Właśnie tak:
_Wiara
uzdrawia
Ostatnie trzy lata
poprzedzające odkrycie guza esicy były dla Magdy koszmarne i
doprowadziły ją do skrajnego wyniszczenia.
Wstrząs jaki
wywarła diagnoza, był zrozumiały.Co prawda młody sympatyczny
chirurg przytaczał na pocieszenie historię samoistnego wyleczenia z
podobnej przypadłości, ale na niewiele to się zdało.Zapowiadana
operacja i ewentualna chemioterapia były o krok. Zadzwoniła do
zaprzyjaźnionej zakonnicy sercanki, prosząc o pomoc. Za namową
sąsiadki pojechali także pomodlić się przy figurze Ojca Pio w
kościele u fary. Już w powrotnej drodze czuła się znacznie
lepiej. Stres zniknął. Jego miejsce, w świadomości zajmowały
optymizm i pogoda ducha. Po szesnastu godzinach snu, obudziła się
w doskonałym nastroju i uczuciem straszliwego głodu.
- Co mam zrobić? Mam ochotę na różne rzeczy, których nie jadłam od lat, ale się boję .
- Spróbuj odrobinę zjeść – Janusz miał minę, która nie dawała gwarancji, że wierzy w to co mówi. Zjadła -i nic! Zaspokajała głód z coraz mniejszą obawą. Z niedowierzaniem myślała o tym, że gwałtownie wraca dobra forma.
Kolejna kolonoskopia
miała uściślić diagnozę.
-Tam niczego nie
ma! - stwierdził ze zdumieniem chirurg(ten sam który przeprowadził
pierwszą), ale nie mówmy hop. W grudniu zrobimy trzecią.Magda
wyfrunęła jak na skrzydłach z gabinetu zabiegowego, by
zakomunikować nowinę bladozielonemu na twarzy mężowi.
Kiedy wynik
ostatniej spełnił oczekiwania, zebrała dokumentację i za namową
lekarza rodzinnego, przdstawiając
opis całej historii, wysłała do San Giovanni Rotondo.
Teraz okazało się,
że za zdrowie Magdy modliło się w Piątkowej kilka osób chcących
zachować anonimowość.Wdzięczna im wszystkim wiedziała, że
również sercanka siostra Annuncjata i jej modlitwy mają tu swój
niebagatelny udział.
Przy
końcu lat 70. , kiedy Magda pracowała w Brzesku, siostra zjawiła
się w poradni z dwójką głęboko upośledzonych , niemówiących
małych pacjentek z zakładu opiekuńczego.Konsekwentna
terapia i ogromne zaangażowanie opiekunki dziewczynek sprawiły, że
dzieci zaczęły mówić, na co początkowo trudno było liczyć, a
między zakonnicą i terapeutą zawiązały się bardzo silne więzi.
Kontakty trwają od trzydziestu czterech lat.Siostra Annuncjata
modli się codziennie za swą przyjaciółkę, wspierając ją w
chwilach najtrudniejszych.
- I co ksiądz proboszcz na to? Nurtuje mnie odpowiedź na pytanie, dlaczego właśnie ja? Daleko mi przecież do ideału.
Takie
pytania padły z ust Magdy, kiedy przy okazji bytności na plebanii w
Marcinkowicach w sprawach dokumentacji dotyczącej dzieci węgierskich
– ofiar powstania 56 roku, opowiadała historię swego
wyzdrowienia.
Wtedy
ten przemiły, ciepły człowiek odpowiedział pół żartem pół
serio:
_
A może stało się tak dlatego, by mogła pani znowu pisać?
Magda
właśnie dedykowała mu swoją najnowszą książkę -Tajemnica
węgierskiego manuskryptu.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz