czwartek, 13 czerwca 2019


Jasne światełko w tunelu


Zakończyły się wybory, policzono głosy i czas na refleksje.
Prysnął mit o ostrym podziale na wschodnią i zachodnią Polskę bo, jak się okazało, zwycięstwo jest wcale wcale, na całym terenie naszego państwa. Do wyborów tym razem ruszyły rzesze tych, którzy w poprzednich wyborach nie brali udziału, a cała sprawa rozstrzygnęła się głównie w Polsce powiatowej i na wsi. Świadomość społeczeństwa obywatelskiego rośnie. Jedni poszli bronić zysków wynikających z rządów PIS, a ci drudzy walczyli rozpaczliwie o utracone synekury, nienależne apanaże, którymi honorowano nielicznych i mętną wodę, w której łatwiej jest łowić ryby. Stawka ogromna, tyle że metoda na zwycięstwo ze strony totalnej opozycji została dobrana tak fatalnie, że śmiało można nazwać ją serią strzałów samobójczych. A oto szczegóły:
--Atak na Kościół, którego orężem, tym razem, stała się pedofilia księży.
- Sławetne wystąpienie przedwyborcze Tuska i jego totumfackiego Jażdżewskiego, o którym pisałam w poprzednim artykule,
były finałem długofalowego ataku, który zaczął się od pamiętnego puczu w Sejmie.
- Strajk nauczycieli pod protektoratem ZNP, który wg Sorosa miał być kolejną metodą na obalenie rządu.
W międzyczasie film „Kler,” potem bezczeszczenie świętości katolikom najdroższych, a w finale film „Tylko nie mów nikomu,” jakby przypadkowo pojawiający się „za pięć dwunasta”, przed wyborami do UE. Film przejmujący i udokumentowany, ale idea pokrętna, a argumenty w pewnych przypadkach naciągnięte, bo autorzy wyróżnili księży jako grupę wiodącą w tym paskudnym procederze, gdy tymczasem statystyki mówią wyraźnie, że tego rodzaju przestępczość wśród księży wynosi 0,3%, a 37% to pozostałe grupy społeczne. Rząd zareagował na film Sekielskich bardzo stanowczo, podwyższając radykalnie kary za jedno z najbardziej ohydnych przestępstw, obejmując ustawą ogół przestępców tego rodzaju. Równie stanowczo zareagował Kościół. Co prawda przystąpiono tu do rozwiązywania problemu znacznie wcześniej , nie nadając całej operacji publicznego rozgłosu, ale ciągle nie postawiono kropki nad”i”. Można jedynie żałować, że słowa ks. Isakowicza - Zaleskiego nie zostały potraktowane w porę z należytą powagą, gdy tymczasem on ostrzegał od dawna, że te sprawy muszą zostać w Kościele załatwione do końca, b e z p r e s j i z e w n ę t r z n e j, bo w innym wypadku będą stanowić materiał przeciw niemu samemu. Dziś w dodatku dla nikogo nie jest tajemnicą, że SB maczało palce także i w tej sprawie. „Totalni” usiłujący stać się załganym sumieniem narodu, chociaż nie zawahali się, by podjąć próby wprowadzenia do przedszkoli i szkół LGBT, broniący zaciekle do dziś interesów SB, mającej niebagatelny udział w szantażowaniu i wykorzystywaniu do swych celów osób dotkniętych pedofilią, wpływali na złagodzenie kar dla nich w przeszłości, tłumacząc na różne sposoby i bagatelizując przypadki, od których szeregi ich partii nie były wolne. Dziś ich lewacki atak na Kościół, mający być protestem „nieskazitelnych” i „jedynie sprawiedliwych”, ma na celu zniszczenie zaufania wiernych. Również pozbawienie organizacji kościelnych roli wiodącej w życiu katolików, a więc znacznej większości polskiego społeczeństwa jako, że są one gwarancją zachowania wartości niezbędnych dla przetrwania narodu. Można mieć nadzieję, że to się nie uda - chociaż poziom manipulacji jest niewyobrażalny, bo każdy atak na wiarę w Polsce przynosi atakującym klęskę.
Ale dziś presja na rząd narasta, bo zbliżają się kolejne wybory, a PIS stawia stanowczą blokadę przeciw knowaniom opozycji także w tej kwestii. To już nie jest walka polityczna, to konflikt cywilizacyjny, gdzie hasło: „albo my, albo oni” staje się niestety coraz bardziej aktualne.


Kolejna sprawa to wracające jak bumerang problemy polsko – izraelskie, a w nich atak słowny i przemoc fizyczna wobec polskiego ambasadora w Izraelu, które są skutkiem kategorycznego NIE polskiego rządu wobec ustawy 447. Te słowa wybrzmiały bardzo głośno przed wyborami, a teraz już jakby ciszej w tej sprawie. Słyszymy znowu, że ustawa przeciwna 447 jest zbędna, bo realnie nie istnieje jej przyczyna. Mam potężne obawy o to, czy aby na pewno i czy problem ten został wydumany jedynie przez Konfederację po to, by wysadzić PIS z siodła. Zadaję sobie pytanie, czy gdyby tak właśnie było, usunięto by z Polskiego Radia red. Gadowskiego, który jest doskonale zorientowany w sprawie i bije na alarm, zalecając narodowi otrzeźwienie w tak ważnej dla Polski kwestii, która, zdaniem niektórych polityków i niezależnych mediów, może stać się naszym „być albo nie być”. Rozumiem Gadowskiego i podzielam jego obawy pomna wycofywania się Prezydenta z najważniejszych ustaw, których dzisiaj tak bardzo brakuje. Nie wiem jak interpretować pewien dwugłos wśród naszych rządzących, bo z drugiej strony kolejny wywiad premiera Morawieckiego, tym razem dla czasopisma Haretz, z dnia 4.06. br. pod znamiennym tytułem „Polska już się nie boi,” świadczy o niezmiennej, radującej serca Polaków jego postawie dotyczącej nie tylko kwestii 447, ale całej obrzydliwej, opartej na kłamstwie nagonki na Polskę ze strony Izraela. Jednak to ciągle nie jest ustawa i nadal brak wyjaśnienia na temat tajnej notatki z dn. 25.10. 2018 roku, w której Jacek Chodorowicz z MSZ zapewnia swego odpowiednika izraelskiego o zadośćuczynieniu oczekiwaniom żydowskim w sprawie zwrotu mienia bez spadkowego, o czym szeroko rozpisywał się niedawno red. Michalkiewicz.
Atak na Polskę w światowych mediach trwa, wywołany nie tylko przez Żydów i ich popleczników, ale i Angelę Merkel i Niemcy, obawiające się polskiej konkurencji, braku polskich rąk do pracy i nękanych czarną wizją spłaty gigantycznego długu, jaki wyliczy Polska za straty wojenne. Wybory w Izraelu i UE, a także te zbliżające parlamentarne w Polsce sprawiają, że ogień buzuje coraz mocniej. Ten ogień stara się podsycać tzw. apolityczny Donald T. Usiłowania te, już po raz drugi, spaliły na panewce i zamiast pomóc, ewidentnie zaszkodziły opozycji miotającej się beznadziejnie wobec braku decyzji z kim się dzielić,a może łączyć i z kim to zrobić.
Co do pozytywów, to dzięki przytomnej postawie polskiego społeczeństwa wybory do UE wypadły dla partii rządzącej nadspodziewanie pomyślnie. Wśród sporej liczby państw - członków UE wzbiera fala niezadowolenia dotycząca lewackich rządów w KE i można mieć nadzieję, że pomysłom unijnej komuny zostanie dany stanowczy odpór. Do UE weszła bardzo mocna i liczna ekipa pisowska, co niewątpliwie świadczy o docenieniu wagi polityki europejskiej. Wybrańcy zawalczą o nasze dobro nie tracąc, mam nadzieję, żadnego z dotychczasowych osiągnięć. Będą mieć znacznie większe szanse, ponieważ wielki „przyjaciel” Polski, niejaki Timmermans, odpadł podobno z wyścigu do wymarzonego unijnego stołka i stało się to m in. za przyczyną polskich, prawicowych europosłów. Jakie będą natomiast skutki szerokiej wymiany personalnej w rządzie okaże się niebawem. Być może jego odmłodzenie wyjdzie jemu samemu i Polakom na zdrowie, byle nie zbrakło roztropności, pracowitości i skromności, o czym nieustannie przypomina swemu ugrupowaniu Jarosław Kaczyński. Mój osobisty niepokój budzi jednak odejście pani minister finansów, Teresy Czerwińskiej, o którym od jakiegoś czasu przebąkiwano wśród opozycji. To nie jest, jak na razie, dobry sygnał dla troszczących się prawdziwie o ewentualny stan finansów państwa, bo trudno tłumaczyć sobie rezygnację pani minister inaczej, jak manifestacją swych obaw odnośnie decyzji Premiera Morawieckiego i Jarosława Kaczyńskiego, dotyczących poprawy standardu życia społeczeństwa i wydatków na te cele. Ponieważ wiemy niewiele, więc może nie warto martwić się na zapas o przyczyny odejścia pani minister. Te, mogą być zgoła inne od tych, o których się szepcze po kątach, a przecież zastępca, który „wskoczył” na jej miejsce, daj Boże, udźwignie ciężar ogromnych wydatków. Polska jest coraz mocniejsza gospodarczo, a ten wzrost plasuje nas w czołówce unijnej. Stajemy się nowym tygrysem Europy, co budzi zazdrość jednych i uznanie tych, którym zawiść nie przysłoniła jeszcze do reszty właściwej oceny sytuacji. Knowania lewackich ojców największych polskich miast, którym marzy się „dzielnicowe rozbicie, decentralizacja państwa, która dałaby szanse naszym wrogom na połknięcie Polski, co było naszym udziałem nie jeden raz, budzą oburzenie i zdumienie. Liczę na to, że naród polski im za to podziękuje! Rozstrzygnięcie kolejnych wyborów na rzecz utrwalania i pogłębiania pozytywnych społecznie i politycznie zmian zależy od nas, wyborców, świadomych wszelkich niebezpieczeństw związanych z ewentualną przegraną, a te są naprawdę rozliczne. To szansa, o której musimy pamiętać przez miesiące dzielące nas od tego niesłychanie ważnego, dla losów naszej Ojczyzny, wydarzenia.


                                                                                               Magdalena Ponurkiewicz


07.06. 2019 Nowy Sącz


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz