W
wężowych skrętach koci ogon wślizgiwał się przez szparę w
drzwiach do sąsiedniego pokoju. Każdy jego ruch kontrolowała
właścicielka – młoda kotka „dachówa”, przysposobiona przez
Adama w
niemowlęctwie
i wykarmiona pipetą przez Dziutkę i Magdę.
–
To żmija wychowana
na własnej piersi – żaliła się Dziutka. – Popatrz, Magda, jak
dręczy biednego Azora.
Zza
drzwi znów rozległ się histeryczny dyszkant stetryczałego
kundelka.
–
Kiedy Puma uzna, że
ogon nie wystarczy, pod drzwi wjedzie upazurzona
kocia
łapa, tylko po to, żeby usłyszeć następną serię wrzasku. Nie
mam już zdrowia! W jednym pokoju kot, w drugim pies, dla nas nie ma
miejsca. Z Azorem nie było wyjścia. Bo czy można przełknąć
cokolwiek, kiedy pod oknem siedzi jak wyrzut sumienia straszliwa psia
nędza?
–
Ale Pumka miała
podobno w piwnicy matkę – dziką kocicę?
–
Podobno. Tak mówili
sąsiedzi, ale ja jej nie widziałam.
–
Czemu nasza wiedźma
zabawia się tak paskudnie?
–
„To wszystko z
nudów, wysoki sądzie, to wszystko z nudów”. Czy widziałaś
wyraz jej oczu, kiedy Azor wrzeszczy tak jakby go obdzierano ze
skóry? W Pumich oczach czai się śmiech. (...)
–
Wracając do Pumki,
myślę, że nie ma wyjścia i będziecie musieli zabrać ją do
siebie na XI piętro.
–
Dobrze. Porozmawiam
z Januszem, ale będą problemy. W oknach trzeba założyć siatkę,
bo ta wariatka wyfrunie za pierwszym ptakiem, jakiego dojrzy. Trzeba
gdzieś trzymać piasek, a my nie mamy balkonu. Już widzę, jak
zołza, na znak protestu, obraca w perzynę nasze śliczne
mieszkanie.
– Azora
wam nie dam. Jest stary, bardzo do nas przywiązany, byłby w dodatku
sam jak palec przez pół dnia, a on bardzo tego nie lubi.
Dwa
tygodnie później Dziutka wpadła do córki, by sprawdzić stan po
przeprowadzce kocicy.
– I
jak?
–
Rozwaliła dwa
piękne, kryształowe kielichy stojące pod sufitem na regale.
–
Fruwała?
–
Właśnie. A torbę,
w której ją nieśliśmy popruła na strzępy.
–
Gdzie jest teraz?
–
Zdaje się wlazła
do łazienki.
Dziutka
wsunęła głowę przez szparę w drzwiach. Na plastykowym specjalnym
„nocniku”, nakładanym na muszlę klozetową, kucała Puma z
nabożną miną.
–
Jak to? – zdumiała
się Dziutka – nie ma kuwety?
–
Nie ma. W dodatku
zlikwidowaliśmy piasek.
– O
wykonawcę kociego urynału pytać nie muszę, bo widać w tym rękę
mojego zieńciuchny.
–
Słyszysz, jak
„sprząta”?
Rzeczywiście,
kotka wszczęła raban – tłukąc nocnikiem niemiłosiernie,
wymuszała na „pańci” uprzątnięcie toalety. Dziutka z dumą
obserwowała poczynania ulubienicy.
–
Wyjątkowo mądre
zwierzątko, ale żeby po czterech latach przesiąść się bez
problemu na nocnik bez piasku, to niebywałe!
–
Pokazałam jej
dwukrotnie, jak to się robi. Nie na darmo karmiliście ją niemal
wyłącznie rybką. Nie wątpię, że spuszczanie wody to dla niej
pestka, tyle tylko, że konstrukcja nocnika na to nie pozwala. Martwi
mnie jedno. Puma to wandal. Rujnuje meble. Janusz zrobił jej w
łazience specjalną antresolę, na którą włazi po drabinie. Tam
wyładowuje furie, drąc pazurami deski, ale jest jeszcze coś.
Uznała mnie za swą konkurentkę do jedynych portek w naszym domu.
Stara panna kocha się w Januszu, a mnie usiłuje spacyfikować.
Wiedźma z piekła rodem! Musi mieć jakąś ofiarę i wygląda na
to, że ją znalazła.
–
Charakterek ma
rzeczywiście okropny.
Porównywały
Pumę z kotką, którą ktoś wyrzucił jako podrostka. Była
wyjątkowo łagodna. Plątała się, by wreszcie okocić się w
załomku korytarza.
To była ta sama kotka, która wpadła do zamkniętej komory
zsypowej. Dziutka usłyszała jej
lamenty, jadąc windą do dzieci. Janusz kuł ścianę przez
kilkadziesiąt minut, a kiedy pokazały się wąsiki i łapki, czuli
się tak, jakby wygrali los na loterii.
Pamiętała
im to z całą pewnością, bo kiedy została matką, w rozpaczliwej
determinacji szukała u Magdy ratunku przed tropiącymi ją
nieustannie dziećmi sąsiadów. Przyniosła kocięta pod drzwi i
wlepiwszy w nią wzrok zastygła w oczekiwaniu. Magda zabrała całe
towarzystwo do mieszkania, ale jedynym wyjściem była modlitwa do
św. Franciszka. Pomogła. Po kilku dniach mordęgi z kotami, zjawił
się facet, który zabrał całą trójkę do willi z ogrodem. Takie
rzeczy nie zdarzają się ot, po prostu.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz