poniedziałek, 26 listopada 2018


Smutki i niepokoje polskich patriotów

Sprawa KNF, jakby na to nie spojrzeć, jest kłopotem dla rządu i PIS także.
Musi ona budzić zaniepokojenie tych, którzy w bankach Leszka Czarneckiego lokowali swe oszczędności, bo jego akcje spadły bardzo znacznie.
Trudno dzisiaj rozstrzygnąć co naprawdę stało się między dwoma osobami prowadzącymi rozmowę, Markiem Chrzanowskim -szefem KNF, i właścicielem sieci banków, która została nagrana przez składającego doniesienie Leszka Czarneckiego. Widać jednak wyraźnie, że szef KNF zachował się wysoce nieprofesjonalnie, swój urząd pomylił z biurem pośrednictwa pracy, więc premier Morawiecki zareagował natychmiast odwołaniem go ze stanowiska. Na rynku nie widać paniki i mam nadzieję, że nie będzie, bo państwo gwarantuje zwrot ewentualnie utraconych wkładów. Nasuwa się jednak pytanie dlaczego, w znanej nam praktyce, zyski z mętnych interesów czerpie ich twórca, a gdy mu się noga powinie społeczeństwo polskie płaci odszkodowania tym, których nabił w butelkę?! Dochodzenie do prawdy potrwa miesiące i dziś nie da się rozstrzygnąć, czy była to prowokacja ze strony opozycji, bo dowodów korupcji, o którą jest oskarżony prezes KNF – nie ma, natomiast fakt, że właściciel banków ryby łowił w mętnej wodzie nie pozostawia wątpliwości, a że ruszył z akcją samopomocową składając donos kilka miesięcy po spotkaniu z prezesem Chrzanowskim w chwili, gdy ziemia paliła mu się już pod stopami, musi budzić podejrzenia, tym bardziej, że w normalnej sytuacji rozmówcy nie nagrywają w ukryciu przebiegu rozmów.

Druga sprawa to brak zgody Europejskiego Trybunału na reformę sądownictwa w Polsce i reakcja rządu - czyli kolejne wycofanie się z części reformy. Pozostawienie p. Gersdorf na stanowisku jest ukręceniem sznura na szyję ustawodawców, bo doświadczenie mówi nam jak zachowuje się pani prezes, której dawno pomyliły się role sędziego i polityk, a jej zła wola, niebywała arogancja i tupet szpuntuje nieustannie do buntu szwadrony sądownicze, będące po stronie dawnej władzy, wywodzące się z tej samej co ona opcji. Tych czynnych sędziów, którzy myślą inaczej, częstokroć nie dopuszcza się do głosu stosując niewybredne metody zastraszania, a skandaliczne wyroki zapadające choćby w sprawach osób odpowiedzialnych za gigantyczne nadużycia, niweczą dodatkowo pracę wielu instytucji prowadzących koronkowe wręcz śledztwa i wysiłek z nimi współdziałających. Kuriozalny przebieg rozprawy z powództwa Jarosława Kaczyńskiego przeciw L. Wałęsie, w czasie którego pozywający był przesłuchiwany przez „niezależny” sąd, w osobie przedstawicielki KOD, w tonie oskarżycielskim, a Wałęsie dano pole do wytaczania znanych już i kolejnych kalumnii pod adresem nie żyjącego Prezydenta Lecha Kaczyńskiego i jego brata, jest tego kolejnym, drastycznym przykładem. Szantaż ze strony KE, w którym szczególnie niechlubną rolę odgrywa Timmermans i TE( chociaż jego wyroku jeszcze nie ogłoszono oficjalnie) jest bezprawiem z kilku względów. Jednym z zasadniczych jest podpisany przez nas Traktat Lizboński, który wyjmuje spod jurysdykcji KE Wlk. Brytanię i Polskę. Wobec takiej sytuacji Węgry zgłosiły ustawę w obronie Polski, co jest kolejnym dowodem lojalności zaprzyjaźnionego z nami państwa i jego przywódcy. Poddanie się naszych rządzących szantażowi europejskiemu sprawia kolejny zawód wyborcom PIS, tym większy, że spolegliwość rządu prowokuje jedynie opozycję do kolejnych, zmasowanych ataków, obraźliwych wypowiedzi i pogróżek. I tak koło się zamyka. Dopóki nie zreformujemy sądownictwa i nie ukręcimy siedmiu głów hydrze medialnej, dopóty nie będzie warunków do kontynuacji dobrej zmiany. Nic nie wskazuje na to, by tak miało być w najbliższej przyszłości poza niepotrzebną fanfaronadą, która po jakimś czasie zamienia się niestety w rejteradę. Bezpośrednie skutki ostatniego ustępstwa już Polskę dotykają, bo oto dziś p. Gersdorf, która nie uznaje polskiego Trybunału Konstytucyjnego jako, jej zdaniem, wybranego „z pogwałceniem zasad”, rozpoczyna przy pomocy Trybunału Europejskiego demolkę kolejnych składowych ustaw dotyczących np. istnienia powołanej przez rząd Izby Dyscyplinarnej, przy Trybunale Konstytucyjnym. Nie wiem czy wyborcy gotowi będą przełykać kolejne rozczarowania ważąc na szali zaniechania, czy też uległość wobec totalnego natarcia z jednej strony i wielkie sukcesy gospodarcze i społeczne z drugiej. Ja mam nieśmiałą nadzieję, że reakcje rządu mogą być sprytnym zabiegiem „na przeczekanie” do kolejnych wyborów w UE i spodziewane zmiany personalne i polityczne, które tam prawdopodobnie nastąpią, powstrzymają chorą koncepcję UE o rezygnacji państw – członków z suwerenności narodowej, ale jakie będą przyszłe skutki aktualnej przegranej Polski – okaże się niebawem.
A teraz stanowczo milsza wiadomość, wiążąca się z przesłuchaniem wice minister finansów poprzedniej ekipy, Elżbiety Chojny – Duch, milsza, o ile uda się wykorzystać niebywałą odwagę tej kobiety w zbożnym celu, jakim jest ukaranie winnych. Powiedziała m in., że ustawy pisali tzw. doradcy, czyli lobbyści. Bomba pękła! Wyczerpujące, precyzyjne odpowiedzi pani minister wstrząsnęły nie tylko wysoką komisją do spraw przestępstw VAT, ale polskim społeczeństwem. Żadne przesłuchanie nie ujawniło tak drastycznie woli rządu Tuska i jego samego do utrzymania sytuacji, w której przestępcy mieli się czuć komfortowo. Myśląca inaczej wiceminister, starając się unaocznić wyjątkowo niezdrową sytuację i zaradzić jej, nie spotkała się ze zrozumieniem zwierzchników i została przesunięta na stanowisko, z pozycji którego nie mogła już nawet próbować. Skutkiem takiego stosunku ówczesnej władzy do gigantycznego problemu, był wyciek i utrata przez państwo setek miliardów złotych.
Co stałoby się w normalnym kraju? Prawdopodobnie podejrzani, w imię narodowego dobra, wylądowaliby w „pace”, choćby z powodu zagrożenia matactwem. Ale to nie jest normalny kraj i wiele jeszcze wody upłynie zanim uda się wypłukać do końca zgniliznę. Zapewne skończy się jak zwykle, a bezkarność wiadomo, podbija bębenka przestępcom i tym, którzy stworzyli im komfort działania.
Dam sobie głowę uciąć, że gdyby, nie daj Boże, „totale”wrócili do władzy, to nie wezmą pod uwagę tego, że w czasie rządów PIS wolno im było wszystko, i obym się myliła, spełnią swoje obrzydliwe pogróżki bez mrugnięcia okiem. Byłby to niestety skutek kompletnego ignorowania przez rząd i PIS nadciągających, coraz głośniejszych pomruków rebelii.
Tak czy inaczej,ci którzy dobro Ojczyzny mają w sercu powinni powściągnąć emocje i trwać przy tym rządzie i PIS, bo jak widać tylko oni dają szansę zmian. Szansę, a nie gwarancję. Prawicowe ugrupowania, choć intencje mają b. dobre, nie zdobyły silnego poparcia, co jest warunkiem podstawowym dla wygranej. Tak więc jeśli nie teraz, to może w niezbyt odległej przyszłości zagwarantujemy Polsce brak możliwości powrotu do tego co było.
Zastanawia mnie jeszcze jedna sprawa, co do której widzę wyraźną zbieżność z tym, co wyprawia się z Polską. Postawa pani ambasador USA, od niedawna rezydującej w Polsce. Uśmiechy i przytulanki z najgłupszymi i najobrzydliwszymi przedstawicielami PO i samo utylizującej się Nowoczesnej, budzą we mnie niesmak a już pogróżki dotyczące zablokowania tematu wiz (jeśli to nie fakenews), użyte jako argument przeciw reformie naszych mediów budzi moje oburzenie i poważne obawy, że prezydent Trump pomylił się srodze przysyłając nam tu konia trojańskiego rasy Azari. Wot siurpryza!

Nowy Sącz24.XI.2008r.                                              M Ponurkiewicz
















Brak komentarzy:

Prześlij komentarz