyka? Szarość ,czerń i biel i znów ruch zaklęty w maleńkim arcydziełku! Niemal słychać szelest rozkładanego w piękny wachlarz sztywnych piór ogona. I można by tak nieskończenie i nigdy nie byłoby dość. Cóż jeszcze we mnie poza zachwytem wyzwolił ten wspaniały zbiór poezji? Wielką pokorę nie pozbawioną odrobiny zazdrości.

26.07.2017. Magdalena Ponurkiewicz

Przepraszam Autora za faux-pas, którym jest odniesienie się do Jego twórczości w formie zapisu komputerowego, ale zmusza mnie do tego ułomność w postaci zupełnie nieczytelnego, także dla mnie, pisma z poważaniem - MP




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz