Jasne
światełko w tunelu
Zakończyły
się wybory, policzono głosy i czas na refleksje.
Prysnął
mit o ostrym podziale na wschodnią i zachodnią Polskę bo, jak się
okazało, zwycięstwo jest wcale wcale, na całym terenie naszego
państwa. Do wyborów tym razem ruszyły rzesze tych, którzy w
poprzednich wyborach nie brali udziału, a cała sprawa rozstrzygnęła
się głównie w Polsce powiatowej i na wsi. Świadomość
społeczeństwa obywatelskiego rośnie. Jedni poszli bronić zysków
wynikających z rządów PIS, a ci drudzy walczyli rozpaczliwie o
utracone synekury, nienależne apanaże, którymi honorowano
nielicznych i mętną wodę, w której łatwiej jest łowić ryby.
Stawka ogromna, tyle że metoda na zwycięstwo ze strony totalnej
opozycji została dobrana tak fatalnie, że śmiało można nazwać
ją serią strzałów samobójczych. A oto szczegóły:
--Atak
na Kościół, którego orężem, tym razem, stała się pedofilia
księży.
-
Sławetne wystąpienie przedwyborcze Tuska i jego totumfackiego
Jażdżewskiego, o którym pisałam w poprzednim artykule,
były
finałem długofalowego ataku, który zaczął się od pamiętnego
puczu w Sejmie.
-
Strajk nauczycieli pod protektoratem ZNP, który wg Sorosa miał być
kolejną metodą na obalenie rządu.
W
międzyczasie film „Kler,” potem bezczeszczenie świętości
katolikom najdroższych, a w finale film „Tylko nie mów nikomu,”
jakby przypadkowo pojawiający się „za pięć dwunasta”, przed
wyborami do UE. Film przejmujący i udokumentowany, ale idea
pokrętna, a argumenty w pewnych przypadkach naciągnięte, bo
autorzy wyróżnili księży jako grupę wiodącą w tym paskudnym
procederze, gdy tymczasem statystyki mówią wyraźnie, że tego
rodzaju przestępczość wśród księży wynosi 0,3%, a 37% to
pozostałe grupy społeczne. Rząd zareagował na film Sekielskich
bardzo stanowczo, podwyższając radykalnie kary za jedno z
najbardziej ohydnych przestępstw, obejmując ustawą ogół
przestępców tego rodzaju. Równie stanowczo zareagował Kościół.
Co prawda przystąpiono tu do rozwiązywania problemu znacznie
wcześniej , nie nadając całej operacji publicznego rozgłosu, ale
ciągle nie postawiono kropki nad”i”. Można jedynie żałować,
że słowa ks. Isakowicza - Zaleskiego nie zostały potraktowane w
porę z należytą powagą, gdy tymczasem on ostrzegał od dawna, że
te sprawy muszą zostać w Kościele załatwione do końca, b e z p r
e s j i z e w n ę t r z n e j, bo w innym wypadku będą stanowić
materiał przeciw niemu samemu. Dziś w dodatku dla nikogo nie jest
tajemnicą, że SB maczało palce także i w tej sprawie. „Totalni”
usiłujący stać się załganym sumieniem narodu, chociaż nie
zawahali się, by podjąć próby wprowadzenia do przedszkoli i szkół
LGBT, broniący zaciekle do dziś interesów SB, mającej
niebagatelny udział w szantażowaniu i wykorzystywaniu do swych
celów osób dotkniętych pedofilią, wpływali na złagodzenie kar
dla nich w przeszłości, tłumacząc na różne sposoby i
bagatelizując przypadki, od których szeregi ich partii nie były
wolne. Dziś ich lewacki atak na Kościół, mający być protestem
„nieskazitelnych” i „jedynie sprawiedliwych”, ma na celu
zniszczenie zaufania wiernych. Również pozbawienie organizacji
kościelnych roli wiodącej w życiu katolików, a więc znacznej
większości polskiego społeczeństwa jako, że są one gwarancją
zachowania wartości niezbędnych dla przetrwania narodu. Można mieć
nadzieję, że to się nie uda - chociaż poziom manipulacji jest
niewyobrażalny, bo każdy atak na wiarę w Polsce przynosi
atakującym klęskę.
Ale
dziś presja na rząd narasta, bo zbliżają się kolejne wybory, a
PIS stawia stanowczą blokadę przeciw knowaniom opozycji także w
tej kwestii. To już nie jest walka polityczna, to konflikt
cywilizacyjny, gdzie hasło: „albo my, albo oni” staje się
niestety coraz bardziej aktualne.
Kolejna
sprawa to wracające jak bumerang problemy polsko – izraelskie, a w
nich atak słowny i przemoc fizyczna wobec polskiego ambasadora w
Izraelu, które są skutkiem kategorycznego NIE polskiego rządu
wobec ustawy 447. Te słowa wybrzmiały bardzo głośno przed
wyborami, a teraz już jakby ciszej w tej sprawie. Słyszymy znowu,
że ustawa przeciwna 447 jest zbędna, bo realnie nie istnieje jej
przyczyna. Mam potężne obawy o to, czy aby na pewno i czy problem
ten został wydumany jedynie przez Konfederację po to, by wysadzić
PIS z siodła. Zadaję sobie pytanie, czy gdyby tak właśnie było,
usunięto by z Polskiego Radia red. Gadowskiego, który jest
doskonale zorientowany w sprawie i bije na alarm, zalecając narodowi
otrzeźwienie w tak ważnej dla Polski kwestii, która, zdaniem
niektórych polityków i niezależnych mediów, może stać się
naszym „być albo nie być”. Rozumiem Gadowskiego i podzielam
jego obawy pomna wycofywania się Prezydenta z najważniejszych
ustaw, których dzisiaj tak bardzo brakuje. Nie wiem jak
interpretować pewien dwugłos wśród naszych rządzących, bo z
drugiej strony kolejny wywiad premiera Morawieckiego, tym razem dla
czasopisma Haretz, z dnia 4.06. br. pod znamiennym tytułem „Polska
już się nie boi,” świadczy o niezmiennej, radującej serca
Polaków jego postawie dotyczącej nie tylko kwestii 447, ale całej
obrzydliwej, opartej na kłamstwie nagonki na Polskę ze strony
Izraela. Jednak to ciągle nie jest ustawa i nadal brak wyjaśnienia
na temat tajnej notatki z dn. 25.10. 2018 roku, w której Jacek
Chodorowicz z MSZ zapewnia swego odpowiednika izraelskiego o
zadośćuczynieniu oczekiwaniom żydowskim w sprawie zwrotu mienia
bez spadkowego, o czym szeroko rozpisywał się niedawno red.
Michalkiewicz.
Atak
na Polskę w światowych mediach trwa, wywołany nie tylko przez
Żydów i ich popleczników, ale i Angelę Merkel i Niemcy,
obawiające się polskiej konkurencji, braku polskich rąk do pracy i
nękanych czarną wizją spłaty gigantycznego długu, jaki wyliczy
Polska za straty wojenne. Wybory w Izraelu i UE, a także te
zbliżające parlamentarne w Polsce sprawiają, że ogień buzuje
coraz mocniej. Ten ogień stara się podsycać tzw. apolityczny
Donald T. Usiłowania te, już po raz drugi, spaliły na panewce i
zamiast pomóc, ewidentnie zaszkodziły opozycji miotającej się
beznadziejnie wobec braku decyzji z kim się dzielić,a może łączyć
i z kim to zrobić.
Co
do pozytywów, to dzięki przytomnej postawie polskiego społeczeństwa
wybory do UE wypadły dla partii rządzącej nadspodziewanie
pomyślnie. Wśród sporej liczby państw - członków UE wzbiera
fala niezadowolenia dotycząca lewackich rządów w KE i można mieć
nadzieję, że pomysłom unijnej komuny zostanie dany stanowczy
odpór. Do UE weszła bardzo mocna i liczna ekipa pisowska, co
niewątpliwie świadczy o docenieniu wagi polityki europejskiej.
Wybrańcy zawalczą o nasze dobro nie tracąc, mam nadzieję, żadnego
z dotychczasowych osiągnięć. Będą mieć znacznie większe
szanse, ponieważ wielki „przyjaciel” Polski, niejaki Timmermans,
odpadł podobno z wyścigu do wymarzonego unijnego stołka i stało
się to m in. za przyczyną polskich, prawicowych europosłów. Jakie
będą natomiast skutki szerokiej wymiany personalnej w rządzie
okaże się niebawem. Być może jego odmłodzenie wyjdzie jemu
samemu i Polakom na zdrowie, byle nie zbrakło roztropności,
pracowitości i skromności, o czym nieustannie przypomina swemu
ugrupowaniu Jarosław Kaczyński. Mój osobisty niepokój budzi
jednak odejście pani minister finansów, Teresy Czerwińskiej, o
którym od jakiegoś czasu przebąkiwano wśród opozycji. To nie
jest, jak na razie, dobry sygnał dla troszczących się prawdziwie o
ewentualny stan finansów państwa, bo trudno tłumaczyć sobie
rezygnację pani minister inaczej, jak manifestacją swych obaw
odnośnie decyzji Premiera Morawieckiego i Jarosława Kaczyńskiego,
dotyczących poprawy standardu życia społeczeństwa i wydatków na
te cele. Ponieważ wiemy niewiele, więc może nie warto martwić się
na zapas o przyczyny odejścia pani minister. Te, mogą być zgoła
inne od tych, o których się szepcze po kątach, a przecież
zastępca, który „wskoczył” na jej miejsce, daj Boże,
udźwignie ciężar ogromnych wydatków. Polska jest coraz mocniejsza
gospodarczo, a ten wzrost plasuje nas w czołówce unijnej. Stajemy
się nowym tygrysem Europy, co budzi zazdrość jednych i uznanie
tych, którym zawiść nie przysłoniła jeszcze do reszty właściwej
oceny sytuacji. Knowania lewackich ojców największych polskich
miast, którym marzy się „dzielnicowe rozbicie, decentralizacja
państwa, która dałaby szanse naszym wrogom na połknięcie Polski,
co było naszym udziałem nie jeden raz, budzą oburzenie i
zdumienie. Liczę na to, że naród polski im za to podziękuje!
Rozstrzygnięcie kolejnych wyborów na rzecz utrwalania i pogłębiania
pozytywnych społecznie i politycznie zmian zależy od nas, wyborców,
świadomych wszelkich niebezpieczeństw związanych z ewentualną
przegraną, a te są naprawdę rozliczne. To szansa, o której musimy
pamiętać przez miesiące dzielące nas od tego niesłychanie
ważnego, dla losów naszej Ojczyzny, wydarzenia.
Magdalena
Ponurkiewicz
07.06.
2019 Nowy Sącz
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz