Smutki
i niepokoje polskich patriotów
Sprawa
KNF, jakby na to nie spojrzeć, jest kłopotem dla rządu i PIS
także.
Musi
ona budzić zaniepokojenie tych, którzy w bankach Leszka
Czarneckiego lokowali swe oszczędności, bo jego akcje spadły
bardzo znacznie.
Trudno
dzisiaj rozstrzygnąć co naprawdę stało się między dwoma
osobami prowadzącymi rozmowę, Markiem Chrzanowskim -szefem KNF, i
właścicielem sieci banków, która została nagrana przez
składającego doniesienie Leszka Czarneckiego. Widać jednak
wyraźnie, że szef KNF zachował się wysoce nieprofesjonalnie,
swój urząd pomylił z biurem pośrednictwa pracy, więc premier
Morawiecki zareagował natychmiast odwołaniem go ze stanowiska. Na
rynku nie widać paniki i mam nadzieję, że nie będzie, bo państwo
gwarantuje zwrot ewentualnie utraconych wkładów. Nasuwa się
jednak pytanie dlaczego, w znanej nam praktyce, zyski z mętnych
interesów czerpie ich twórca, a gdy mu się noga powinie
społeczeństwo polskie płaci odszkodowania tym, których nabił w
butelkę?! Dochodzenie do prawdy potrwa miesiące i dziś nie da się
rozstrzygnąć, czy była to prowokacja ze strony opozycji, bo
dowodów korupcji, o którą jest oskarżony prezes KNF – nie ma,
natomiast fakt, że właściciel banków ryby łowił w mętnej
wodzie nie pozostawia wątpliwości, a że ruszył z akcją
samopomocową składając donos kilka miesięcy po spotkaniu z
prezesem Chrzanowskim w chwili, gdy ziemia paliła mu się już pod
stopami, musi budzić podejrzenia, tym bardziej, że w normalnej
sytuacji rozmówcy nie nagrywają w ukryciu przebiegu rozmów.
Druga
sprawa to brak zgody Europejskiego Trybunału na reformę
sądownictwa w Polsce i reakcja rządu - czyli kolejne wycofanie
się z części reformy. Pozostawienie p. Gersdorf na stanowisku
jest ukręceniem sznura na szyję ustawodawców, bo doświadczenie
mówi nam jak zachowuje się pani prezes, której dawno pomyliły się
role sędziego i polityk, a jej zła wola, niebywała arogancja i
tupet szpuntuje nieustannie do buntu szwadrony sądownicze, będące
po stronie dawnej władzy, wywodzące się z tej samej co ona opcji.
Tych czynnych sędziów, którzy myślą inaczej, częstokroć nie
dopuszcza się do głosu stosując niewybredne metody zastraszania, a
skandaliczne wyroki zapadające choćby w sprawach osób
odpowiedzialnych za gigantyczne nadużycia, niweczą dodatkowo pracę
wielu instytucji prowadzących koronkowe wręcz śledztwa i
wysiłek z nimi współdziałających. Kuriozalny przebieg rozprawy z
powództwa Jarosława Kaczyńskiego przeciw L. Wałęsie, w czasie
którego pozywający był przesłuchiwany przez „niezależny”
sąd, w osobie przedstawicielki KOD, w tonie oskarżycielskim, a
Wałęsie dano pole do wytaczania znanych już i kolejnych kalumnii
pod adresem nie żyjącego Prezydenta Lecha Kaczyńskiego i jego
brata, jest
tego kolejnym, drastycznym przykładem. Szantaż ze strony KE, w
którym szczególnie niechlubną rolę odgrywa Timmermans i TE(
chociaż jego wyroku jeszcze nie ogłoszono oficjalnie) jest
bezprawiem z kilku względów. Jednym z zasadniczych jest
podpisany przez nas Traktat Lizboński, który wyjmuje spod
jurysdykcji KE Wlk. Brytanię i Polskę. Wobec takiej sytuacji Węgry
zgłosiły ustawę w obronie Polski, co jest kolejnym dowodem
lojalności zaprzyjaźnionego z nami państwa i jego przywódcy.
Poddanie się naszych rządzących szantażowi europejskiemu
sprawia kolejny zawód wyborcom PIS, tym większy, że spolegliwość
rządu prowokuje jedynie opozycję do kolejnych, zmasowanych ataków,
obraźliwych wypowiedzi i pogróżek. I tak koło się zamyka. Dopóki
nie zreformujemy sądownictwa i nie ukręcimy siedmiu głów hydrze
medialnej, dopóty nie będzie warunków do kontynuacji dobrej
zmiany. Nic nie wskazuje na to, by tak miało być w najbliższej
przyszłości poza niepotrzebną fanfaronadą, która po jakimś
czasie zamienia się niestety w rejteradę. Bezpośrednie skutki
ostatniego ustępstwa już Polskę dotykają, bo oto dziś p.
Gersdorf, która nie uznaje polskiego Trybunału Konstytucyjnego
jako, jej zdaniem, wybranego „z pogwałceniem zasad”,
rozpoczyna przy pomocy Trybunału Europejskiego demolkę kolejnych
składowych ustaw dotyczących np. istnienia powołanej przez rząd
Izby Dyscyplinarnej, przy Trybunale Konstytucyjnym. Nie wiem czy
wyborcy gotowi będą przełykać kolejne rozczarowania ważąc na
szali zaniechania, czy też uległość wobec totalnego natarcia
z jednej strony i wielkie sukcesy gospodarcze i społeczne z drugiej.
Ja mam nieśmiałą nadzieję, że reakcje rządu mogą być
sprytnym zabiegiem „na przeczekanie” do kolejnych wyborów w UE
i spodziewane zmiany personalne i polityczne, które tam
prawdopodobnie nastąpią, powstrzymają chorą koncepcję UE o
rezygnacji państw – członków z suwerenności narodowej, ale
jakie będą przyszłe skutki aktualnej przegranej Polski – okaże
się niebawem.
A
teraz stanowczo milsza wiadomość, wiążąca się z przesłuchaniem
wice minister finansów poprzedniej ekipy, Elżbiety Chojny –
Duch, milsza, o ile uda się wykorzystać niebywałą odwagę tej
kobiety w zbożnym celu, jakim jest ukaranie winnych. Powiedziała m
in., że ustawy pisali tzw. doradcy, czyli lobbyści. Bomba pękła!
Wyczerpujące, precyzyjne odpowiedzi pani minister wstrząsnęły
nie tylko wysoką komisją do spraw przestępstw VAT, ale polskim
społeczeństwem. Żadne przesłuchanie nie ujawniło tak
drastycznie woli rządu Tuska i jego samego do utrzymania
sytuacji, w której przestępcy mieli się czuć komfortowo. Myśląca
inaczej wiceminister, starając się unaocznić wyjątkowo
niezdrową sytuację i zaradzić jej, nie spotkała się ze
zrozumieniem zwierzchników i została przesunięta na stanowisko, z
pozycji którego nie mogła już nawet próbować. Skutkiem takiego
stosunku ówczesnej władzy do gigantycznego problemu, był wyciek
i utrata przez państwo setek miliardów złotych.
Co
stałoby się w normalnym kraju? Prawdopodobnie podejrzani, w imię
narodowego dobra, wylądowaliby w „pace”, choćby z powodu
zagrożenia matactwem. Ale to nie jest normalny kraj i wiele jeszcze
wody upłynie zanim uda się wypłukać do końca zgniliznę. Zapewne
skończy się jak zwykle, a bezkarność wiadomo, podbija bębenka
przestępcom i tym, którzy stworzyli im komfort działania.
Dam
sobie głowę uciąć, że gdyby, nie daj Boże, „totale”wrócili
do władzy, to nie wezmą pod uwagę tego, że w czasie rządów PIS
wolno im było wszystko, i obym się myliła, spełnią swoje
obrzydliwe pogróżki bez mrugnięcia okiem. Byłby to niestety
skutek kompletnego ignorowania przez rząd i PIS nadciągających,
coraz głośniejszych pomruków rebelii.
Tak
czy inaczej,ci którzy dobro Ojczyzny mają w sercu powinni
powściągnąć emocje i trwać przy tym rządzie i PIS, bo jak
widać tylko oni dają szansę zmian. Szansę, a nie gwarancję.
Prawicowe ugrupowania, choć intencje mają b. dobre, nie zdobyły
silnego poparcia, co jest warunkiem podstawowym dla wygranej. Tak
więc jeśli nie teraz, to może w niezbyt odległej przyszłości
zagwarantujemy Polsce brak możliwości powrotu do tego co było.
Zastanawia
mnie jeszcze jedna sprawa, co do której widzę wyraźną zbieżność
z tym, co wyprawia się z Polską. Postawa pani ambasador USA, od
niedawna rezydującej w Polsce. Uśmiechy i przytulanki z
najgłupszymi i najobrzydliwszymi przedstawicielami PO i samo
utylizującej się Nowoczesnej, budzą we mnie niesmak a już
pogróżki dotyczące zablokowania tematu wiz (jeśli to nie
fakenews), użyte jako argument przeciw reformie naszych mediów
budzi moje oburzenie i poważne obawy, że prezydent Trump pomylił
się srodze przysyłając nam tu konia trojańskiego rasy Azari. Wot
siurpryza!
Nowy
Sącz24.XI.2008r. M
Ponurkiewicz
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz