niedziela, 18 maja 2014

Z wizytą u generała Andersa



Dziś siedemdziesiąta rocznica bitwy pod Monte Cassino. Uroczystości z nią związane przypomniały mi naszą obecność - moją i męża na cmentarzu wojskowym w 1994 (w roku pięćdziesiątej rocznicy bitwy). Historia ta zawarta jest w drugiej części książki 'Byłam niewolnicą, czyli na czarno w Nowym Jorku', która to część poświęcona jest naszym wspólnym wędrówkom po Europie. Pomyślałam, że właśnie dziś warto oderwać się na chwilę od relacji z 'Eldorado' za 'wielką wodą' i przenieść się do Włoch na wzgórze polskiej chwały. Zdjęcia co prawda, nie są satysfakcjonujące, ale dokumentujące i z tej przyczyny warto je zamieścić. Zapraszam do przeczytania krótkiego rozdziału książki pt. "Z wizytą u generała Andersa".

Na obrzeżu miasteczka, u podnóża masywu Monte Cassino, na niewielkim straganie róże w wiązkach po kilkanaście sztuk, zawsze świeże i bajecznie kolorowe. Wybieramy bladoróżowe. Właściciel straganu dorzuca herbaciane (zapewne wkalkulowane w cenę), ale miło jest usłyszeć przyjazną tyradę: - Polacco, Polacco! To prezent od Włochów dla żołnierzy! Przecież jedziecie na cmentarz, prawda?
Wspinamy się serpentynami na szczyt. Klasztor zamknięty na głucho (pora sjesty). Ruszamy w dół. Naszym oczom ukazuje się dolina otoczona stromo wznoszącymi się, prawie nagimi zboczami. U stóp klasztoru, ustawione amfiteatralnie nagrobki z kremowego kamienia.
Dwa orły o husarskich skrzydłach strzegą tysiąca ośmiuset niewolników wyprowadzonych cudem z „nieludzkiej ziemi”, by mogli dojść aż tu i jako wolni ludzie, złożyć ofiarę krwi, zdobywając klasztor, dla innych nieosiągalny i otworzyć aliantom drogę na Rzym. Teraz odpoczywają, a wraz z nimi ich wybawca i opiekun.
Wzruszeni, w absolutnej ciszy składamy kwiaty. Dalej, miejsce pochówku kolejnego, legendarnego dowódcy - generała Ducha. Ślady obecności rodaków są widoczne na każdym kroku: chorągiewki, wiązanki, znicze.
Kołyszące się na wietrze delikatne maki, przywodzą przed oczy obrazy bitwy z dokumentalnego filmu, w uszach dźwięczą słowa znanej pieśni Feliksa Konarskiego (Ref-Rena). Nagle - cicha rozmowa? To młode, niemieckie małżeństwo z dwojgiem dzieci. Z twarzami ukrytymi w dłoniach odmawiają półgłosem modlitwę. Poruszeni do głębi, wycofujemy się boczną ścieżką, by nie zakłócić chwili nabożnego skupienia.

Nasze kolejne spotkania z sąsiadami zza Odry są naprawdę krzepiące. Najpierw w Rytrze, młodzi Niemcy zapraszają nas w czasie potężnej burzy ubłoconych, brudnych, przemoczonych i zmarzniętych na kość, do swego luksusowego busa ze strzyżonym dywanem na podłodze (oni jedni, chociaż nie wzbudziliśmy zainteresowania ani współczucia polskich kierowców). W Paestum pomagają wybrnąć z opresji kolejni przedstawiciele narodu uznanego wyrokiem historii za odwiecznych wrogów Polski i Polaków. Teraz ci, składają hołd bohaterom i zwycięzcom. Życie jest piękne!


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz